BTW. "Drake" czyta się "Drejk", bo to jest jakby z angielskiego!
W poprzednim odcinku
Bart miał racje, coś było nie tak. Jego brat, Daegurth, uwolnił się, jednak uwolnił też ukrytą w sobie bestię, Drake. Kim On jest? I czego chce? Czy tak naprawde chce wszystko zniszczyć?
Rozdział XXIV - This is the end?
Wiał lekki wiatr, słońce przysłoniy chmury. W oddali stał Drake, widać było w jego oczach nawet z tej odległości chęć do zabijania. W powietrzu wciąż unosiły się dymy, które powstały, gdy moc Drake niszczyła budynki i zabijała ludzi. Ale jemu wciąż było mało...
- Hahaha! - zaśmiał się Drake - Teraz dostaniecie za swoje!
Bart poczuł to dopiero teraz. Energia Drake była potężna, próbował porównać ją z obecną energią Brolyego Darkness, ale nie było najmniejszego podobieństwa... Energia Brolyego Darkness wyglądała przy tej energii jak mrówka przy słoniu...
Hmmm, to będzie naprawde ciężka walka... - pomyślał Bart - najprawdopodobniej ucierpi na tym całe miasto...
- Dyninio! - Zawołał Bart
- Hmf? - Dyninio obrócił głowę i słuchał
- Idź do Hebrida i powiedz mu, żeby ewakuował miasto! - powiedział Bart
- Ale... - powiedział Dyninio
- JUŻ! - powiedział Bart, po czym Dynino ruszył
Bobercik i Kris jeszcze nigdy nie widzieli Bart'a tak poważnego i zdenerwowanego...
Broly Darkness wiedział, że nie ma czasu do stracenia. Stanął prosto i nagle jego włosy zrobiły się złote, a mięśnie lekko powiększyły.
- WoW - powiedzieli równo Kris i Bobercik
- Czy to nie... SSJ? - zapytał Adrian
- Tak, to Super Saiyan... - powiedział Bart
Następnie Broly Darkness zaczął się ładować i krzyknął. Jego mięśnie zaczęły rosnąć jeszcze bardziej, a włosy się dłużyć. Wkrótce nabrały zielonkawego koloru.
- A to co!?! - zapytał Kris, Bobercik i Adrian
- LSSJ... Legendarny Super Saia-jin - powiedział Bart
Broly się zaśmiał głośno. Bart teraz sprawdził energię Drake i Brolyego Darkness, były prawie takie same. Drake nawet się obejrzał w stronę Brolygo Darkness i szyderczo się uśmiechnął.
- I co? - zapytał Drake - Myślisz, że to coś Ci da?
- Zostaw ciało Daegurth'a - powiedział Broly Darkness
- Zostałem w nim zamknięty i to za jego pomocą się zemszczę! - powiedział Drake - Całe szczęście, że trafiłem w takie potężne ciało!
Bart nie wie o czym Drake mówi. Trafił do tak potężnego ciała? Ma na myśli ciało Daegurth'a? - myślał Bart
- Koniec gadki! - powiedział Broly Darkness - Skoro nie chcesz wyjść z tego ciała, to Cię z niego wyciągne!
Broly leciał z niewiarygodną prędkością, w końcu doleciał do Drake i chciał go uderzyć pięścią, ale Drake jedną ręką złapał pięść Brolyego Darkness. Co więcej, zaczął wbijać do niej swoje szpono pazury, przez co nawet Broly Darkness, Legendarny Super Saiya-jin, krzyknął. Nie tracił jednak zimnej krwi, stworzył potężną kulę w drugiej ręce i chciał nią z bliska trafić Drake, gdy jednak ręka z kulą ki była przy nim, to Drake stworzył sobie ogromne skrzydła ze swojej Ki i osłonił się nimi przed potężną kulą Brolyego Darkness.
- To mogło zaboleć - powiedział Drake
- To mogło zabić... - poprawił Broly Darkness
- Że co? - zdziwił się Drake - Najwyżej skaleczyć...
- Tak? - zapytał lekko zdenerwowany Broly Darkness - Więc daj się trafić!!!
- Myślisz, że pozwole kaleczyć Moje cenne ciało? - zapytał Drake
Tuż po tych słowach Drake uderzył pięścią Brolyego Darkness, który poleciał wiele setek metrów dalej, przebijając się przez budynki, a nawet rozgniatając pieszych. Wtedy Drake wykonał szybki ruch ręką, a właściwie szponami i zakrzyczał: "Smocze szpony!". Z jego szponów wyleciała fala, która trafiła Brolyego Darkness. Na jego ciele pojawiły się ślady przecięć, a wkrótce krew. Ten atak bez problemu przebił się przez skórę Brolyego Darkness.
Kris i Bobercik nie chcieli się dłużej na to patrzeć. Przecież Broly Darkness nie miał szans... W sumie Oni też nie mieli co zrobić. Mimo wszystko, Bobercik kazał Roksi iść do miasta, mówił, że zostanie tu sam. Roksia posłuchała, choć na początku jeszcze długo patrzała co się dzieje na polu bitwy.
Bobercik podbiegł najszybciej jak mógł do Drake i uderzył go z całej siły z pięści w tył głowy. Uderzył tak mocno, że resztki budynku, który stał obok, zamieniły się w popiół. Drake jednak stał dalej, po chwili się obrócił i spojrzał w dół. Był nieco wyższy od Bobercika(o ok. 15 cm). Bobercik wystawił ręke do przodu i krzyknął: "Big Bang Attack!". Atak trafił Drake, który krzyknął. Po chwili pocisk wybuchł, krzyk ucichł. Pole walki przykrywał jeszczy pył, jaki zrobił atak Bobercika. Po chwili i pył zniknął, nikogo nie było pod nim.
- Heh, jednak nie był taki silny! - powiedział Bobercik
-No, faktycznie... Nawet nie musiałem wstawać - powiedział Kris
Nagle obok głowy Krisa przeleciała kula Ki, którą wypuścił Bart. Kula leciała dalej, w końcu wybuchła, gdy zetknęła się z celem - z Drake, który właśnie stał za Bobercikiem. Jednak ten pocisk nic nie zrobił, zupełnie nic...
Wtedy Drake już miał uderzyć Bobercika, ale Adrian go popchnął - sam wpadł w łapy Drake, wtedy to Drake go właśnie nieźle obił, po czym uderzył tak, że wbił się w wieżowiec.
Broly Darkness w międzyczasie robił potężną kulę ki, którą właśnie teraz wystrzelił. Drake się obejrzał, obrócił i patrzał jak kula leci w jego stronę. Po chwili znów ze swojej energii Ki zrobił skrzydła, tym razem naprawde ogromne, smocze skrzydła, którymi zastawił siebie. Nieświadomie(a może i świadomie?) zastawił też Bobercika, który stał obok. Kula Brolyego Darkness zderzyła się ze skrzydłami, wtedy to Drake szybko nimi machnął, odbijając kulę. Kula z niewiarygodną prędkością leciała do Brolyego Darkness, który nie mógł uniknąć. Wkrótce go trafiła...
Wybuch był ogromny, a potem całe niebo pokryła zielona aura Brolyego i masa pyłu. Gdy pył opadł można było zobaczyć stojącego na ziemi Brolyego, jednak po chwili padł i odmienił się z LSSJ.
- A co do Ciebie... - powiedział Drake obracając się do Bobercika
Tuż po tym jak się obrucił ruszył obiema rękoma, zakręcił nimi szybko koło i uderzył Bobercika, krzycząc: "Mega Impact!". Bobercik dostał atakiem i leciał z ogromną prędkością od impetu uderzenia. Wkrótce nawet zniknął Krisowi i Bartowi z oczu...
- Niee! - krzyknął Bart i Kris
Bart chciał lecieć walczyć, lecz Kris zasłonił mu drogę i powiedział: "Hej, sam sobie dam radę!"
Kris podszedł powoli i stanął przed Drake. Przez dłuższą chwilę na siebie patrzeli, po czym Kris zaczął rozmawiać.
- Naprawde uważasz się za tak potężnego? - zapytał Kris
- Ja? Potężny? - zapytał Drake - Nie...
- Więc co? - zapytał Kris
- Ja jestem tylko wszechmocny
- To posmakuj siły Kła Żywiołów! - powiedział Kris wyciągając miecz
Gdy Kris wyciągnął miecz, to Drake drgnął w miejscu, a jego oczy zaczęły śledzić miecz. Przeczuwał, że jest naprawde potężny. Po chwili Kris zaczął wyprowadzać serię ataków w Drake, który unikał bez problemu. W pewnym momencie Kris zdobył przewagę i miał przepołowić już Drake, ale on tylko zastawił się swoimi szponami. Miecz uderzając w szpony wydał z siebie głuchy dźwięk i poleciały iskry.
On... On się obronił przed Kłem Żywiołów!?! - zadawał sobie to pytanie w głowie Kris
- Hahaha!
Kris wyciągnął wtedy swój pistolet i zaczął strzelać w Drake, a on łapał wszystkie strzały w ręke. Kris uważał to za niemożliwe...
W końcu Kris się wkurzył. Odskoczył robiąc między sobą, a Drake dosyć sporą odległość. Kris najpierw wykonał kilka ruchów ręką, a po chwili zaczął młynkować mieczem. Miecz, tak jak kiedyś, zostawiał ślady w powietrzu. Kris narysował jakby znaki tym mieczem, a na sam koniec machnął nim w stronę Drake i zakrzyczał: "Apokalipsa!".
Po tych słowach ziemia, cała planeta, zaczęła się trząść. Na niebie pojawił się mały otwór - czarna dziura - z której wypadły ogromne meteoryty.
- Hahaha! - zaśmiał się Drake - Chyba się przeceniasz!
Drake podniósł prawą ręke do góry - z ręki wystrzelił promień. Nie był to jednak promień ki, to jakby sygnał, czy coś takiego. Nagle w ręce Drake pojawił się miecz. Bardzo dziwny miecz. Na końcu głowicy wyryty był smok. Miecz ten podobny był do Scimitara, ale był cały czarny, gdzie niegdzie miał fragmenty czerwonych kryształów.
Drake raz machnął mieczem w stronę nadlatujących meteorytów wielkości księżyca Ziemi, to jedno uderzenie wystarczyło. Najpierw mocny powiew wiatru zmiażdżył meteoryt. Później dopiero poleciała fala Ki, która zniszczyła nawet szczątki meteorytu. Na sam koniec poleciała ogromna fala ognia, która nawet wypchnęła pył poza ziemię.
Kris był pod wrażeniem. Nigdy nie widział, by ktoś sparował ten atak. To był jego najpetężniejszy atak. Sekretny ruch, as w rękawie, a jednak nie podziałał!
Drake schował miecz na plecy, nie chciał go używac bowiem na słabeuszy. Wypuścił na Krisa z ust słup ognia, Kris zastawił się mieczem, przed którym ogień się rozstąpił i poleciał na bok. Kris pomyślał - Ufff, o mały włos! - Miał rację. Gdyby źle trzymał miecz, to tak jak wszystko naokoło niego, byłby już popiołem.
- Ehhh, znudziłeś mi się... - powiedział Drake wyouszczając kulę ognia w stronę Krisa
Kris widział całe życie przed oczyma, miecz drżał mu w ręce. Po chwili go puścił, był przerażony. Myślał, że nie ma już szans, On, Bart, Bobercik... Nikt. Stał więc czekając na śmierć...
Nie doczekał się. Nagle przed Krisem pojawił się Bart, który z trudem obronił się przed ogniowym atakiem Drake'a.
- Spadaj stąd śmieciu - powiedział Drake
- Nie! - zakrzyczał Bart - Nie pójde stąd, dopóki nie oddasz Mi brata i dopóki nie ukarzę Cię za to, co zrobiłeś Moim przyjaciołom!
- Hahahaha! - Drake zaśmiał się najgłośniej jak dotąd
- Z czego się śmiejesz!?! - zapytał Bart - Zobaczyłeś własną twarz w lustrze!?!
Drake przestał się śmiać, a po chwili powiedział: "Dobry jesteś!" i zaczął śmiać się znowu.
Bart się uspokoił i wyciszył. Stanął w miejscu, zamknął oczy i starał się myśleć logicznie...
On się śmieje - pomyślał Bart - Chyba Mnie prowokuje, nie dajmy się wciągnąć w pułapkę. Kris stoi za Mną przerażony, cóż Ja mogę zrobić?
- Wiesz co Ci powiem? - zapytał Drake, przestając się śmiać - Twój brat jest naprawde potężny, nie tylko jego ciało, ale i dusza. Chciałem się zamieniać w następną formę, a potem w ostateczną, ale On Mi na to nie pozwolił. Muszę przyznać, jestem pod wrażeniem!
Co!?! - zapytał się w myślach Bart - Daegurth wciąż jest przytomny i próbuje go powstrzymać!?! Myślałem, że Drake nad nim kompletnie zawładnął! Hmmm, mam plan ^^ No i co, że Daegurth później się na Mnie wkurzy...
- Hej Ty, jaszczuro-ryj! - powiedział Bart - Tak do ciebie mówię obślizgła ropucho!
- Jak śmiesz, Ty, Ty... - powiedział Drake - Ty orangutanie!
- Heh, prawie śmieszne... - powiedział Bart - Prawie się zaśmiałe panie jaszczur!
- Jestem smokiem, nie jaszczurem! - powiedział Drake
- Tak? Smoki umią zionąć ogniem, który spala bezproblemowo metal! - powiedział Bart
Drake się wkurzył i wysłał najpotężniejszy jak dotąd słup ognia w stronę Barta. Gdy słup zniknął na ziemi leżało tylko trochę pyłu.
- Hahah.. H.. Ha.. AAAAAAAAAAA! - krzyknął Drake
- Zapier**lę Cię, Ty bambusie! - usłyszał Drake od środka głos Daegurtha
- Nie możesz! Nie! - powiedział Drake
- Tak? To się przekonamy! - głos Daegurtha było słychać już na zewnątrz, jakby ze środka jego ciała
W międzyczasie Bart wyszedł spod ziemi wypluwając ją razem z drzownicami z ust. Drake spojrzał na niego...
- Bart! - zakrzyczał Daegurth, po czym nastała chwila spokoju - Wiesz co? Dzięki!
- Nie ma sprawy! - powiedział Bart
Daegurth nie mógł jednak zapanować nad Drake, był zbyt potężny. Wtedy to pierwszy raz w życiu zwrócił się do kogoś z prośbą o pomoc.
- Kris! - zakrzyczał telepatycznie do Kris'a Daegurth - KRIS! KRIS! KKKKKKRRRRRIIISSSSS!
- Czego!?! - zapytał Kris, przestając się bać
- Rzuć Mi swój miecz! - powiedział Daegurth telepatycznie Krisowi. Jedną z rąk Drake zrobiła się normalną, Saiyańską ręką.
- Rzuć Mi go, proszę! - powiedział Daegurth
- Po co? - zapytał Kris
- Hej, nie kombinuj śmieciu! - powiedział Drake zionąc ogniem w swoją Saiyańską ręke
Ręka po ogniu była tylko lekko poparzona
- Hehehehe, co Drake? - zapytał Daegurth na głos - Nawet nie umiesz porządnie ogniem zionąć!?!
Kris w międzyczasie się zdecydował - rzuci miecz Daegurthowi. Rucił więc miecz, który odmienił się z Kła Żywiołów na zwykłą katanę. Kris jednak nie dorzucił miecza do Daegurth'a.
- Hahaha! - zaśmiał się Drake - Co to miało być?
Bart podbiegł pod miecz, wziął go w ręce i rzucił bratu.
- NIeee! - krzyknął Drake i znów pojawiły się jego skrzydła. Odbiły miecz daleko, zawieszając go na budynku.
- Drake, Drake... - powiedział Daegurth - Kiedy Ty się nauczysz?
Daegurth podniósł "Swoją" jedyną narazie ręke i miecz z ogromną prędkością poleciał w jej stronę. Drake zastawił dojście miecza do ręki saiyana skrzydłem z ki, ale Daegurth za pomocą telepatii stworzył barierę, przez którą przejść Ki nie mogła, a ciała fizyczne tak. Więc w skrzydle była tak jakby dziura, przez nią to wleciał miecz.
Daegurth trzymał miecz w rękach, nagle miecz zaczął się zamieniać. Zamienił się w Kieł Żywiołów! A po chwili Daegurth powiedział: "Sprawdźmy, czy się nie myliłem!". Naokoło miecza zaczęła zatać aura koloru niebieskiego. Wkrótce miecz się zmienił w całkowicie inny miecz.
- Yatta! - powiedział Daegurth - Udało się, narazie Drake!
- Nieeee! - powiedział Drake łapiąc jeszcze ręką rękojeść miecza
- To nic nie da, wystarczy, że mam ten miecz w ręce ^^ - powiedział Daegurth
Na około miecza latała lekko-niebieska aura. Daegurth w końcu powiedział słowa: "Strach smoka!". Drake zaczął krzyczeć, głośniej, głośniej i głośniej. W końcu Daegurth zaczął się ogmieniać, skóra stawała się normalna, włosy opadały i zmieniały się w rudy kolor. Oczy po chwili też stały się normalne: niebiesko-zielone. Słychać było jeszcze krzyk Drake, tatuaż na prawym ramieniu Daegurtha świecił. Wkrótce przestał świecić i krzyk momentalnie ucichł. Wtedy to Daegurth powiedział: "Powrót odwagi". Następnie, niektórzy to uważają za monolog, ale Daegurth zormawiał z Drake
- A teraz posłuchaj Mnie Ty przerośnięta jaszczurko! - powiedział Daegurth - Nie tylko Twoja rodzina została zabita! Moja też, Ja, Bart i kilku innych to ostatnie okazy Saiyanów! Nie denerwuj więc Mnie, że chcesz się zemścić. Za co? Za to, że Mój ojciec Cie uratował? Zginąłbyś gdyby nie On, to się nie odzywaj! Masz ten przywilej, że jesteś ostatni! Wiem, że da się przywrócić świetność Twojej rasie i całkowicie ją odnowić, więc siedź cicho, a może zdecyduję się spróbować...
Po tych słowach Daegurth usłyszał coś od Drake. Nikt inny jednak tego nie słyszał, tylko Daegurth mógł rozmawiać ze smokiem, który w nim tkwi.
Daegurth padł zaraz na ziemię. Na jego ciele widać było rozległe rany. Nie dziwne - przecież był kilka dni w próżni. Bart był tam tylko przez ułamek sekundy i prawie umarł, a jego brat był tam o wieeeele dłużej...
Bart i Kris zabrali Adriana i Daegurth'a do Hebrida z radosną wiadomością. Broly gdzieś zniknął, a Bobercik... Bobercik poleciał gdzieś w świat...
Co powiecie o tym odcinku?







