bobercik pisze:Wspaniały odcinek Dae! Jak zawsze! Widzę że ostatnio często się pojawiają. Tak trzymać! Ciekawe czy jeszcze ktoś do nas dołączy? I czy to Broly będzie naszym największym rywalem? I ciekawe czy poznam jakąś dziewczynę? XD I najważniejsze, gdzie jest Dae(w fan ficku)?
1. Jak chcesz, to Ci i dziewczyne załatwie!
2. Czy Broly? Zobaczysz ^^
3. Gdzie Daegurth? Ja wiem bardzo dobrze XD A teraz możesz z Bartem i innymi śwpiewać: "Kiedyś Cie znajde" XD
Mam nadzieje, że częstość ukazywnia się odcinków będzie jednakowa, ale jak można pewnie zauważy odrobinke się skróciły. Postaram się je przedłużyć ^^
Dzięki Adrian, ale Ja sobie bym dał 3+ ^^
[Update]
W poprzednim odcinku:
Towarzysze spotkali Saiyana z planety pochodnej, który okazał się być strasznie dobry. Odlatując zostali ścigani, ktoś chciał wziąść ich w niewole, ale kto?
Rozdział XIII - Przeznaczenie
Bobercik włączył auto-pilota na statku i poprosił Bart'a, by pilnował statku, a w razie potrzeby go wołał. Przecież uczył Bart'a osobiście obsługi takim statkiem, a Bart szybko się uczył i mógłby spokojnie już sam prowadzić. Bobercik osobiście gdzieś poszedł, nikt nie szedł za nim. Roksi też nie było, pewnie była z Bobercikiem. Nie rozmawiali ze sobą poważnie od długiego czasu, może poszli teraz porozmawiać? Zresztą, nikogo to nie obchodziło. Bobercik naprawde jest ważną postacią dla wszystkich i nawet jemu należy się odpoczynek.
Nowo poznany Kris opowiadał różne historie. Wogóle, zakumplował się z Dyniniem, Saiyanem z planety Vegeta. A co z Raymanem i Bartem? Rayman próbował sobie znaleźć jakieś pożyteczne zajęcie i znalazł! Odkrył w sobie nowe talenty kucharskie, zabrał różne składniki i zaczął przygotowywać jedzenie. Jeszcze nikt oprócz niego o tym nie wiedział, ale wkrótce wszędzie był zapach jego pożywienia - do tego wcale nie brzydki, przyciągał do siebie wszystkich. Wszystkich, prócz Barta, który nie myślał teraz o tym.
Bart się zastanawiał, czy istnieje przeznaczenie. Jaka jest prawda tego świata, co się stanie w przyszłości. Wszystko dąży do autodestrukcji, a jednak wszystko się odradza. Tak wiele zbierzności.
Bart myślał też o bracie. Gdzie On jest, może poszedł do nieba? Bo w piekle się z nim nie spotkał. A może... Nie, nie może żyć. Nikt by nie przeżył uderzenia tamtych rakiet. Chciaż wciąż miał nadzieje, to wiedział, że nie możliwe jest to, by jego brat jeszcze żył.
Przypomniał sobie też cel podrózy: idą zbadać jakieś urządzenie. Ale co to da, skoro Daegurth jest martwy? Nic...
Bart postanowił przejść się po statku, czuł się niezbyt dobrze. Bolała go głowa i czuł się winny, winny wszystkiemu. Winny śmierci brata, ojca, matki... Przez chwile nawet pomyślał o samobójstwie, ale odrzucił tą myśla w dal. "Tyle osób stara się mi pomóc, ratuje Mnie, a Ja je mam zawieść?" pomyślał. To wystarczyło.
Więc Bart przechodzi częścią statku, której jeszcze nie znał, bo nie lubi chodzić wszędzie i nagle słyszy
- Nie tu, tu - mówi jakiś głos, Bart nie może go rozpoznać przez echo - Oooo, prawie, jeszcze troche wyżej!
Chwile słyszy jakieś huki, stuki, a zaraz lekki sapanie. Podchodzi bliżej, teraz słyszy wyraźniej
- O, idealnie wycelowane! Ale za wolno... - Słyszy ten sam głos co wcześniej - Spróbuj jeszcze raz
- Teraz Mi się uda! - słyszy dziwczęcy głos
Kolejna seria huków, stuków i znowu sapanie.
- Dobrze! Widzisz, jak chcesz to potrawisz - Powiedział ktoś chłopięcym głosem - Ale zapomniałaś się wygiąć lekko do tyłu
- Nie ułatwiasz Mi tego - powiedział ktoś dziewczęcym głosem
Bart już wiedział co się tam dzieje i kto tam jest. Nie musiał patrzeć. Uśmiechnął się i poszedł tak, by nie został zobaczony przez trenującego siostrę Bobercika. Cieszył się, że spędza z siostrą dużo czasu, tak jak on kiedyś z bratem. Ale jednocześnie tęsknił, tęsknił...
Minęło pare dni, a statek wciąż przemierzał kosmos, zbliżał się do celu przeznaczenia. Planeta którą mieli odwiedzić, bardzo wysoko rozwinięta cywilizacja, już nikt nie mógł się doczekać. Jednak, wiedzieli, że ktoś ich ściga i muszą uważać.
Już z daleka Bobercik dostał sygnały z planety i pozwolenie na lądowanie. Powiedział już cel przybycia, a mieszkańcy planety byli wprost zachwyceni, że mogą sprawdzić swoje umiejętności, do tego pomagając innym. Więc Bart dał urządzenie do zidentyfikowania i...
- Hmmm, świetna obróbka - powiedział jeden z mieszkańców i znajdując ukryty przycisk otworzył klapke do śrotka mechanizmu - Wow, jak pięknie zrobione, musiał robić to geniusz!
Urządzenie faktycznie było bardzo skomplikowane, kabel na kabelku przecinany przez kilka kolejnych kabli... A co to było za urządzenie? Mieszkańcy planety już spekuowali(przewidywali), że to jest: Komunikator, teleporter i wiele innych.
Ta "Rzecz" naprawde była skomplikowana, na początku uważano, że zajmie to mieszkańcom planety 6 godzin, później czas przedłużył się do jednego dnia, a następnie do tygodnia! W międzyczasie cywilizacja dowiedziała isę, że nasi przyjaciele mogą być ściagani przez kogoś. Nawet nie wiedziano, że na tej planecie jest baza danych statków kosmicznych, w której jest nawet statek Bbercika!
- Tak więc sprawdzono niszczyciele i wyszło na to, że są one własnością jakiegoś człowieka o imieniu Rethar. Wygląda na to, że to brat jakiegoś Rethira(który jest już znany, patrz: Rozdział VII: Cel podróży). Ale zamiary jego nie są nam znane... - powiedział jeden z mieszkańców
Bart podziękował, wiedział już o co chodzi. Rethar najwyraźniej chciał się zemścić i musiał się dowiedzieć o Mnie... Więc to małe utrudnienie...
Z drugiej strony Ja też tam moge szukać zemsty - pomyślał Bart - w końcu to przez jego brata zginął mój... A On chce się mścić na Moim bracie, ehh...
Urządzenie wreszcie zostałe zidentyfikowane! Naukowcy naprawde docenili jego twórce! Faktycznie mogli je tylko zidentyfikować dzięki ich obecnej technoligii, bez tego nic by nie było, ale jednak! Wiedzieli, że ta technologia wykracza poza ich technologie, chociaż obecnie uważani są za najbardziej zaawansowaną rase.
A urządzenie było takie proste, nikt by chyba na to nie wpadł...
BTW. Wiem, jestem mistrzem idealnych zakończeń XD