[FanFick] Saiyan Power Forces

Jeśli stworzyłeś coś ciekawego i chcesz się tym podzielić, zamieść swoją pracę w tym dziale.

Moderator: Moderatorzy

ODPOWIEDZ

Czy podoba Ci się Mój FanFick?

Tak, cały jest fajny!
23
66%
Poszczególne odcinki(odpowiedź w poście)
1
3%
Nie, coś Mnie wogóle do niego nie ciągnie...
0
Brak głosów
Nie czytałem
8
23%
Jest beznadziejnie beznadziejny! Po co wogóle go piszesz!?!
3
9%
 
Liczba głosów: 35

Awatar użytkownika
Dae
Zasłużony
Posty: 1200
Rejestracja: śr gru 22, 2004 1:26 pm
Lokalizacja: Bukowno

Post autor: Dae »

Dla tych, którzy chcą się mniej więcej dowiedzieć kim jest Drake i mają IQ powyżej 120 polecam przeczytać "Daegurth Special". Może ktoś się zorientuje, kim jest Drake ^^

BTW. "Drake" czyta się "Drejk", bo to jest jakby z angielskiego!

W poprzednim odcinku
Bart miał racje, coś było nie tak. Jego brat, Daegurth, uwolnił się, jednak uwolnił też ukrytą w sobie bestię, Drake. Kim On jest? I czego chce? Czy tak naprawde chce wszystko zniszczyć?


Rozdział XXIV - This is the end?

Wiał lekki wiatr, słońce przysłoniy chmury. W oddali stał Drake, widać było w jego oczach nawet z tej odległości chęć do zabijania. W powietrzu wciąż unosiły się dymy, które powstały, gdy moc Drake niszczyła budynki i zabijała ludzi. Ale jemu wciąż było mało...
- Hahaha! - zaśmiał się Drake - Teraz dostaniecie za swoje!
Bart poczuł to dopiero teraz. Energia Drake była potężna, próbował porównać ją z obecną energią Brolyego Darkness, ale nie było najmniejszego podobieństwa... Energia Brolyego Darkness wyglądała przy tej energii jak mrówka przy słoniu...
Hmmm, to będzie naprawde ciężka walka... - pomyślał Bart - najprawdopodobniej ucierpi na tym całe miasto...
- Dyninio! - Zawołał Bart
- Hmf? - Dyninio obrócił głowę i słuchał
- Idź do Hebrida i powiedz mu, żeby ewakuował miasto! - powiedział Bart
- Ale... - powiedział Dyninio
- JUŻ! - powiedział Bart, po czym Dynino ruszył
Bobercik i Kris jeszcze nigdy nie widzieli Bart'a tak poważnego i zdenerwowanego...
Broly Darkness wiedział, że nie ma czasu do stracenia. Stanął prosto i nagle jego włosy zrobiły się złote, a mięśnie lekko powiększyły.
- WoW - powiedzieli równo Kris i Bobercik
- Czy to nie... SSJ? - zapytał Adrian
- Tak, to Super Saiyan... - powiedział Bart
Następnie Broly Darkness zaczął się ładować i krzyknął. Jego mięśnie zaczęły rosnąć jeszcze bardziej, a włosy się dłużyć. Wkrótce nabrały zielonkawego koloru.
- A to co!?! - zapytał Kris, Bobercik i Adrian
- LSSJ... Legendarny Super Saia-jin - powiedział Bart
Broly się zaśmiał głośno. Bart teraz sprawdził energię Drake i Brolyego Darkness, były prawie takie same. Drake nawet się obejrzał w stronę Brolygo Darkness i szyderczo się uśmiechnął.
- I co? - zapytał Drake - Myślisz, że to coś Ci da?
- Zostaw ciało Daegurth'a - powiedział Broly Darkness
- Zostałem w nim zamknięty i to za jego pomocą się zemszczę! - powiedział Drake - Całe szczęście, że trafiłem w takie potężne ciało!
Bart nie wie o czym Drake mówi. Trafił do tak potężnego ciała? Ma na myśli ciało Daegurth'a? - myślał Bart
- Koniec gadki! - powiedział Broly Darkness - Skoro nie chcesz wyjść z tego ciała, to Cię z niego wyciągne!
Broly leciał z niewiarygodną prędkością, w końcu doleciał do Drake i chciał go uderzyć pięścią, ale Drake jedną ręką złapał pięść Brolyego Darkness. Co więcej, zaczął wbijać do niej swoje szpono pazury, przez co nawet Broly Darkness, Legendarny Super Saiya-jin, krzyknął. Nie tracił jednak zimnej krwi, stworzył potężną kulę w drugiej ręce i chciał nią z bliska trafić Drake, gdy jednak ręka z kulą ki była przy nim, to Drake stworzył sobie ogromne skrzydła ze swojej Ki i osłonił się nimi przed potężną kulą Brolyego Darkness.
- To mogło zaboleć - powiedział Drake
- To mogło zabić... - poprawił Broly Darkness
- Że co? - zdziwił się Drake - Najwyżej skaleczyć...
- Tak? - zapytał lekko zdenerwowany Broly Darkness - Więc daj się trafić!!!
- Myślisz, że pozwole kaleczyć Moje cenne ciało? - zapytał Drake
Tuż po tych słowach Drake uderzył pięścią Brolyego Darkness, który poleciał wiele setek metrów dalej, przebijając się przez budynki, a nawet rozgniatając pieszych. Wtedy Drake wykonał szybki ruch ręką, a właściwie szponami i zakrzyczał: "Smocze szpony!". Z jego szponów wyleciała fala, która trafiła Brolyego Darkness. Na jego ciele pojawiły się ślady przecięć, a wkrótce krew. Ten atak bez problemu przebił się przez skórę Brolyego Darkness.
Kris i Bobercik nie chcieli się dłużej na to patrzeć. Przecież Broly Darkness nie miał szans... W sumie Oni też nie mieli co zrobić. Mimo wszystko, Bobercik kazał Roksi iść do miasta, mówił, że zostanie tu sam. Roksia posłuchała, choć na początku jeszcze długo patrzała co się dzieje na polu bitwy.
Bobercik podbiegł najszybciej jak mógł do Drake i uderzył go z całej siły z pięści w tył głowy. Uderzył tak mocno, że resztki budynku, który stał obok, zamieniły się w popiół. Drake jednak stał dalej, po chwili się obrócił i spojrzał w dół. Był nieco wyższy od Bobercika(o ok. 15 cm). Bobercik wystawił ręke do przodu i krzyknął: "Big Bang Attack!". Atak trafił Drake, który krzyknął. Po chwili pocisk wybuchł, krzyk ucichł. Pole walki przykrywał jeszczy pył, jaki zrobił atak Bobercika. Po chwili i pył zniknął, nikogo nie było pod nim.
- Heh, jednak nie był taki silny! - powiedział Bobercik
-No, faktycznie... Nawet nie musiałem wstawać - powiedział Kris
Nagle obok głowy Krisa przeleciała kula Ki, którą wypuścił Bart. Kula leciała dalej, w końcu wybuchła, gdy zetknęła się z celem - z Drake, który właśnie stał za Bobercikiem. Jednak ten pocisk nic nie zrobił, zupełnie nic...
Wtedy Drake już miał uderzyć Bobercika, ale Adrian go popchnął - sam wpadł w łapy Drake, wtedy to Drake go właśnie nieźle obił, po czym uderzył tak, że wbił się w wieżowiec.
Broly Darkness w międzyczasie robił potężną kulę ki, którą właśnie teraz wystrzelił. Drake się obejrzał, obrócił i patrzał jak kula leci w jego stronę. Po chwili znów ze swojej energii Ki zrobił skrzydła, tym razem naprawde ogromne, smocze skrzydła, którymi zastawił siebie. Nieświadomie(a może i świadomie?) zastawił też Bobercika, który stał obok. Kula Brolyego Darkness zderzyła się ze skrzydłami, wtedy to Drake szybko nimi machnął, odbijając kulę. Kula z niewiarygodną prędkością leciała do Brolyego Darkness, który nie mógł uniknąć. Wkrótce go trafiła...
Wybuch był ogromny, a potem całe niebo pokryła zielona aura Brolyego i masa pyłu. Gdy pył opadł można było zobaczyć stojącego na ziemi Brolyego, jednak po chwili padł i odmienił się z LSSJ.
- A co do Ciebie... - powiedział Drake obracając się do Bobercika
Tuż po tym jak się obrucił ruszył obiema rękoma, zakręcił nimi szybko koło i uderzył Bobercika, krzycząc: "Mega Impact!". Bobercik dostał atakiem i leciał z ogromną prędkością od impetu uderzenia. Wkrótce nawet zniknął Krisowi i Bartowi z oczu...
- Niee! - krzyknął Bart i Kris
Bart chciał lecieć walczyć, lecz Kris zasłonił mu drogę i powiedział: "Hej, sam sobie dam radę!"
Kris podszedł powoli i stanął przed Drake. Przez dłuższą chwilę na siebie patrzeli, po czym Kris zaczął rozmawiać.
- Naprawde uważasz się za tak potężnego? - zapytał Kris
- Ja? Potężny? - zapytał Drake - Nie...
- Więc co? - zapytał Kris
- Ja jestem tylko wszechmocny :twisted: - powiedział Drake
- To posmakuj siły Kła Żywiołów! - powiedział Kris wyciągając miecz
Gdy Kris wyciągnął miecz, to Drake drgnął w miejscu, a jego oczy zaczęły śledzić miecz. Przeczuwał, że jest naprawde potężny. Po chwili Kris zaczął wyprowadzać serię ataków w Drake, który unikał bez problemu. W pewnym momencie Kris zdobył przewagę i miał przepołowić już Drake, ale on tylko zastawił się swoimi szponami. Miecz uderzając w szpony wydał z siebie głuchy dźwięk i poleciały iskry.
On... On się obronił przed Kłem Żywiołów!?! - zadawał sobie to pytanie w głowie Kris
- Hahaha! :lol: Nie wiem, po co taki potężny miecz w rękach takiego beznadziejnego szermierza! - powiedział Drake
Kris wyciągnął wtedy swój pistolet i zaczął strzelać w Drake, a on łapał wszystkie strzały w ręke. Kris uważał to za niemożliwe...
W końcu Kris się wkurzył. Odskoczył robiąc między sobą, a Drake dosyć sporą odległość. Kris najpierw wykonał kilka ruchów ręką, a po chwili zaczął młynkować mieczem. Miecz, tak jak kiedyś, zostawiał ślady w powietrzu. Kris narysował jakby znaki tym mieczem, a na sam koniec machnął nim w stronę Drake i zakrzyczał: "Apokalipsa!".
Po tych słowach ziemia, cała planeta, zaczęła się trząść. Na niebie pojawił się mały otwór - czarna dziura - z której wypadły ogromne meteoryty.
- Hahaha! - zaśmiał się Drake - Chyba się przeceniasz!
Drake podniósł prawą ręke do góry - z ręki wystrzelił promień. Nie był to jednak promień ki, to jakby sygnał, czy coś takiego. Nagle w ręce Drake pojawił się miecz. Bardzo dziwny miecz. Na końcu głowicy wyryty był smok. Miecz ten podobny był do Scimitara, ale był cały czarny, gdzie niegdzie miał fragmenty czerwonych kryształów.
Drake raz machnął mieczem w stronę nadlatujących meteorytów wielkości księżyca Ziemi, to jedno uderzenie wystarczyło. Najpierw mocny powiew wiatru zmiażdżył meteoryt. Później dopiero poleciała fala Ki, która zniszczyła nawet szczątki meteorytu. Na sam koniec poleciała ogromna fala ognia, która nawet wypchnęła pył poza ziemię.
Kris był pod wrażeniem. Nigdy nie widział, by ktoś sparował ten atak. To był jego najpetężniejszy atak. Sekretny ruch, as w rękawie, a jednak nie podziałał!
Drake schował miecz na plecy, nie chciał go używac bowiem na słabeuszy. Wypuścił na Krisa z ust słup ognia, Kris zastawił się mieczem, przed którym ogień się rozstąpił i poleciał na bok. Kris pomyślał - Ufff, o mały włos! - Miał rację. Gdyby źle trzymał miecz, to tak jak wszystko naokoło niego, byłby już popiołem.
- Ehhh, znudziłeś mi się... - powiedział Drake wyouszczając kulę ognia w stronę Krisa
Kris widział całe życie przed oczyma, miecz drżał mu w ręce. Po chwili go puścił, był przerażony. Myślał, że nie ma już szans, On, Bart, Bobercik... Nikt. Stał więc czekając na śmierć...
Nie doczekał się. Nagle przed Krisem pojawił się Bart, który z trudem obronił się przed ogniowym atakiem Drake'a.
- Spadaj stąd śmieciu - powiedział Drake
- Nie! - zakrzyczał Bart - Nie pójde stąd, dopóki nie oddasz Mi brata i dopóki nie ukarzę Cię za to, co zrobiłeś Moim przyjaciołom!
- Hahahaha! - Drake zaśmiał się najgłośniej jak dotąd
- Z czego się śmiejesz!?! - zapytał Bart - Zobaczyłeś własną twarz w lustrze!?!
Drake przestał się śmiać, a po chwili powiedział: "Dobry jesteś!" i zaczął śmiać się znowu.
Bart się uspokoił i wyciszył. Stanął w miejscu, zamknął oczy i starał się myśleć logicznie...
On się śmieje - pomyślał Bart - Chyba Mnie prowokuje, nie dajmy się wciągnąć w pułapkę. Kris stoi za Mną przerażony, cóż Ja mogę zrobić?
- Wiesz co Ci powiem? - zapytał Drake, przestając się śmiać - Twój brat jest naprawde potężny, nie tylko jego ciało, ale i dusza. Chciałem się zamieniać w następną formę, a potem w ostateczną, ale On Mi na to nie pozwolił. Muszę przyznać, jestem pod wrażeniem!
Co!?! - zapytał się w myślach Bart - Daegurth wciąż jest przytomny i próbuje go powstrzymać!?! Myślałem, że Drake nad nim kompletnie zawładnął! Hmmm, mam plan ^^ No i co, że Daegurth później się na Mnie wkurzy...
- Hej Ty, jaszczuro-ryj! - powiedział Bart - Tak do ciebie mówię obślizgła ropucho!
- Jak śmiesz, Ty, Ty... - powiedział Drake - Ty orangutanie!
- Heh, prawie śmieszne... - powiedział Bart - Prawie się zaśmiałe panie jaszczur!
- Jestem smokiem, nie jaszczurem! - powiedział Drake
- Tak? Smoki umią zionąć ogniem, który spala bezproblemowo metal! - powiedział Bart
Drake się wkurzył i wysłał najpotężniejszy jak dotąd słup ognia w stronę Barta. Gdy słup zniknął na ziemi leżało tylko trochę pyłu.
- Hahah.. H.. Ha.. AAAAAAAAAAA! - krzyknął Drake
- Zapier**lę Cię, Ty bambusie! - usłyszał Drake od środka głos Daegurtha
- Nie możesz! Nie! - powiedział Drake
- Tak? To się przekonamy! - głos Daegurtha było słychać już na zewnątrz, jakby ze środka jego ciała
W międzyczasie Bart wyszedł spod ziemi wypluwając ją razem z drzownicami z ust. Drake spojrzał na niego...
- Bart! - zakrzyczał Daegurth, po czym nastała chwila spokoju - Wiesz co? Dzięki!
- Nie ma sprawy! - powiedział Bart
Daegurth nie mógł jednak zapanować nad Drake, był zbyt potężny. Wtedy to pierwszy raz w życiu zwrócił się do kogoś z prośbą o pomoc.
- Kris! - zakrzyczał telepatycznie do Kris'a Daegurth - KRIS! KRIS! KKKKKKRRRRRIIISSSSS!
- Czego!?! - zapytał Kris, przestając się bać
- Rzuć Mi swój miecz! - powiedział Daegurth telepatycznie Krisowi. Jedną z rąk Drake zrobiła się normalną, Saiyańską ręką.
- Rzuć Mi go, proszę! - powiedział Daegurth
- Po co? - zapytał Kris
- Hej, nie kombinuj śmieciu! - powiedział Drake zionąc ogniem w swoją Saiyańską ręke
Ręka po ogniu była tylko lekko poparzona
- Hehehehe, co Drake? - zapytał Daegurth na głos - Nawet nie umiesz porządnie ogniem zionąć!?!
Kris w międzyczasie się zdecydował - rzuci miecz Daegurthowi. Rucił więc miecz, który odmienił się z Kła Żywiołów na zwykłą katanę. Kris jednak nie dorzucił miecza do Daegurth'a.
- Hahaha! - zaśmiał się Drake - Co to miało być?
Bart podbiegł pod miecz, wziął go w ręce i rzucił bratu.
- NIeee! - krzyknął Drake i znów pojawiły się jego skrzydła. Odbiły miecz daleko, zawieszając go na budynku.
- Drake, Drake... - powiedział Daegurth - Kiedy Ty się nauczysz?
Daegurth podniósł "Swoją" jedyną narazie ręke i miecz z ogromną prędkością poleciał w jej stronę. Drake zastawił dojście miecza do ręki saiyana skrzydłem z ki, ale Daegurth za pomocą telepatii stworzył barierę, przez którą przejść Ki nie mogła, a ciała fizyczne tak. Więc w skrzydle była tak jakby dziura, przez nią to wleciał miecz.
Daegurth trzymał miecz w rękach, nagle miecz zaczął się zamieniać. Zamienił się w Kieł Żywiołów! A po chwili Daegurth powiedział: "Sprawdźmy, czy się nie myliłem!". Naokoło miecza zaczęła zatać aura koloru niebieskiego. Wkrótce miecz się zmienił w całkowicie inny miecz.
- Yatta! - powiedział Daegurth - Udało się, narazie Drake!
- Nieeee! - powiedział Drake łapiąc jeszcze ręką rękojeść miecza
- To nic nie da, wystarczy, że mam ten miecz w ręce ^^ - powiedział Daegurth
Na około miecza latała lekko-niebieska aura. Daegurth w końcu powiedział słowa: "Strach smoka!". Drake zaczął krzyczeć, głośniej, głośniej i głośniej. W końcu Daegurth zaczął się ogmieniać, skóra stawała się normalna, włosy opadały i zmieniały się w rudy kolor. Oczy po chwili też stały się normalne: niebiesko-zielone. Słychać było jeszcze krzyk Drake, tatuaż na prawym ramieniu Daegurtha świecił. Wkrótce przestał świecić i krzyk momentalnie ucichł. Wtedy to Daegurth powiedział: "Powrót odwagi". Następnie, niektórzy to uważają za monolog, ale Daegurth zormawiał z Drake
- A teraz posłuchaj Mnie Ty przerośnięta jaszczurko! - powiedział Daegurth - Nie tylko Twoja rodzina została zabita! Moja też, Ja, Bart i kilku innych to ostatnie okazy Saiyanów! Nie denerwuj więc Mnie, że chcesz się zemścić. Za co? Za to, że Mój ojciec Cie uratował? Zginąłbyś gdyby nie On, to się nie odzywaj! Masz ten przywilej, że jesteś ostatni! Wiem, że da się przywrócić świetność Twojej rasie i całkowicie ją odnowić, więc siedź cicho, a może zdecyduję się spróbować...
Po tych słowach Daegurth usłyszał coś od Drake. Nikt inny jednak tego nie słyszał, tylko Daegurth mógł rozmawiać ze smokiem, który w nim tkwi.
Daegurth padł zaraz na ziemię. Na jego ciele widać było rozległe rany. Nie dziwne - przecież był kilka dni w próżni. Bart był tam tylko przez ułamek sekundy i prawie umarł, a jego brat był tam o wieeeele dłużej...
Bart i Kris zabrali Adriana i Daegurth'a do Hebrida z radosną wiadomością. Broly gdzieś zniknął, a Bobercik... Bobercik poleciał gdzieś w świat...

Co powiecie o tym odcinku?
Obrazek

Obrazek
Dołącz do gry! Naruto-Arena.com

Obrazek

http://www.daegurth.blog.onet.pl

Słowo "siła" ma wiele znaczeń.
Awatar użytkownika
GokuSSJ = Dyninio
SSJ 2
Posty: 109
Rejestracja: sob maja 28, 2005 5:28 pm
Lokalizacja: Olsztynek
Kontakt:

Post autor: GokuSSJ = Dyninio »

No niezly , a ciekawe gdzie ten bobercik wylecial :D i mysalem ze bedzie wieksza bitwa ze planeta sie rozwali ;]
Zapraszam wszystkich fanow anime[a jest ich tutaj chyba duzo :) ] Na moje najnowsze forum o tematyce anime

www.ssjanime.fora.pl
Awatar użytkownika
Dae
Zasłużony
Posty: 1200
Rejestracja: śr gru 22, 2004 1:26 pm
Lokalizacja: Bukowno

Post autor: Dae »

GokuSSJ = Dyninio pisze:No niezly , a ciekawe gdzie ten bobercik wylecial :D i mysalem ze bedzie wieksza bitwa ze planeta sie rozwali ;]
Nie no, nie przesadzajmy :twisted: W Moim FanFicku Ziemia będzie się trzymać baaardzo długo, jakby sama żyła i próbowała się naprawić ^^

Hmmm, czekam na opinie innych. Ciekawe, co sądzicie o tym odcinku? ^^
Obrazek

Obrazek
Dołącz do gry! Naruto-Arena.com

Obrazek

http://www.daegurth.blog.onet.pl

Słowo "siła" ma wiele znaczeń.
Awatar użytkownika
Bobercik
SSJ 5
Posty: 2940
Rejestracja: pn lut 13, 2006 7:02 pm
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Bobercik »

Dae kun :twisted: Czyżby to że wyleciałem w świat miało związek z :twisted:

Tak, tak! Wiesz już o co chodzi! - Dae
Ostatnio zmieniony śr sie 23, 2006 2:11 pm przez Bobercik, łącznie zmieniany 1 raz.
Obrazek
Awatar użytkownika
Kris
Avanger
Posty: 2254
Rejestracja: wt lis 22, 2005 11:33 pm
Lokalizacja: Poznań

Post autor: Kris »

no 1000\10 super odcinek hmm taki frajer opanował mój miecz ale siła jego sie zmieniła w twojich rękach Dae
Obrazek

Obrazek
1. Kris ma ZAWSZE racje
2. PP3088 ma prawie zawsze racje
3. : >
Awatar użytkownika
Bart
SSJ 5
Posty: 580
Rejestracja: wt lis 30, 2004 5:24 pm
Lokalizacja: Rumia

Post autor: Bart »

hmm to była poważna bitwa, ale myślałem że rozciąniesz to na kilka odcinków :D
ale spoko walka, a ta ciemna uliczka :D to budowało atmosfere :mrgreen:
ćwoki! jak ktoś żyje na tym forum, to niech pisze na mail barts10@gmail.com
Awatar użytkownika
Dae
Zasłużony
Posty: 1200
Rejestracja: śr gru 22, 2004 1:26 pm
Lokalizacja: Bukowno

Post autor: Dae »

Bart, nie chciało Mi się aż tak rozciągać tej walki, bo jeszcze i tak się wiele wydarzyć ma po niej :twisted:

W poprzednim odcinku:
Drake był bardzo potężny, pokonał nawet Legendarnego Super Saiyana, Brolyego Darkness. Prawie pozbawił życia wszystkich bohaterów, a Bobercika wysłał gdzieś daleko... Mimo wszystko, Drake wciąż miał problemy nad zawładnięciem ciała Daegurth'a, a wkrótce, Daegurth dzięki swojej sile i pomocy Krisa odzyskał swoją postać.

Rozdział XXV - Kolejne rozstanie...

Bart i Kris wracali do domu Hebrida niosąc Adriana i Daegurth'a. Mijali w ten sposób ruiny za ruinami, lecz wreszcie dotarli do domu i weszli do środka. Okazało się, że nikogo nie ma, ale Hebrid zawsze ubezpieczony - zostawił telefon, a obok kartke z numerem. Bart zabrał więc telefon i zadzwonił, odebrał Hebrid.
- Witam, Tu Bart, z kim mam przyjemność? - zapytał Bart
- Bart! Tu Hebrid, nic Ci nie jest? - zapytał Hebrid
- Na szczęście jestem cały, a Ty... - Bart nie zdążył dokończyć pytania
- Oddawaj to Hebrid! - słychać głos Dyninia - I co się stało, no, nie mogę się doczekać!?!
- Wracajcie do miasta, sytuacja opanowana... - powiedział jakoś dziwnie Bart
- Dobrze, skoro już po wszystkim to wracamy, tam opowiecie co się stało - powiedział Hebrid odbierając telefon Dyniniowi
- To do zobaczenia! - powiedział Bart
- Do zobaczenia
Bart i Kris położyli rannych w łóżkach. Kris opatrzył rany Adrianowi, nawet dobrze mu to szło. Bart natomiast próbował opatrzyć rany Daegurtha, jednak dopiero skończył, gdy pomógł mu przy tym Kris. Później razem z Krisem zrobili coś do jedzenia, byli głodni po bitwie i wciąż zmartwieni. Nie wiedzieli co się stało z Bobercikiem...
Gdy tylko zjedli swoją porcję, bo przygotowywali też jedzenie dla Hebrida, Dyninia, Małgorzaty, Raymana i Roksi, to posprzątali w domu. Może im za to nie płacą, ale przecież tu mieszkają, nawet za free, więc czasem odwdzięczyć się można. Kris całyczas powtarzał: "Ehhh, w sumie to Hebrid powinien Mi właśnie myć stopy...". Bart się zaśmiał. Naprawde Kris musiał wyciągnąć Hebrida z poważnych problemów. Jakich? - nikt prócz nich nie wiedział i nie zapowiadało się, by dowiedział się ktoś inny...
Wreszcie do domu wrócił Hebrid & company XD Dyninio wskoczył do środka, jak wystrzelony z procy i leciał w strone Bart'a, żądny opowieści. Gdy tylko zobaczył leżące na stole jedzenie, to zmienił swój kierunek i po chwili siedział stał przy stole - czekał na Małogorzatę. Gdy przyszła zachowywał się jak Gentleman: Ładnie się ukłaniał, odsunął krzesło by usiadła i nie rozmawiał przy jedzeniu. Wszyscy jedli teraz, bo byli dosyć głodni. Walka mimo wszystko trochę trwała, a bohaterowie już podczas niej byli nieco głodni...
Nie jadł tylko Bart i Kris. Oni celowo zjedli wcześniej, przygotowywali się na wyjaśnienia. Nie jadła też jeszce jedna mała osoba - Roksia...
Roksia podeszła do Bart'a, który stał pod oknem i patrzał gdzieś daleko za horyzont. Wreszcie po chwili się odezwała.
- A Bobercik nie zje z nami? - zapytała Roksia
- Nie zje, dzisiaj nie zja z nami - odpowiedział Bart obracając się
- A gdzie jest? - zapytała się Roksia z łzami w oczach
Bart nie wiedział co powiedzieć. Gdy będzie szczery, to dziewczynka rozpłacze się, a gdy nie, to nie będzie wiedzieć prawdy... Wreszcie zdecydował się na odpowiedź.
- "Gdzieś poleciał", ale na pewno wróci - powiedział Bart
Roksia tylko spojrzała na leżącego Daegurth'a i zawołała: "To wszystko przez Ciebie!", po czym płacząc udała się do swojego pokoju. Rayman chciał ją pocieszyć, ale zamknęła się w środku. Nikt nie mógł uwierzyć, że coś przytrafiło się Bobercikowi. Większość nie wiedziała nawet co...
Po chwili Bart z Krisem zaczęli opowiadać. Trwało to dosyć długo - równie długo, jak było słychać ciche szlochanie Roksi w swoim pokoju. Wreszcie jednak skończyli opowiadać.
- ...i wróciliśmy tutaj, do Twojego domu Hebrid - powiedział Bart
- Więc Bobercik ma szanse na przeżycie... - powiedział Dyninio
- Ma - powiedział Daegurth, siedząc na podłodze, opierając się o ścianę - Nawet ogromne
- A ten skąd się tu wziął? - zapytał Hebrid - I kto to?
- To jest Mój brat, Daegurth - powiedział Bart
Daegurth z wielkim trudem wstał. Wciąż trzęsło nim. Najwyraźniej miał gorączke, ale przy jego obrażeniach ciała dziwne wogóle, że żyje.
- Ten cały Drake... Kto to jest? - zapytał Kris
- Drake... To ostatni smok - powiedział Daegurth - Ostatni żywy smok. Kilkanaście lat temu podobno zabito jego rodziców i został tylko On, teraz chce się mścić...
- W sumie tak jak My - powiedział Kris rozglądając się w koło
Daegurth wstał i stanął w dosyć dużym miejscu, jakby wiedział, że coś się zaraz stanie. Nie czekał długo, po kilku sekundach z pokoju wybiegła Roksia płaczą, podbiegła pod Daegurth'a i zobaczyła jak się teraz trzęsie. Daegurth trząsł się okropnie, miał gorączke ok. 43 stopnie. Chciano Mu podać lekarstwa, ale odmówił...
Roksia mimo wszystko zapytała się: "Dlaczego?". Daegurth nic nie odpowiedział. Roksia zakrzyczała, podbiegła pod Daegurth'a i zaczęła go piąstkować. Daegurth dawał się bić, wiedział, że ta mała dziewczynka poprostu jest wściekła, bo może nie odzyskać już brata... Znał to uczucie... Roksia dalej biła Daegurth'a, a On nie przeszkadzając jej schylił się i starał się jak mógł, by zminimalizować trzęsienie się. Jak mu się udało, to nie przeszkadzając Roksi w biciu wytarł jej twarz z łez, których było bardzo dużo. Wtedy to Roksia uderzyła już ostatni raz Daegurth'a, a następnie na niego upadł. Daegurth lekko przytulił Roksię i powiedział jej cicho do ucha: "Przepraszam", po czym dziewczynka z nadmiaru emocji zasnęła. Daegurth zaniósł ją do pokoju, położył w łóżku i przykrył, by nie było jej zimno. Wyszedł z pokoju i powiedział: "Tak nie może być, Ja zrobiłem kłopotu, to go naprawie. Ide po niego". Wszyscy byli zaskoczeni. Nie dziwili się, że Daegurth chce to sam załatwić, ale dziwili się, że w jego stanie. Trząsł się teraz jeszcze bardziej, niż przedtem.
- Zwariowałeś!?! - zapytał Bart - Nie możesz iść, nie w takim stanie! Nie pozwole Ci!
- ... - Daegurth nic nie powiedział, tylko rozejrzał się wokół
- Jeśli tam pójdziesz, to gorączka Cię zabije! Spali! - powiedział Bart
- Skoro tak ma być - powiedział Daegurth i wybiegł z domu bardzo szybko, tak, że nikt nie zauważył jak otwiera i zamyka drzwi, a ledwo widziano jego.
Bart chciał biegnąć za bratem, został jednak zatrzymany przez Krisa, Dyninia i Raymana. Potem Bart zamknął się w swoim pokoju.
- Nie zauważyliście podobieństwa? - zapytał Kris
- Jakiego podobieństwa? - zapytał Dyninio
- Roksia i Bart zachowali się prawie identycznie, tylko, że Bart się nie rozpłakał... - powiedział Kris
Wszyscy przyjeli to poważnie. Faktycznie, dziwne zachowanie. Mimo wszystko stąd rozumiał takie zachowanie TYLKO Dyninio, który wie jakby się czuł, gdyby ktoś zabrał Małgorzate gdzieś.
Robiło się już ciemno. Kris nakarmił swojego psa, nie musiał Cezara, bo On był w pokoju właściciela, a tam już pies wie jak się upomnieć o jedzenie. Jak Cezar raz ugryzł Bart'a, to Bart już sam wie, kiedy ma mu dać jeść... Później każdy poszedł spać, licząc, że jutro będzie lepszy dzień...
Rano Kris, Dyninio, Hebrid i Rayman wstali prawie jednocześnie. Przygotowali więc pyszne śniadanko, a Kris nakarmił i wyprowadził psa. Małgorzata bardzo się ucieszyła, gdy się obudziła. Otwiera oczy, patrzy, a tu już ma przed sobą śniadanie ^^ Ah ten Dyninio...
Wszyscy co wstali zjedli śniadanie. Adrian jeszcze nie wstał, najwyraźniej musiał jeszcze długo odpocząć. Bart i Roksia jeszcze spali, lecz wkrótce Bart wstał. Wstał pierwszy, bo jak jego pies zaczął wyć, to wiedział już, że musi go wyprowadzić. Ubrał się więc i wyszedł z psem jeszcze ziewając. Wreszcie wrócił i akurat się załapał na śniadanie, które robił Rayman. Roksia też teraz wstała i zaczęła się odrazu rozglądać. Nie widziała nigdzie Daegurth'a, nie wiedziała gdzie On jest. Wreszcie zapytała: "Gdzie poszedł ten pan?". Nikt nie wiedział, co chciała od niego Roksia. W końcu Bart zapytał: "A co chciałabyś od tego pana?", a ona powiedziała z głową opuszczoną w dół: "Chciałam go przeprosić za wczoraj...". Roksia nie wiedziała jeszcze, że Daegurth poszedł szukać Bobercika. Dopiero się dowiedziała, gdy zjadła śniadanie. Wtedy zaczęła rozmawiać z Bart'em.
- Ten Pan, to Twój brat Bart? - zapytała Roksia
- Tak, to Mój brat - powiedział Bart
- A jak ma na imię? - zapytała Roksia
- Daegurth - odpowiedział Bart
- Jakie dziwne imię... Moge do niego mówić po imieniu? - zapytała Roksia
- Hmmm, chyba tak - powiedział Bart
Teraz nastała długa cisza. Widać było, że Roksia nad czymś myśli. Wreszcie zadała pytanie.
- Czy Daegurth znajdzie Mojego brata? - zapytała Roksia
Bart spojrzał na nią swoim szczerym wzrokiem i powiedział.
- Jeżeli sam wcześniej nie umrze, to tak znajdzie... - powiedział Bart
Bart wiedział, że Daegurth często miał problemy ze znajdowaniem czegoś, głównie przedmiotów. Jednak zdarzyło się nawet tak, że kolege znalazł na drugim końcu miasta, nie wiedząc, że tam jest. Nikt nie wiedział, jak to zrobił. Rodzice chłopaka, wraz z przyjaciółmi szukali go przez dwa dni. Daegurth o tym się dowiedział i znalazł go w ciągu trzech minut, może czterech. Ale tylko Bart znał tą historię i nie zamierzał jej opowiadać. Bo to Daegurth znajdzie Bobercika, ale czy ktokolwiek później znajdzie jego?
Obrazek

Obrazek
Dołącz do gry! Naruto-Arena.com

Obrazek

http://www.daegurth.blog.onet.pl

Słowo "siła" ma wiele znaczeń.
Awatar użytkownika
Kris
Avanger
Posty: 2254
Rejestracja: wt lis 22, 2005 11:33 pm
Lokalizacja: Poznań

Post autor: Kris »

10/10 fajny odcinek jak twój każdy hm masaz nie potrzebny :D
Obrazek

Obrazek
1. Kris ma ZAWSZE racje
2. PP3088 ma prawie zawsze racje
3. : >
Awatar użytkownika
Bobercik
SSJ 5
Posty: 2940
Rejestracja: pn lut 13, 2006 7:02 pm
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Bobercik »

No, no fajny odcinek. Moja siostra zakumplowała się z Tobą Dae ^^ ciekawe. Mam nadzieję że Daegurth mnie znajdzie, ale nie za szybko ^^
Obrazek
Awatar użytkownika
Dae
Zasłużony
Posty: 1200
Rejestracja: śr gru 22, 2004 1:26 pm
Lokalizacja: Bukowno

Post autor: Dae »

bobercik pisze:No, no fajny odcinek. Moja siostra zakumplowała się z Tobą Dae ^^ ciekawe. Mam nadzieję że Daegurth mnie znajdzie, ale nie za szybko ^^
Bobercik, nie martw się, wszystko będzie ok ^^ Cała fabuła będzie świetna, wszystko sobie obmyślam w wolnych chwilach i moge śmiało napisać, że zanim Ciebie znajde, to troche Minie ^^ Zobaczysz zresztą ^^

Hmmm, ktoś jeszcze czytał ten odcinek? Podoba się?
Obrazek

Obrazek
Dołącz do gry! Naruto-Arena.com

Obrazek

http://www.daegurth.blog.onet.pl

Słowo "siła" ma wiele znaczeń.
Awatar użytkownika
Roksia10
Wojownik z Kaioukenem
Posty: 26
Rejestracja: wt maja 16, 2006 5:21 pm

Post autor: Roksia10 »

Fajne opowiadanie. Mam nadzieję że będzie w nim coraz więcej Roksi ^^
Roksia
Awatar użytkownika
Dae
Zasłużony
Posty: 1200
Rejestracja: śr gru 22, 2004 1:26 pm
Lokalizacja: Bukowno

Post autor: Dae »

W poprzednim odcinku:
Roksia była zdenerwowana na Daegurth'a, to po części jego wina, że Bobercika nie ma teraz obok niej. Widziała na włane oczy jak się przemieniał, więc dla niej to nie miało różnicy. Była w naprawde ogromnym szale... A Daegurth, mimo swojej wysokiej gorączki poszedł szukać Bobercika, akurat wtedy, gdy Roksia chciała go przeprosić...

Rozdział XXVI - Przyjaźń?

Roksia podeszła powoli do okna i patrzała daleko za horyzont. Patrzała na chmury, które przypominały jej Bobercika. Nie miała pojęcia, gdzie jest Bobercik i co robi... I czy Daegurth naprawde go znajdzie...
Bart wciąż nie wierzył w to, że jego brat poszedł po Bobercika z tak wielką temperaturą. Przecież może umrzeć z powodu tej choroby! - myślał Bart, który lubiał Bobercika i wierzył, że ma się dobrze, ale kochał brata, z którym znów musiał się rozstać...
Gdy tak Bart się zastanawiał, to jego piesek podszedł pod niego i zaczął machać ogonem. Bart go oczywiście zauważył i zaczął głaskać, a po chwili nakarmił i wyprowadził.
Kris zrobił to samo. Nie chciał w końcu zostawiać min-pułapek w domu Hebrida XD
Każdemu się nudziło... Dzień się dłużył i dłużył... W końcu z nudów Kris zaczął:
- A wiecie jak poznałem Hebrida!?! - zapytał Kris
- Nie! - powiedział Hebrid - Znaczy, Nie mów XD
- No dobra... - powiedział Kris - Jak tak bardzo chcesz, to powiem. Było to tak...
Kris przyleciał na Ziemię, jeszcze był mały. Miał ważną misję, sprawdzić sprawność ziemian i stan technologiczny planety. Poszedł więc, trafił akurat na mecz piłkarski XD Bardzo nie przyjemna sprawa, tysiące pomalowanych Debili drze się, klnie, pije alkohol... Zaś sam sport był dosyć dobrze rozegrany, w sumie to widział go pierwszy raz w życiu...
Nie wie dlaczego, ale wciąż słyszał dziwne komentarze: "Patrzcie, to chyba jakiś pedał!". Te komentarze były kierowane do niego dlatego, że miał inną odzież od ludności, więc dla nich wyglądał na jakiegoś "pedał'a". Co więcej, nawet nie wiedział co to znaczy...
Później Kris poszedł dalej. Chodził po mieście, widział samochody na jezdniach, samoloty wysoko w powietrzu, a w powietrzu czuł zanieczyszczenia. Jego planeta, X-term, nie była nawet w połowie tak zanieczyszczona... Do tego nie widział tutaj żadnych ulotek o turniejach walk... Szkoda, bo chętnie by wziął udział...
Nie wiedział Kris dlaczego, ale coś go jakby ciągło, może ciekawość, do pewnego zaułka. Tam Kris zobaczył pięciu ludzi. Czterech z nich coś mówiło, a jeden stał nieruchomo z Baseballem w ręku. Kris podszedł bliżej i już wyraźnie słyszał o czym mówią...
- Ty cenzura, kasa, rozumiesz? - zapytał jeden z ludzi
- Ale... - powiedział ten z baseballem
- Żadnych "ale", bo ale to rodzaj wina! - powiedział inny człowiek
- Nie mam pieniędzy! - powiedział ten z baseballem
- Oooo, jaka szkoda :twisted: - powiedział jeden z ludzi - Więc pożegnaj się z życiem!
W tym momencie trzej ludzie wyciągnęli noże, a jeden pistolet ręczny. Kris nie wiedział co się dzieje, ale chciał pomóc temu poszkodzonemu. Puścił więc kulę ki, dostał jeden z nożem i był już nie zdolny do walki... Mało tego, jak się później okazało to miał złamania 18 kości!
Ten z bronią palną natychmiast się obrócił i zapytał: "Jak to zrobiłeś?", wtedy Kris strzelił pociskiem ki w następnego z nożem. Ten z pistoletem nagle podniósł lufę na Krisa i strzelił - Kris oberwał i położył się na ziemi. Teraz uzbrojony człowiek obrócił się do tego z Baseballem i powiedział: "Ty jesteś następny!", a gdy chciał już pociągnąć za spust, to dostał w plecy kulą ki.
- Najważniejsza zasada walki - powiedział Kris - NIGDY nie obracaj się plecami do przeciwnika!
Ostatni człowiek, ten z nożem, natychmiast rzucił nuż i uciekł baaardzo szybko, nie oglądając się. Kris podszedł pod tego z baseballem. Jak się od niego dowiedział, oni ścigali go, bo to tutejszy gang, a on niby miał im płacić... Ciekawe za co? Nazywał się Hebrid. Zaprowadził Krisa do swojego małego domu. Porozmawiał z nim dużo i spędził u niego parę dni, szybko się zaprzyjaźnili. Później jednak Kris musiał wracać...
- No, to chyba wszystko! - powiedział Kris kończąc opowieść...
- Jest, kamień z serca... - powiedział Hebrid
- Hmmm? Coś się stało Hebrid? - zapytał Dyninio
- Aha, zapomniałem powiedzieć najlepszego! - powiedział Kris
- NIeee! NIe mów tego! - powiedział Hebrid
- Hehe, chciałbyś XD - powiedział Kris - Hebrid później się zalał w trupa i wpadł do studzienki kanalizacyjnej XD A raczej nie wpadł, tylko wskoczył. Jak go wyciągnąłem, to mówił: "Przysiągłbym, że przeskoczyłem tą studzienkę... Ale dobrze, że wpadłem, bo na dole widziałem się z kolegą...". Jak się później okazało, to kiedyś hodował szczura i właśnie tam go spotkał XD
Rozległ się lekki śmiech. Hebrid był lekko zawstydzony - nie często pił, a raczej bardzo żadko. Wtedy była taka okazja, bo opijał "długość życia ludzkiego", jak to mówił... To był dla Hebrida ciężki okres...
I tak opowiadając sobie różne historie wszyscy się śmiali. Minął w końcu dzień, a Daegurth'a i Bobercika ani widu, ani słychu. Nie wiadomo kiedy wrócą, nikt tego nie wie... Teraz wszyscy po ciężkim dniu poszli spać...
Następnego dnia, każdy, kto wstawał mógł zobaczyć Roksię przy oknie. Nikt nie wiedział o której godzinie zaczęła wyglądać przez okno. W odróżnieniu od Roksi, Bart wstał ostatni i wyprowadził psa, po czym dopiero zobaczył Roksię wpatrującą się w dal. Podszedł do niej i powiedział: "Świerze powietrze dobrze Ci zrobi". Roksia spojrzała na Bart'a i kiwnęła główką, po czym wyszła wraz z nim na dwór. Chodzili bez celu w kółko nie mówiąc do siebie ani słowa. Roksia pare razy się zatrzymywała, gdy widziała bawiące się dzieci. Bart w końcu powiedział: "Idź, jak chcesz", gdy zobaczył, że Roksia znowu patrzy na dzieci. Roksia poszła do dzieci i zaczęła się z nimi bawić. Bart cieszył się, że Roksia nie musi przeżywać tego co On. Roksia jest jeszcze mała i szybko zapomni... Ale On? Zapomnieć o najlepszym przyjacielu i jedynym bracie? Nigdy...
Bart usiadł na ławce, nie chciał przeszkadzać Roksi w zabawie z rówieśnikami, ale jednocześnie pod nieobecność Bobercika chciał ją chronić, więc chciał ją mieć w polu widzenia. Roksia bawiła się i śmiała, to już nie to samo, co robiła w domu. W domu ciągle była smutna...
Po pewnym czasie zabawy zdarzyłaby się tragedia. Jedno z dzieci wchodziło na drzewo i nagle zemdlało - spadało na ziemię bardzo szybko, najprawdopodobniej umarłoby, gdyby nie refleks Roksi, która je złapała, a następnie powiedziała, że nie wolno wchodzić na drzewo(a zaraz dodała cicho: "Jeżeli ktoś nie umie XD") i dalej się bawiłą. Minęło tak dużo czasu, po czym Bart z Roksią zaczęli wracać do domu. Wracając rozmawiali już normalnie, Roksia opowiadała czego się dowiedziała od dzieci i co robiła, nie wiedziała, że czujne oko Bart'a całyczas ją śledziło. Bart się cieszył, że Roksia go polubiła. Obej wrócili do domu już z uśmiechem na twarzy i zostali przywitani pysznym obiadkiem ^^ Roksia jadła już w miarę dużo, chociaż ciągle czasem przestawała "machać wiosłem"(tj. ruszać łyżką) i patrzała w dal, za okno...
Wieczorem Roksia chciała wyjść na dwór, tak też zrobiła. Chciała się przejść, ciągle mając nadzieję, że idąc tak, nagle, jej brat wyskoczy i powie: "Roksia!"... Myliła się, nic takiego się nie stało. Stało się zaś coś innego...
Gdy szła ciemną uliczką zauważyła jakiegoś pana, który stał w rogu. Niczego nieświadoma przeszła obok niego, On zaczął ją śledzić. Gdy Roksia poszła do jakiegoś miejsca, z którego nie było wyjścia i chciała zawrócić, to zobaczyła tego właśnie faceta. Podchodził pod nią, coraz to bliżej i bliżej. Roksi serce zaczęło walić jak głupie, strasznie się bała. Zaczęła powoli się cofać, w końcu oparła się plecami o ścianę. Była przerażona, nie wiedziała co zrobić. Mężczyzna powiedział podchodząc: "Nie bój się, nie zrobię ci krzywdy". Hmmm, dziwne, powiedział to facet, który właśnie wyciągnął nóż... Wkrótce stał już przed Roksią, roksia patrzała na niego z dołu. Zaczęła powtarzać sobie cichutko: "Bobercik tu przyjdzie i Mnie uratuje, Bobercik tu przyjdzie i Mnie uratuje...". Mężczyzna już prawie dotknął Roksi i nagle padł na ziemię. Roksia zobaczyła za nim sylwetkę, znajomą jej sylwetkę... Był to Bart. Roksia podbiegła do Bart'a i rozpłakała się, a następnie przytuliła się do niego. Powtarzała co chwilę: "Tak się bałam", Bart rozumiał... Całyczas mówił: "Już spokojnie, wszystko będzie dobrze". Później Roksia płacząc usnęła, a Bart zaniósł ją do domu Hebrida i położył spać, po czym sam też poszedł spać...
Mimo starań, Bart nie mógł zasnąć. Minęło tyle dni, a Bobercika i Daegurth'a ani widu, ani słychu... Teraz liczył na to, by chociaż jeden z nich wrócił, nie zależało mu na tym, który to ma być... Bart wkońcu wstał z łóżka, chciał się teraz przejść trochę... Sam, sam chciał pomyśleć nad tym wszystkim, ułożyć sobie, tak więc wyszedł z domu. Nikt nie spostrzegł, że Bart'a nie ma w domu, a Bart poszedł gdzieś i szedł, i szedł, i tak szedł bez celu wiele kilometrów... Minęło pare godzin, była późna noc, słychać było świerszcze. Bart nawet widział czasem nietoperze latające nad nim i głupio skojarzyło mu się z wampirami, brrrr, przeszły go ciarki. Bart spojrzał na księżyc, był piękny. Cieszył się, że nie ma teraz ogona, bo nie mógłby nawet zobaczyć za długo takiego pięknego księżyca. Bart poszedł dalej, po chwili i usłyszał dziwną rozmowę, która dobiegała z budynku obok. Słyszał ją, bo okno było otwarte.
- I co? Masz to, o co Cię prosiłem? - zapytał ktoś
- Mam, wystarczy teraz wstrzyknąć i po sprawie - powiedział ktoś inny
Potem Bart usłyszał złowieszczy śmiech, a następnie krzyk.
- Cholera, nie powiedziałeś, że to będzie tak boleć! - powiedział ktoś
- Prze... - skończył w połowie słowa, zaraz Bart zobaczył jak ludzka głowa wylatuje przez okno
- Nie będziesz już Mi przeszkadzać... - powiedział ktoś
Co On sobie wstrzyknął? - myślał non-stop Bart stojąc obok okna. Po chwili dopiero się zorientował, że ze środka budynku słychać słaby pisk. Musiało to oznaczać, że jest tam ktoś silny. Bart zajrzał wreszcie do środka.
Za oknem był niewielki pokój, na jego środku biurko, po prawej stronie jakieś szafy i drzwi. Zobaczył też człowieka, był mniejszy od Bart'a, chyba o dziesięć centymetrów. Siedział sobie właśnie na stołku z nogami na biurku i palił papierosa. Na biurku leżała jakaś strzkawka, a na ziemi ciało człowieka w białej, a raczej już czerwonej płachcie. Nagle, człowiek na krześle zobaczył Bart'a w lustrze i obrócił się do niego.
- No, no, no - powiedział człowiek - Kogo My tu mamy?
- Nie Twój interes - powiedział Bart
- Jak to nie Mój? - powiedział człowiek - Mów, a może oszczędze Ci życie!
Bart zaczął się śmiać i powiedział: "Prawie się przestraszyłem!", jednak ten człowiek nie żartował. szybko wyskoczył przez okno i zaczął bić się z Bartem, chociaż był to człowiek, to był szybszy i silniejszy od zwykłych ludzi. Może ma to coś wspólnego z tym drugim człowiekiem i strzykawką? Bart nie miał na to czasu, musiał walczyć.
Człowiek szybko doskoczył do barta i chciał go uderzyś prawym sierpowym w twarz, ale Bart szybko uderzył człowieka w brzuch, On jednak zablokował to uderzenie lewą ręką. Później Bart i ten człowiek przeprowadzali na sobie bardzo szybkie ciosy, wciąż się broniąc lub unikając. W końcu i Bart, i człowiek odskoczyli.
- Jesteś silny! - powiedział Bart
- Wiem! Ty też, skąd masz tą moc? - zapytał człowiek
- Ja? Trening i trening, tyle moge powiedzieć. Nazywam się Bart, a Ty? - powiedział Bart
- Suvitr. Hmmm, więc Ty zdobyłeś tą moc przez ciężką pracę? - zapytał Suvitr
- Tak - powiedział Bart
Suvitr zaczął się śmiać, dosyć głośno, jednak w końcu się opanował.
- Ja właśnie dostałem ją przed chwilą! - powiedział Suvitr
Bart był zaciekawiony, jak zwykły człowiek mógł tak szybko się wyszkolić? Nawet użycie najnowszej technologii nic by nie dało!
- Mój naukowiec właśnie zmodyfikował Moje DNA - powiedział Suvitr - Teraz jestem wszechpotężny!
- To Ty chyba Brolyego Darkness nie widziałeś - powiedział cicho Bart, ale Suvitr to słyszał
- Kogo? Co? Coś tam o brokułach mówiłeś? Chyba głodny jesteś, więc dam Ci posmakować Mojej pięści! - powiedział Suvitr
Suvitr rzucił się na Bart'a, ale Bart odskoczył. Następnie Bart chciał oddać, ale nagle poczuł ogromny ból i wypluł krew.
- Podoba Ci się to? - zapytał Suvitr
Bart odskoczył. Czuł nadal wielki ból, teraz już wiedział skąd. Dostał potężnie w brzuch... Teraz Bart zapytał: "Wiesz co Ci się spodoba? To!" i zaczył krzyczeć wypuszczając kulę ki za kulą ki. Suvitr otworzył oczy tak szeroko, jak tylko mógł. Pierwszy raz widział kule ki! W końcu się ocknął i zaczął unikać. Widział, jak kule, które go nie trafiały eksplodowały niszcząc dosyć spory kawałek ulicy i budynków. Bart pomyślał: "Qrde, znowu walka w mieście... Będzie znów bajzel...". Bart teraz wypuścił kilkanaście kul szybko przed siebie, prościutko w Suvitra, który odbił je rękoma, a następnie patrzał na nie tylko. Bart dalej strzelał kulami, a Suvitr je odbijął rękoma - złapał haczyk. Bart w końcu zawołał: "Odbij to! BIG BANG ATTACK!", po czym wyleciała, w odróżnieniu do poprzednich, nie żółta, a niebieska kula ki, większa niż poprzednie. Suvitr nie zdążył uniknąć, poza tym myślał, że to zwykła kula o niebieskim kolorze i uderzył z całeś siły. Bart pomyślał: "Jest! BOOM!", ale kula została odbita i poleciała wysoko do góry. Suvitr zaczął się śmiać.
Bart odrazu pomyślał: "Tak, muszę odreagować, a On będzie Moim przeciwnikiem!". Suwitr szybko doskoczył do Barta i uderzył go, Bart przeleciał przez jeden budynek i zatrzymał się trąc tyłkiem o ulicę. Wtedy wstał i sobie pomyślał: "On naprawde moze Mnie zabić... Ale Ja NIE MOGE zginąć! Nie teraz!", po czym wstał i w nerwach zaczął się ładować. Podczas ładowania ustwił obie ręce blisko siebie i przeniósł je za plecy. Zakrzyczał: "KAAAAAAAA MEEEEEE". Między jego rękami pojawiło się światło, jasna kula światła koloru niebieskiego. Bart kontynuował krzyk: "HAAAAA MEEEEEEEEE". Kula urosła, bardzo urosła. Na początku była malutka, wielkości piłki ping-pongowej, a teraz ledwo mieściła się w rękach Barta, była mniej więcej wielkości piłki do piłki ręcznej. Bart wystawił nagle obie ręce do przodu krzycząc: "HAAAAAA!!!". Z jego rąk wyleciała potężna fala ki, która po drodze do Suvitra zmiotła jeden budynek i leciała dalej. Suvitr zawołał głośno: "Co to do kur*y jest!?!" i szybko odskoczył w bok - fala przeleciała obok Suvitra, który zakrzyczał: "Hehe, nie masz cela!". Bart jednak dalej miał ręce wyciągnięte do przodu, powiedział po cichu: "Teraz albo nigdy" i ręce, które dotąd były prościutko do przodu przesunął w lewo. Fala ki, która przed chwilą minęła Suvitra zawróciła i była tuż przy nim! Suvitr w ostatniej chwili zasłonił się rękami. Zaczął powoli się cofać, a właściwie być odpychanym przez falę ki, którą próbował odepchnąć do przodu. Nie mógł jednak za bardzo, bo fala wciąż dostawała energii Bart'a, jednak powoli Suvitr zaczął się zatrzymywać, a potem cofać falę. Bart wiedział, że musi coś zrobić, nie wiedział jednak co... Wtedy to wziął puścił promień lewą ręką i z ledwością trzymał go prawą ręką. Lewą ręke dał za siebie i powiedział szybko: "Kamehameha!", po czym wystawił ją w lewą strone. Z ręki wyleciał mały promień, który Bart jednak skierował na plecy Suvitra, jednocześnie całkowicie niszcząc jego obrone. Teraz obie fale zetknęły się z Suvitrem i wybuchły, tworząc dosyć wielki krater. Bart myśli: "Już po wsyzstkim...", jednak Suvitr wciąż stoi, chociaż jest bardzo poobijany. Wtedy to trafia go kula ki w plecy, Bart nie wie kto ją wystrzelił. Rozgląda się, patrzy, a zza budynku wychodzi Roksia.
- Skąd wiedziałaś, że tu jestem? - zapytał Bart
- Nie można Cie zostawić samego, bo jeszcze zrobisz coś głupiego - powiedziała Roksia, po czym wraz z Bartem wrócili do domu...
Obrazek

Obrazek
Dołącz do gry! Naruto-Arena.com

Obrazek

http://www.daegurth.blog.onet.pl

Słowo "siła" ma wiele znaczeń.
Awatar użytkownika
Bobercik
SSJ 5
Posty: 2940
Rejestracja: pn lut 13, 2006 7:02 pm
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Bobercik »

Fajny odcinek Dae ^^ Roksia gra wreszcie jakąs rolę xD a co do Bobercika to nie wiadomo ^^

Kto nie wie, ten nie wie, a Ja wiem bardzo dobrze XD - Dae
Ostatnio zmieniony pt sie 25, 2006 8:22 am przez Bobercik, łącznie zmieniany 1 raz.
Obrazek
Awatar użytkownika
Kris
Avanger
Posty: 2254
Rejestracja: wt lis 22, 2005 11:33 pm
Lokalizacja: Poznań

Post autor: Kris »

ta super odc. myślałem że : Pochwili było słychąć krzyk : Final Flash!!! potęzna fala udeżyła Sulvitra poczym ten zginął Bart słyszał i widział że ktoś wychodziz cienia a był to Kris :D
Obrazek

Obrazek
1. Kris ma ZAWSZE racje
2. PP3088 ma prawie zawsze racje
3. : >
Awatar użytkownika
adrian
SSJ 5
Posty: 539
Rejestracja: pt gru 16, 2005 7:30 pm
Lokalizacja: warszawa
Kontakt:

Post autor: adrian »

SUPER ODCINEK JAK KAŻDY INNY

AAAaaaa, przepraszam z góry! Pisząc odcinek zapomniałem o Tobie!!! A w sumie Ty jeszcze śpisz :P No i co, że trzy dni, ale tak dostałeś, że spałby nawet najlapszy XD - Dae
Ostatnio zmieniony pt sie 25, 2006 1:55 pm przez adrian, łącznie zmieniany 1 raz.
ODPOWIEDZ