[FanFick] Saiyan Power Forces

Jeśli stworzyłeś coś ciekawego i chcesz się tym podzielić, zamieść swoją pracę w tym dziale.

Moderator: Moderatorzy

Czy podoba Ci się Mój FanFick?

Tak, cały jest fajny!
23
66%
Poszczególne odcinki(odpowiedź w poście)
1
3%
Nie, coś Mnie wogóle do niego nie ciągnie...
0
Brak głosów
Nie czytałem
8
23%
Jest beznadziejnie beznadziejny! Po co wogóle go piszesz!?!
3
9%
 
Liczba głosów: 35

Awatar użytkownika
Dae
Zasłużony
Posty: 1200
Rejestracja: śr gru 22, 2004 1:26 pm
Lokalizacja: Bukowno

Post autor: Dae »

- Całe szczęście, że Daegurth pokonał Drake'a... - powiedział Bobercik z ulgą - Strach pomyśleć co by było, gdyby mu się nie udało
- Musiałby chyba zginąć - powiedział Dyninio
- Ciekawe, jak go pokonał? - zapytał Adrian - Musi znać jakieś niesamowite techniki, których nam nie pokazywał

Acer nie przysłuchiwał się rozmowie. Był teraz w szoku. Spojrzał na wolno oddychającego Kris'a. Na jego ciele nie było wogóle ran. Nigdy nie wierzył w magię, a podobno przy jej pomocy został wyleczony ten chłopak. Na jego oczach powoli zaczął wstawać.
Wyglądało to jak przebudzenie ze snu. Najpierw nabrał głębiej powietrza i rozciągnął się ziewając, później otwarł oczy i podniósł się.
- Miałem dziwny - zaczął mówić - Sen...
Spojrzał na Acer'a i go zacięło, później podskoczył i spojrzał na swoje nogi, a potem na trzymany w ręku miecz. Trzymał go bardzo mocno, nie puścił na moment, nawet gdy spał.
- To nie był sen? - zapytał
- Nie - powiedział Acer - Zgadzam się
- Zgadzasz się? Na co? - zapytał Kris
Mężczyzna spojrzał na chłopaka jak na debila. Jeszcze niedawno tak pragnął treningu w walce bronią jednoręczną, a teraz zadaje takie głupie pytanie.
- Chyba jednak się zastanowię... - powiedział Acer
Kris zrobił zdziwioną minę, po czym nagle otwarł szerzej oczy.
- Naprawde się zgadzasz!?! - zapytał Kris - Dziękuję! Dziękuję!
Wstał natychmiast i ukłonił się przed Acerem wołając "Mistrzu! To prawdziwy zaszczyt!". Acer uśmiechnął się na duchu. "Wiesz co, lubię cie" - pomyślał, jednak nawet nie śmiał tego powiedzieć.
- Wiesz co się tutaj dzieje, prawda? - zapytał Acer - Znasz dobrze Daegurth'a i przyczyny jego kłopotów?
- Mniej więcej - odpowiedział Kris - A po co to, mistrzu?
Acer patrzył na Kris'a karającym wzrokiem. Ten od razu zrozumiał gest Acer'a.
- Przebywam tutaj na tyle długo, że zaczynam się domyślać o co chodzi - powiedział Kris - Tak, wiem co się dzieje i chyba znam przyczyny jego kłopotów

- Znasz? - zapytał zdziwiony Adrian - Skąd? Jak?
- Pomyśl Adrian, tobie to nie sprawi kłopotu - powiedział Kris
"Dlaczego mu to nie sprawi kłopotu?" - zastanowił się Bobercik - "Faktycznie, ostatnio jakoś dziwnie szybko i dobrze myśli, ale dlaczego? Może by tak...".
Bobercik zajrzał Adrianowi wgłąb umysłu. Ten nawet nie wiedział co się dzieje, nie uczył się nigdy jak przed tym się bronić, ani jak to wykryć.
Pierwsze co rzuciło się Bobercikowi w oczy będąc wewnątrz świadomości Adriana było dwoje drzwi. Tak to obrazował jego umysł. Każdy inaczej obrazuje świadomość w telepatii, zdąrzył się tego domyślić Bobercik. Każdy robi to tak, aby samemu mógł zrozumieć o co chodzi.
Podszedł do pierwszych drzwi. Były drewniane, miały ładną klamkę i wogóle żadnego zamka. jakby można zawsze je otworzyć. Tak właśnie zrobił. Spojrzał do środka, zobaczył tam nieskończenie wielkie pomieszczenie wypełnione miliardami obrazów trójwymiarowych. Słyszał też tysiące pokrywających się słów, pojedynczych sylab, jak i głosek. Aż bolały uszy od słuchania tego wszystkiego.
W oczy rzucił mu się jeden obraz. Zaczął mu się przyglądać. Pokazywał on chwilę przed paroma momentami. Skupił się na tym obrazie, sam nie wiedział dlaczego i inne dźwięki nagle znikły dla jego uszu...

- Całe szczęście, że Daegurth pokonał Drake'a... - powiedział Bobercik z ulgą - Strach pomyśleć co by było, gdyby mu się nie udało
"Też tak uważam" - rzuciła się Bobercikowi myśl Adriana, której wcześniej nie był w stanie usłyszeć. Dziwnie zadzwoniła w jego głowie, słyszał ją jak echo.
- Musiałby chyba zginąć - powiedział Dyninio
"Napewno wolałby śmierć, niż, żeby rządził nim ten cały Drake. Mógłby być niebezpieczny dla nas, a tego by nie chciał..." - Kolejna myśl Adriana wypełniła pomieszczenie które widział przed oczyma Bobercik
- Ciekawe, jak go pokonał? - zapytał Adrian - Musi znać jakieś niesamowite techniki, których nam nie pokazywał
"Napewno... Przecież z tego, co pokazał nam Bobercik

Adrian nie przyglądał się Acerowi i Krisowi, był bardziej skupiony na rozmowie z kolegami. Zwrócił na nich uwagę dopiero wtedy, gdy zobaczył jak Kris wstaje. "No, nareszcie! Mam nadzieję, że nic ci się nie stało!" - pomyślał
Kris nabrał głębiej powietrza i rozciągnął się ziewając, później otwarł oczy i podniósł się.
- Miałem dziwny - zaczął mówić - Sen...
"Pewnie znów jakiś erotyczny... Zboczeniec jeden" - pomyślał Adrian
Spojrzał na Acer'a i go zacięło. Każdy mógł to wyraźnie zobaczyć, bo wbijał w niego wzrok jakby się zakochał. Później podskoczył i spojrzał na swoje nogi, a potem na trzymany w ręku miecz. Trzymał go bardzo mocno, nie puścił na moment, nawet gdy spał.
- To nie był sen? - zapytał
"Aha, więc on myślał, że to co się stało nie działo się naprawde" - zorientował się Adrian
- Nie - powiedział Acer - Zgadzam się
"No, nareszcie dostaniesz ten swój wymarzony trening!" - pomyślał Adrian uśmiechając się. Był szczęśliwy, że jego przyjaciel może nareszcie spełnić jedno ze swych marzeń.
- Zgadzasz się? Na co? - zapytał Kris
"Jaki kretyn!" - pomyślał Adrian - "Trzeba być kompletnym... Kris'em!"
Mężczyzna spojrzał na chłopaka jak na debila.
- Chyba jednak się zastanowię... - powiedział Acer
"To dziękujemy za trening..." - Adrian pobladł, gdy dopadła go ta myśl
Kris zrobił zdziwioną minę, po czym nagle otwarł szerzej oczy.
"Teraz może być za późno, ale kto wie?" - zapytał sam siebie na duchu Adrian
- Naprawde się zgadzasz!?! - zapytał Kris - Dziękuję! Dziękuję!
Wstał natychmiast i ukłonił się przed Acerem wołając "Mistrzu! To prawdziwy zaszczyt!".
- Wiesz co się tutaj dzieje, prawda? - zapytał Acer - Znasz dobrze Daegurth'a i przyczyny jego kłopotów?
"Do czego on zmierza?" - zastanawiał się Adrian - "Chyba chce coś od mistrza Daegurth'a?"
- Mniej więcej - odpowiedział Kris - A po co to, mistrzu?
"Co on może mieć na myśli?" - zastanawiał się Adrian
Acer patrzył na Kris'a karającym wzrokiem.
- Przebywam tutaj na tyle długo, że zaczynam się domyślać o co chodzi - powiedział Kris - Tak, wiem co się dzieje i chyba znam przyczyny jego kłopotów
"Co?" - zdziwił się Adrian, jego myśl była chwiejna - "Wiesz co się dzieje, znasz przyczyny kłopotów? Albo jesteś bardzo mądry, albo ja bardzo głupi!"


Bobercik nagle się otrząsnął. Znów zobaczył tysiące obrazów w pokoju i nachodzące na siebie dźwięki. "Więc tak wyglądają wspomnienia Adriana" - pomyślał - "I właśnie dowiedziałem się co myślał w tej sprawie...". Zamknął drzwi. "Innym razem" - rzucił sobie na duchu chęć wyczytania myśli przyjaciela, szczególnie tego co sądzi o chłopaku imieniem Bobercik. Podszedł do drugich drzwi... Były dziwne, wyglądały na drewniane, ale miały wokół siebie dziwną, fioletową poświatę. Aurę, barierę. Bobercik dotknął jej - była twarda. Z ciekawości uderzył - poczuł ból na ręce, ale nawet nie ruszył bariery. Spojrzał więc w stronę klamki. Natychmiast ją nacisnął... Drzwi się nie otwarły. Dopiero wtedy zobaczył obok drzwi mechanizm do odczytu siatki wzroku, linii papilarnych u prawej ręki i miejsce na kluch i kartę z kluczem elektronicznym.
- Co to jest? - zapytał się na głos
Wiedział, że nie otworzy tych drzwi. Nie mógł, nie miał klucza, karty chipowej i był pewien, że jego siatkówka w oku i linie papilarne nie będą pasować. "Wyważanie drzwi raczej też nic nie da, ale co może się za nimi kryć? I kto zrobił taką barierę? Przecież Adrian nie byłby w stanie... A może go nie doceniam?" - zadawał sobie pytania, na które nie znał odpowiedzi

-...Hej! - usłyszał głośno głos Rauko
Bobercik natychmiast trząsnął głową wracającdo rzeczywistego świata. Spojrzał w stronę Rauko, który najwidoczniej wołał jego, bo patrzył w jego stronę.
- Nie baw się w telepatę, bo tego nie lubię - powiedział Rauko - W moim towarzystwie nie czytaj nikomu w myślach
- Czytałeś komuś w myślach? - zapytał Dyninio - Komu, mi?

- Mistrzu, skąd wiesz, że on czytał w myślach? - zapytał cicho Rauka Radek
- Naucze cie jak to wykrywać - powiedział do swojego ucznia - W swoim czasie

- Nie, Adrianowi - przyznał się Bobercik - Przepraszam...
- Czytałeś mi w myślach? - zapytał niedowierzając Adrian - Nawet nic... Nie poczułem? Chociaż takie dziwne uczucie, takie... I ten głos we mnie...

- O widzisz? - zapytał Rauko - On już wie jak odróżnić kiedy ktoś czyta ci w myślach. Jest taka zasada: Ktoś czyta w twoich myślach, ty jednocześnie czytasz w jego. Działa to nie dosłownie, ale działa. Wiesz czego on chce od ciebie, chyba, że czyta w czasie rzeczywistym
- W czasie rzeczywistym? - zapytał Radek
- Czyli dowiaduje się to o czym myślisz w tej chwili - powiedział Rauko - Dzieje się to tak, że to co myślisz, on poprostu słyszy. Nawet nie wiesz, że czyta ci w myślach, chyba, że założysz barierę, wtedy musi się starać, żeby coś się dowiedzieć. Ale gdyby ją złamał, to wiesz, że coś jest nie tak.
Rauko obrócił się w stronę Hebrid'a. Wiedział, że on najlepiej się zna na tym mieście.
- Nie znasz jakiejś dobrej knajpy, panie Hebrid? I dobrego hotelu? - zapytał
- Aaaa, nareszcie ktoś, kto nie chce narzucać mi się na głowę! - powiedział Hebrid - Jasnę! Już idę mówię gdzie, co i jak... Jak drogo, rzecz jasna!

- Nie gniewam się, że czytałeś mi w myślach - powiedział Adrian - Ale możesz powiedzieć, czego tam szukałeś?
- Tak - powiedział Bobercik - Należy ci się to. Dziwi mnie to, że wiesz tak dużo, nagle stałeś się mądry. Szukałem tam odpowiedzi...
- Może kiedyś jeszcze ci pozwolę, bo sam nie wiem - powiedział Adrian
- I jeszcze jedno - powiedział Bobercik
Adrian zdziwił się i pytająco spojrzał na Bobercika.
- Tam było takie miejsce, w które nie mogłem spojrzeć - powiedział Bobercik - Ani nie mogłem się tam włamać, ani nie wiedziałem jak się tam dostać omijając zabezpieczenia, że się tak wyrażę.
- Naprawdę? - zapytał Adrian

Rauko nie jest zwykłą istotą. Wielu mężczyzn jest niezwykłych, każdy który ma żonę lub miał posiada pewien dar. Przynajmniej większość. On dostał go w dniu narodzin. Umie wyłapać ważną frazę w rozmowie. Może nie słuchać tego co mówi mu ktoś inny, ale gdy powie coś ważnego, to nagle zamienia się w słuch. Pozwala to też na krótkie odpowiedzi, żeby nie przerwać rozmowy, uwiarygodnić ją. To był moment, gdy wyłapał coś ważnego.

- Było takie miejsce? - zapytał zbliżając się do Adriana - Ciekawe, bardzo ciekawe...
- Znasz się na tym? - zapytał Bobercik
- Troszke - przyznał się Rauko - Nigdy nie uczyłem się telepatii na takim poziomie, znam zaledwie podstawy i zasady obrony. Przynajmniej dowiem się co to jest...

Nagle jego znalazł się w świadomości Adriana. Czas we świecie zewnętrznym niemalże się zatrzymał. W przypadku Bobercika tylko trochę zwolnił, jednak Rauko już kilka razy używał tej techniki czytania myśli. Znalazł się w czymś przypominającym jaskinię. Za sobą miał wyjścię, z tamtąd wpadało dużo światła. Przed sobą miał rozwidlenie, dwie drogi. Obie były bardzo ciemne. Jedna miała miliardy rozgałęzień i wydawała się co jakiś odcinek nieco bardziej oświatlona, jakby była odwiedzana. Druga, była całkiem ciemna. Podszedł w jej stronę domyślając się, że to o tą drogę chodziło Bobercikowi. W pewnym momencie się zatrzymał widząc przed sobą półprzezroczystą barierę we wszystkich kolorach tęczy.
- Ciekawe - powiedział Rauko - Faktycznie, ktoś coś tutaj zablokował i nie wygląda to na robotę amatora...
Wyciągnął przed siebie prawą ręke, lekko dotkną bariery. Wokół jego dłoni pojawiło się jasne światło. Nagle z bariery zniknęło kilka kolorów, były to: kilka odcieni czerwonego, niebieskiego i zielonego. Zostało nadal bardzo wiele kolorów na barierze, co symbolizowało, że nie udało mu się jej złamać. Gdy zabrał od niej ręke, to ta natychmiast się naprawiła, nabrała znów wszystkich kolorów tęczy.
- Myślałem, że to ten Adrian założył sobie słabą barierę - powiedział po cichu. Wiedział, że nie ma sensu tutaj myślenie, bo i tak tego nikt nie usłyszy, chyba, że ktoś zna specjalne techniki. Wtedy efekt byłby taki sam - Ale się myliłem... Bariera nie jest słaba, wygląda na bardzo mizerną. Jednak auto-naprawa uszkodzeń, poziom conajmniej trzydziesty wg standardów Daegurth'a. On się na tym zna lepiej. Pewnie sam to zrobił, do tego zamaskował poziom. Szacuje, że jest to bariera na poziomie... Sto trzydziestym piątym lub wyższym. Ja rozbiorę do poziomu maksimum piętnastego, czasem udało mi się dwudziesty. Zniszczyć mogę do sześćdziesiątego, jednak to ma swoje konsekwencje...

- Szybko - powiedział Adrian - Nie wiem jak dla ciebie, ale dla mnie to trwało jak sekunda, u Bobercik'a było to trochę dłużej
"O wiele dłużej..." - skomentował w myślach
- Zapytajcie Daegurth'a - powiedział Rauko - Powinien wiedzieć o co z tym chodzi, on zna się na takich rzeczach.

Tymczasem Acer i Kris rozmawiali ze sobą. Właściwie już kończyli. Nie była to normalna konwersacja. W większości Kris mówił i pytał się o różne rzeczy, na które nie otrzymywał odpowiedzi lub te były bardzo ogólne. Acer zaś uzyskiwał zawsze dokładne odpowiedzi na swoje pytania, których nie było wiele. Obrócili się teraz w stronę, gdzie było zebranych nawięcej osób.
- Hej - zawołał Kris - Ustaliłem wszystko z Mistrzem Acer'em, resztę ustalę w drodze
- W drodze? - zapytał Bobercik - Czy ty...?
- Tak, wyruszam z mistrzem, ma mnie trenować przez jakiś czas - powiedział Kris
"Dlaczego on go chce trenować?" - zapytał się w myślach Adrian - "Przecież dopiero co go poznał, nawet nie wykonał jego poleceń... Skąd taki pomysł? Pewnie ma jakiś ważny powód, ale jaki? Chodzi o to, że on wie dużo o Daegurth'u?"
- Narazie! - powiedział Kris wychodząc tuż za Acer'em, który nie miał zamiaru tutaj już być - Zobaczymy się później!

Jeszcze przez chwilę było słychać ich kroki za drzwiami. Bobercik jeszcze rzucił się do okna i zobaczył jak Kris i Acer znikają za alejką. Uśmiechnął się na moment, po czym jego twarz zbladła.
- Co jest, Bobercik? - zdziwił się Dyninio
- Martwię się nieco... - powiedział chłopak
- Ahhh, Kris wróci tutaj o wiele silniejszy - powiedział Dyninio - Dlatego nie zawiedź go i też trenuj!
- Nie o to chodzi
- Nie? W takim razie o co?
- Bo widzisz... Roksia jeszcze nie wróciła...
- Faktycznie! - zawołał Adrian - Wiedziałem, że czegoś... Kogoś mi tutaj brakuje!
- Chodźmy jej poszukać! - zawołał Rayman
- To nie ma sensu - powiedział Bobercik - Jeżeli nic jej nie jest, to tutaj przyjdzie. Miała gorsze problemy i wychodziła na prostą drogę... Ale jeśli jej się coś stało?
- Przesadzasz - powiedział po chwili namysły Adrian - Histeryzujesz. Nic jej nie jest. Nie pamiętasz, że Daegurth uważał ją za najsilniejszą z nas?
Bobercik popatrzył błagalnym wzrokiem na Adriana. Uśmiachnął się.
- Dzięki - powiedział, po czym wyjrzał za okno

[center]***[/center]

Dziewczynka rozciągnęła się ziewając.
- Musze już iść - powiedziała - Braciszek będzie się o mnie martwić
- Braciszek? - zapytał mężczyzna - Nie wspominałaś, że masz brata!
- Czemu dopiero teraz o tym mówisz!?! - zapytał inny mężczyzna dobiegając - Cholera, nie mam zamiaru brać odpowiedzialności za nieswoje dziecko!
- Nieładnie pan mówi - powiedziała Roksia robiąc dziwną minę - Nie wolno tak
- Heh, masz rację - powiedział ten pierwszy mężczyzna śmiejąc się - Wiesz gdzie mieszka twój brat?
- Tak - odpowiedziała Roksia - A co, chcecie go poznać? Chodźcie! Zaprowadzę was!
Zanim zdążyli odpowiedzieć Roksia złapała obu mężczyzn za ręce i zaczęła ciągnąć ich przed siebie. Nie sprawiało jej to żadnego problemu.
Ci zaś byli zdziwieni. Spojrzeli dziwnie po sobie, potem na ciągnącą ich dziewczynkę. Chcieli się zatrzymać, chociaż zwolnić - nie mogli! Mała, mimo swojego wieku i wzrostu, była dla nich za silna!
- Kim ona jest!?! - zapytał jeden drugiego
- Nie wiem, ale chyba wpakowaliśmy się w jakieś bagno... - odpowiedział drugi
- Ta, oby to pierwszy raz...

[center]***[/center]

- Zabij mnie, teraz - powiedział Daegurth do brata leżąc w łóżku i patrząc w sufit - Później nie będzie takiej okazji.
- Nie wygłupiaj się - powiedział śmiejąc się Bart
- To był... - chciał odpowiedzieć, jednak na moment zaciął się - żart, nigdy ci się nie uda, będe trenować, żeby być lepszym
- Zobaczymy - powiedział Bart
Jego brat się podniósł, spojrzał na leżący w pochwie obok łóżka miecz, po czym wstał.
- Idę się przejść - powiedział - Świeże powietrze dobrze mi zrobi...
- Też tak myślę
- W takim razie, wrócę za niedługo!
Podszedł pod okno, które uchylił. Bart spojrzał na niego ze zdziwieniem. "Czemu nie oknem, a co!?! Drzwi nie ma, no nie?" - pomyślał. Ten jednak dostrzegł niepokojące spojrzenie i odpowiedź sama nasunęła mu się na język.
- Jakbym wyszedł drzwiami, to już nie wyszedłbym z domu - powiedział Daegurth - Nasi "koledzy" nie pozwoliliby na to, za dużo pytań mają...
- Fakt...
Zniknął za drewnianą framugą w ciągu sekundy. "Nareszcie!" - pomyślał - "Nareszcie jestem sobą!"

[center]***[/center]

Drzwi domu Hebrida nagle się uchyliły. Bobercik od razu spojrzał w tamtą stronę odrywając się od rozmowy z kolegami. Zobaczył jak do domu wchodzi Roksia ciągnąc za sobą dwóch mężczyzn. Poznał od razu - ludzie z oddziału Oren'a.
- No nie... - powiedział Adrian - Teraz to będziemy mieli co robić...
- Hej, czy to nie was szukamy!?! - zapytał jeden z mężczyzn
- Kto wam kazał, świętej pamięci Oren? - zapytał Dyninio
- Jak to, świętej pamięci!?! - zdziwił ję drugi
- Niedawno umarł - powiedział Bobercik - Nie chce tego wspominać. Roksia puść panów.
Dziewczynka pisnęła ze złości, jednak puściła ręce tak mocno do teraz trzymane.
- Oni chcą cie poznać, Bobercik! - zawołała Roksia
- Ty to jesteś zdolne dziecko...
- Co!?!
- Nic, nic... - odpowiedział Bobercik śmiejąc się - Panowie, pozwólcie, że wam wszystko wyjaśnię, a trochę tego będzie. Może usiądziecie, jeżeli Hebrid nie ma nic przeciwko?
- Ależ nie, za niedługo tutaj będzie dom schadzek, nie ma sprawy, czujcie się jak u siebie! - zawołał Hebrid łącząc ironię, żart i dużą dawkę nerwów.

[center]***[/center]

- Już nie mogę... - powiedziała powoli idąc alejką - Nie mogę...
Zaczęła płakać i się trząść wciąż nie zatrzymując się. Widziała już przed sobą dom Hebrid'a - miała nadzieje, że tam czeka ją spokój.

[center]***[/center]

Nagłe trzęsienie ziemi i huk, jakby zawalił się budynek stupiętrowy. Bobercik natychmiast podbiegł do okna. W oddali zobaczył dym, nie zajęło mu dużo czasu zebranie się. Biegnął, tuż obok niego Adrian i Dyninio.
- Co to było? - zapytał Bobercik
- Nie wiem - odpowiedział Dyninio
Szybko dołączył do biegnących Bart, a potem Mark i Roksia.
- Rayman nie biegnie? - zapytał Mark
- Nie wiem - odpowiedziała Roksia
- Czekajcie! - usłyszeli głos z tyłu
Rayman szybko ich dogonił. Wystarczyło, że biegł nieco szybciej niż oni. Nie osiągali maksymalnych prędkości, żeby się nie przemęczyć.
- Co tak długo? - zapytał Bart
- Rauko powiedział, że Radek nam jeszcze pomoże - odpowiedział - I dał mi tą tabletkę
Wystawił do przodu ręke, w której trzymał niewielką tabletkę.
- Mówił, żeby dać ją Radkowi, jakby co - powiedział Rayman - To mu ją zaraz dam!
Nagle Radek pojawił się tuż obok Bart'a.
- Biegnę na zwiad - powiedział - Zaraz wracam!
Zniknął, rozpłynął się w powietrzu. Wszyscy przez moment byli zdziwieni...
Jeszcze kilka minut i będą na miejscu. Mijają budynki, uciekających ludzi, drzewa i kolejne alejki. Wydawało się, że ilość dymu na niebie wciąż rosła.
Nagle Radek pojawił się znów obok Bart'a.
- Ktoś to zrobił - powiedział - Kilka kolejnych wybuchów, trzy, może cztery. Pełno gruzów i ognia, musimy znaleźć tego kolesia.
Bobercik kiwnął głową w biegu...

[center]***[/center]

Drzwi uchyliły się. Do środka weszła kobieta, Hebrid natychmiast ją poznał. Terenis Songya, vampirzyca którą poznał jakiś czas temu. Opadła na ziemię. Podbiegł do niej i pomógł jej wstać.
- Terenis, co jest!?! - zapytał
- Już nie mogę wytrzymać... - powiedziała - Chcę krwi... Dużo krwi...
Przybliżyła ciepłą ręke Hebrida do swoich ust, początkowo ją całując. Później ją do siebie przytuliła.
- Yhmmmm - zajęczała czując puls Hebrida. Wyobrażała sobie już smak krwi mężczyzny w swoich ustach
Mężczyzna dopiero teraz zorientował się, że jest w beznadziejnym położeniu. Jest tuż obok wygłodzonego vampira, ciekawe, co się stanie? "Chyba nie pocałuje mnie na dobranoc i sobie pójdzie...." - pomyślał. Nie wiedział co powiedzieć, nigdy nie znalazł się w takiej sytuacji.
- Sory, że przeszkadzam - powiedział Rauko - Ale nie lubię vampirów...
Terenis podniosła swoje piwne oczy na chłopaka, który się odezwał i przypadkowo pojawiły się jej ostre kły, które wyszły ze specjalnych woreczków. Wyglądała na naprawdę spragnioną.
Rauko westchnął i wstał.
- Ani nie będe się ciąć, ani nie pozwole pić krwi komukolwiek - powiedział Rauko - Ale masz szczęście, że wyczułem cie na odległość. Dostaniesz upragnioną krew.
Wyciągnął zza płaszka torebkę z pobraną krwią, zapewne ukradzioną ze szpitala. Rzucił w stronę vampirzycy, która łapczywie ją złapała i od razu wgryzła się w nią wypijając całą zawartość. Nawet zaczęła zlizywać z podłogi te kilka kropel, które upadły. Oblizała wargi i dopiero teraz zobaczyła w jakim szoku jest stojący obok niej Hebrid.
- Przecież jestem wampirem - powiedziała
Mężczyzna przez chwilę nie wierzył własnym oczom, po czym potrząsł głową wracając do zmysłów.
- Racja - powiedział - Przepraszam...
- To ja powinnam przepraszać - powiedziała - Gdyby nie ten chłopak, to już... Zapomnijmy, wytrzymam parę dni

[center]***[/center]

- Co to jest!?! - zawołał Bart, gdy zbliżyli się do miasta
Było całe w płomieniach, na ulicy widział zwłoki. Na ulicy było ich najwięcej. Wolał nie przyglądać się tym wbitym w budynki, rozpłaszczonych na drzewach i innym, którzy doczekali się z pewnością okrutnej śmierci.
- Kto... Co to mogło zrobić!?! - zapytał Adrian
Bobercik spojrzał pod nogi. Leżał tam chłopiec, był bardzo blady, a jego twarz przesłaniała warstwa gęstej krwi. Wyglądał na cztery, może pięć lat...
Roksia widząc to wszystko zwymiotowała i zaczęła płakać. W końcu była tylko małą dziewczynką.
- Hej, patrzcie! - Zawołał Dyninio zastawiając sobie twarz jedną ręką
Wszyscy spojrzeli nieco dalej, za gruzy budynków. Stał tam Daegurth, widać było jak stoi na ugiętych nogach i po jego ciele i płaszczu płynie krew. Wszyscy natychmiast do niego pobiegli.
- Nie ruszać się! - wykrzyczał i zaczął rozglądać się wokół, po czym ciszej dodał - Dlaczego zawsze musi mi się coś przytrafić!?!
Wszyscy w skupieniu patrzyli na Saiyana, który rozglądał się we wszystkie strony. Nawet nie śmieli drgnąć, nie po tym, co tutaj zobaczyli.
Ten nagle się do nich odwrócił z szeroko otwartymi oczyma.
- Uciekł - powiedział - Nie ma go tu!!!
"Jak to uciekł!?!" - zastanawiał się Bobercik - "Zrobił coś takiego i uciekł!?!"
- Kto to był? - zapytał Bart podchodząc powoli do brata
- Nie wiem, ale... - mówił patrząc na czarny ogień pokrywający jeden z budynków - Takie rzeczy potrafi nie byle kto...
- Hej, czy ten ogień... Nie jest czarny!?! - zapytał Adrian niedowierzając
- Racja, ale... - powiedział Mark - Czarny ogień? Słyszałem o niebieskim, ale o czarnym nigdy!
Bobercik zaczął podchodzić w stronę płonącego budynku. Był to jakiś wieżowiec, był - teraz wyglądał jak pojedyncze mieszkanie, mały kamienny domek.
Daegurth zaczął chichotać, gdy zobaczył podchodzącego do budynku Bobercik'a.
- Tak bardzo chcesz umrzeć? - zapytał
Chłopak zrobił minę, która wyraźnie wskazywała, że jest zdziwiony. Niby dlaczego ma zginąć?
- Patrz - powiedział Saiyan w płaszczu

Zobaczył jak Daegurth patrzy na drzewo, które po chwili uniosło się w powietrzu. Paliło się, dlatego szybko machnął nim, aby zgasło. Wtedy zaczął przysuwać drzewo w stronę czarnego ognia.
Nie wyglądało to groźnie, cały brązowo-czarny obiekt nawet się nie zaczął dymić, gdy był kilka metrów od dziwnego ognia. Gdy jednak jeden kawałek dotknął płomieni...
Nagle drzewo eksplodowało powodując wyrzucenie potężnej fali uderzeniowej, która zmiotła wszystkich.
Powoli wygrzebali się spod gruzów. Kamienie były ciężkie i ciepłe. Wszędzie pływała krew, która miejscami wrzała z powodu ciepła.

- Nic tu nie możemy zrobić - powiedział Daegurth - Nawet nie wiem jak zgasić ten ogień
- Musimy tutaj zostać i przestrzegać, by nikt go nie dotykał - powiedział Adrian
- No, raczej służby porządkowe nam nie uwierzą - powiedział Bobercik - Sam w to nie do końca wierzę...

Wszyscy wbili wzrok w dziwny płomień. Przyciągał swoim pięknem. Był to naprawde wyjątkowy ogień. Żadnego dymu, niemalże brak ciepła... Gdy sam płomień posiadał ogromną temperaturę.

- Cholera... - powiedział Daegurth zaciskając zęby. Wszyscy na niego spojrzeli. Drżał, nie wiedzieli dlaczego - Nawet jedna osoba nie przeżyła...
- Ani jedna!?! - zapytał Bobercik
- Naprawde!?! - zdziwił się Mark
- Musiał ktoś przeżyć! - zawołał Rayman - Napewno!
Saiyan w płaszczu zamknął oczy i zaprzeczył kiwając głową. "To ściągnie tutaj dużo osób" - pomyślał wciąż nie otwierając oczu - "Niechcianych... I tych z którymi bym się z chęcią zobaczył... Tyle mam szczęścia, ci co żyli tutaj nie mieli go wcale. Hahaha, co w tym takiego zabawnego? Hahahaha! Hahahahahahaha! Ciepło tutaj... Chyba to wszystko źle na mnie wpływa..."

- Chodźmy stąd - zaproponował Daegurth - Zaraz zbiegnie się tutaj prasa i inni...
Upadł na jedno kolano wydając cichy jęk. Bart pomógł mu wstać, po czym kiwnął głową na "tak".
- Chyba masz rację, ale czy ludzie sobie tutaj poradzą? - zapytał Bart
- Nie - odpowiedział szczerze Saiyan - Ale co wolisz: dać im umrzeć, czy umrzeć przez nich?
Chłopak stanął jak wryty. Chciał powiedzieć, że im pomoże, ale nie do końca zrozumiał o co chodzi z tą śmiercią przez ludzi. Czyżby było coś o czym nie wie?
Daegurth wiedział, że jego brat nie zrozumiał. Musiał mu wyjaśnić, a w tym momencie było to bardzo proste.
- Widziałeś, co się stało, gdy wrzuciliśmy tam drzewo - powiedział Daegurth - Oni to pewnie zaczną gasić...
- No to niech ktoś tutaj zostanie i ich ostrzeże! - zawołał Rayman
- A co jeśli ten ktoś wróci? - zapytał Daegurth - Poza tym, co będą myśleć, jeżeli TYLKO ty przeżyłeś?
- Nooo... - Rayman stracił jakiekolwiek argumenty
- Faktycznie, nie ma innego wyjścia - powiedział Adrian czując duże obciążenie na swoich barkach, a jeszcze większe na sercu.

Daegurth zachichotał w rękach Bart'a, po czym zaczął się śmiać nieco głośniej. "O co mu chodzi!?!" - pomyślał Bobercik - "Odbija mu, czy co?".
- Co cie tak śmieszy? - zapytał poważnie Bart
- Mam wybór: śmiać się lub płakać - powiedział poważnie Daegurth - Oczywiście, że wybieram to pierwsze, choć sytuacja jest... niestosowna, hahaha...

"Więc on też się źle z tym czuje..." - zorientował się Adrian - "Ale ukrywa to w taki umiejętny sposób... Gdyby nie wyjaśnił, to nie miałbym o tym pojęcia!".

- Chodźmy już - powiedział Daegurth - Słyszę już w oddali helikoptery...

[center]***[/center]

- Dlaczego mi pomogłeś? - zapytała Terenis, gdy tylko Hebrid wyszedł na chwilę do kuchni
Rauko spojrzał na wampirzycę i się uśmiechnął. Podszedł do niej bliżej. Dzieliło ich teraz około pół metra, patrzyli sobie w oczy. Ten nagle powiedział, powoli - głośno i wyraźnie...
- Mogłem ci pomóc, albo... - powiedział, po czym zrobił krótką przerwę - Pomalować tobą ścianę na czerwono... Nie lubię przemocy - powiedział, po czym na chwilę spojrzał gdzieś w dal. Nagle dodał - Za bardzo.
Uśmiechnął się jeszcze bardziej. Wampirzyca, mimo, że widziała i słyszała już wiele przez całe życie, nigdy nie czuła większego strachu niż w tym momencie. Będąc tak blisko tego białowłosego chłopaka, który zachowywał się tak, jakby była nikim.

Do pokoju wszedł Hebrid, Rauko w tym momencie stał przy oknie patrząc na grzybek po wybuchu, który utworzył się z dymu, a teraz powoli zwiewał go wiatr.
- Cholera, ciekawe co tam się dzieje? - zastanawiał się Hebrid, który nie do końca jeszcze ochłonął po tym, co przed chwilą się stało. Chciał uciec od tego wydarzenia, zapomnieć o tym, że Terenis mogła przed chwilą pozbawić go życia.
- Pewnie już po wszystkim, bo wracają - powiedział Rauko - I nie tylko oni. Kilka osób przyjdzie tutaj nieco później...
- Jak to? - zapytał Hebrid
"Skąd on to wie?" - pojawiło się pytanie w głowie Vampirzycy. Nigdy nie widziała, by ktoś tak spokojnie stojąc mówił o tym co się stało setki kilometrów dalej, gdy nie był naocznym świadkiem - "Naprawde oni tutaj już wracają?".
- Gdybym śledził tamto miejsce wcześniej, to nawet wiedziałbym co się stało - przyznał się chłopak - Ale, nie miałem pojęcia, że coś takiego się tam wydarzy.
- Co dokładnie się tam stało? - zapytała Terenis
Rauko się obrócił i westchnął. Uniusł ramiona w geście ukazującym, że nie wie.
- Nie mam pojęcia, ale wszyscy którzy byli w tamtym mieście zwiedzają już czeluści Hadesu - zaskoczył znajomością mitologii greckiej Rauko
- Czy ty mówisz, że wszyscy zginęli!?! - zapytał zdziwiony Hebrid
- Puść sobie dowolny kanał w telewizji, powinno być o tym głośno... - powiedział Rauko patrząc wracając do wyglądania przez zamknięte okno.

Hebrid rzucił się jak szalony po pilota leżącego na stoliku. Nie do końca wierzył w to, co powiedział mu ten chłopak. Nawet za dobrze go nie znał - "może kłamie lub żartuje?" - zastanawiał się naciskając przycisk włączający telewizor na pilocie.

Czarny obraz nagle się zaświecił, powoli z tego światła wyłoniły się kolory. Słychać było też bardzo cicho dźwięk, dlatego Hebrid wyregulował głośność, aby mógł dobrze słyszeć.
- Cholera, razi... - powiedziała Terenis przymykając oczy i zakrywając je częściowo dłonią.
Była vampirem, jej wzrok był wrażliwy na światło, w szczególności słoneczne. Jeżeli zbyt długo patrzyłaby w taki odbiornik, to oślepłaby. Samo słońce może ją zabić, jeżeli nie posmaruje się odpowiednimi olejkami będąc pod jego działaniem.

Wampirzyca i człowiek wbili wzrok w czarną skrzynkę. Akurat trafili w idealnym momencie...

Nagle pojawił się prezenter przed ekranem. Siedział na fotelu obrotowym w przy swoim biurku. Za nim widać było kilka odbiorników. Spojrzał jeszcze raz w kartkę leżącą przed nim, na blacie, po czym zaczął.
- Przepraszamy za przerwę w programie, jednak mamy państwu coś do przedstawienia - powiedział swoim pełnym perswazji głosem
W lewym-górnym rogu pojawił się mały obrazek ukazujący płonące miasto, tuż pod nim widniał krótki opis. "Wybuch w Hereid".
- Z tej strony Farith Teroh - powiedział, po czym westchnął - Kilkadziesiąt minut temu w mieście Hereid nastąpił wybuch, który zabił wszystkich mieszkańców i zrujnował całe miasto - ciągnął co chwilę zaglądając na ekran pomocniczy. Najwidoczniej wciąż był w szoku po dowiedzeniu się o tym zajściu
Obrazek w lewym-górnym rogu się zmienił. Widać tam było teraz martwe dziecko, dziewczynkę. Opis pod obrazkiem też uległ zmianie. "Śmierć dosięgła wszystkich!".
- Jak dotąd niewiadomo jakie są przyczyny wybuchu - powiedział - A teraz połączymy się z naszym reporterem, który jest na miejscu zdarzenia.

Obraz nagle się zmienił, włączono inną kamerę. Widać było teraz dosyć wysoką panią reporter za którą ciągnął się szlak krwi, który prowadził do płonącego miasta. Najbardziej wzrok przyciągał jeden z płonących budynków, gdyż ogień który pokrywał to skupisko gruzów był całkiem czarny.
Na dole pojawił się niebieski pasek, na którym można było wyczytać "Reporterka Monika Roty", a nieco bardziej na prawo "Wybuch w Hereid".
- Ciężko opisać słowami to, co tu się dzieje - powiedziała swoim melodyjnym głosem - A jeszcze ciężej dojść do tego, co tutaj się stało. Ciała na ulicy, a nawet wbite głęboko w powierzchnię ziemi. Z pewnością to co tu się stało zostanie zapamiętane długo, przez wszystkich, a szczególnie przez rodziny tych, którzy byli tutaj w momencie tej eksplozji. Obecnie przypuszcza się, że wybuch został spowodowany przez dziwny czarny ogień, który tymczasowo jest obserwowany. Za niedługo powinny rozpocząć się akcje gaśnicze.
Widać było jak za reporterką wjeżdżają wozy strażackie natychmiast przygotowując armatki wodne.
- Jak dotąd nie ma informacji o tym kto przeżył - ciągnęła dalej reporterka - Nic nie wskazuje też na żadne skażenia biologiczne, promieniowanie w tym miejscu jest na bardzo niskim poziomie, co pozwala przypuszczać, że nie wybuch nie został spowodowany przy pomocy broni masowego rażenia.
- Włącz nagrywanie - powiedział Rauko - Szybko!
Wiedział, że jest to transmisja na żywo, miała zaledwie kilka sekund opóźnienia, a już widział, że strażacy biorą się za gaszenie. Hebrid nie rozumiejąc o co chodzi nacisnął przycisk włączający nagrywanie na nośniku DVD, rozległ się cichy pisk, a potem słychać było dźwięki czytnika laserowego.

Strażacy zaczęli strzelać z armatek wodnych. Nagle wszystko się zapaliło, a obraz zniknął. Ekran zrobił się paskowany w różne kolory, w lewym-dolnym rogu pisało "Brak sygnału"(ang. "No signal").
Słychać było głośny, naprawde potężny huk, a niebo jeszcze bardziej pokryło się dymem.

Nagle na ekranie znów ukazało się studio telewizyjne i dobrze znany prezenter.
- Niestety straciliśmy łączność z naszym reporterem, mamy nadzieję, że później znów ją nawiążemy - powiedział prezenter, po czym spojrzał na coś - Jak to nastąpiła kolejna eksplozja!?!
Mężczyzna aż podskoczył, po czym przypomniał sobie, że jest na wizji, usiadł spokojnie i zaczął mówić.
- Według naszych informatorów nastąpiła kolejna eksplozja, tym razem nieco większa - powiedział prezenter - Cokolwiek to jest, Boże, miej nas w swojej opiece... Zawiadomimy państwa, gdy tylko dowiemy się czegoś więcej.

Studio znikło z ekranu czarnej skrzynki, kontynuowany był serial komediowy pod tytułem "Lalalatałem", jednak większość odbiorników w tym momencie została wyłączona. Kto po usłyszeniu takich wiadomości ma chęć na oglądanie komedii?

- Panie Hebrid, proszę puścić nagranie na spowolnionym tempie, jedna-szesnasta - powiedział Rauko - Albo mniej, jeśli pan może. To jest najwyższa jakość DVD, tak?
- Tak - potwierdził mężczyzna włączając odtwarzanie na spowolnieniu - Może być? - zapytał ustawiwszy jedną trzydziestądrugą normalnej prędkości.
- Mam nadzieję, że tak... - powiedział chłopak podchodząc do ekranu.

Strażacy zaczynają strzelać z armatek wodnych. Wszystko dzieje się tak powoli, mozolnie. Woda bez pośpiechu jest ciskana przez wytworzenie odpowiedniego ciśnienia. Powoli leci przed siebie do czarnego płomienia. Zetknęło się z dziwnym ogniem i... Nagle cała woda zaczęła się zapalać, wstecz, aż do armatki. Potem zapaliła się armatka i operujący nią strażak - a to wszystko w ułamku sekundy. Następnie nastąpiła eksplozja, wybuchnął cały radiowóz strażacki, potem eksplodowały następne wozy. Wszystko nagle pokrył ogień i obraz nagle zniknął, pojawił się napis "Brak sygnału".

Hebrid nie wierząc własnym oczom jeszcze dwa razy włączył ten materiał na spowolnieniu. Terenis siedziała nie odzywając się ani słowem. "Tyle jedzenia się zmarnowało..." - pomyślała, gdy jej kły wyszły na zewnątrz na widok krwi w telewizji - "Tfu, co ja myślę, ile osób tam zginęło!?! Jak to się stało?". Ostre trzecie zęby, wg licznika dentystycznego, schowały się powoli w specjalnych kieszonkach.

"Powinienem tam być" - pomyślał Rauko - "Może bym mógł coś zrobić..."

[center]***[/center]

Klęknął patrząc na ziemię. Gdyby spojrzał przed siebie zobaczyłby w oddali czarne niebo od dymu. Jego wzrok przykuła dziwna energia, która została na ziemi mimo, że nic tutaj teraz nie było. Zwykły człowiek tego by nie zauważył, ale on był niezwykły.
Honou wstał i zaczął biec wzdłuż śladu energii, w stronę płonącego miasta...

[center]***[/center]

Daegurth niesiony przez Bart'a i cała reszta, która wracała z płonącego piekła, nie odezwali się ani słowem po drodze. Byli w zbyt dużym szoku, który chyba najdotkliwiej dotknął Roksię. Dziewczynka stawiała krok za krokiem nie patrząc gdzie idzie, nie obracając wogóle głową, która była całyczas opuszczona w dół.
"Cholera" - pomyślał Bobercik patrząc na swoją siostrę. Uszczypnął się, żeby upewnić się, czy to wszystko dzieje się naprawde. Niestety nie był to zły sen - "Już nigdy jej nie zabiorę w takie miejsce, ona jest małą dziewczynką, powinna bawić się z rówieśnikami, a nie zabijać... Cholera, powinienem był tak postanowić już dawno temu!".
Adriana zaczęły nękać pytania. Szczególnie jedno: "Skąd tam się wziął Daegurth?". Przecież był niedawno u Hebrida, jednak domyślił się odpowiedzi, jakiej Saiyan udzieliłby mu: "Przybiegłem tu tak szybko jak mogłem". Po tym jak zobaczył, a raczej wyczuł, to z jaką prędkością może poruszać się Daegurth nie uważał tego za niewykonalne.

Daegurth nagle się zatrzymał. Spojrzał na Bart'a, który nie wiedział co się dzieje.
- Czekajcie! - zawołał Bart do idących nieco przed nimi
- Co jest? - zapytał Rayman
- Ktoś tutaj zaraz przyjdzie - powiedział Daegurth - Raczej go znamy

Nagle, zanim ktokolwiek zadał jakiekolwiek pytanie, obok Bart'a i Daegurth'a w powietrzu pojawił się Groly. Rozejrzał się w prawo, lewo, po czym zaczął patrzeć na Daegurth'a.
I w tym momencie stało się najmniej oczekiwane. Na ziemi, tuż przy Daegurth'u, pojawił się Broly Darkness. Groly momentalnie otworzył szeroko oczy ze zdziwienia.

- Daegurth, co się stało? - zapytał Broly Darkness nie przejmując się niczym innym, jak saiyanem z którym rozmawia
- Nie wiem - odpowiedział - Fajnie, że wpadłeś.
Legendarny saiyan uśmiechnął się dumnie, po czym wbił wzrok w wiszącego w powietrzu chłopaka. Wisiał na niebie i patrzył w jego stronę w taki sposób, że niemal wpadł w szał.
- Co to za pajac? - zapytał Broly Darkness, oczywiście nie bezpośrednio tego o kogo mu chodzi. Nie rozmawia ze śmieciami.
- Pajac!?! - zdziwił się Groly określeniem brata, który nawet nie zorientował się kim jest naprawde
- Przypominasz mi... - powiedział Broly Darkness, jednak Daegurth mu przerwał
- To jest on - powiedział - Kope lat, no nie?
- Broly, zaraz rozetrę ci tą brzydką twarz na chodniku, zniknie z niej ten głupi uśmieszek! - zawołał Groly
Legendarny saiyan zaczął się śmiać. Po prostu nie mógł wytrzymać tego jakiego ma niemądrego brata. "Mówi takie rzeczy, gdy nie ma szans" - pomyślał.
- Jesteś silniejszy - powiedział Broly Darkness - Ale conajmniej wyprzedziłem cie o pięć lat intensywnego treningu.
- Co!?! - zawołał Groly jednocześnie zamieniając się w SSJ.
Zniknął, pojawił się tuż obok brata i uderzył go w twarz. Zanim jednak jego pięść dosięgła celu padł na ziemię trzymając się za żołądek. Odmienił się ze stadium Super Saiya-jin'a w momencie, gdy pochylił się przy ziemi, a następnie upadł.
- Głupiutki braciszku - powiedział Broly Darkness - Nie jest to ani czas, ani miejsce na naszą walkę, w której z pewnością byś przegrał.
"Moje ciało..." - pomyślał Groly trzęsąc się z bólu - "Nawet nie zamienił się w SSJ... Nawet nie widziałem jak zaatakował!!!"

- Wystarczy - powiedział Daegurth - Narazie wystarczy, będziesz mógł się nad nim znęcać, jak tylko nam się uda
- Jak co się uda? - zapytał Bart
Saiyan ociągał się z odpowiedzią. Nikt nie wiedział o co może tak właściwie chodzić, Broly Darkness, który był wtajemniczony, mniej więcej się orientował, sam nie był pewien co się stanie i co mają zrobić. Wcześniej Daegurth kazał mu czekać, aż znajdzie jakiś sposób, a gdyby się tak nie stało, to...
- Uciec z tej planety - odpowiedział Daegurth - Do jutra nie zostanie po niej nawet mały skrawek, musimy uciekać jak najdalej
- A więc nie ma żadnego wyjścia? - zapytał się Broly Darkness, po czym beznamiętnie dodał - No cóż, podobała mi się ta planeta, szkoda że zniknie, ale skoro tak mówisz...

"O czym oni wogóle mówią?" - zastanawiał się Bart nie do końca przekonany o dobrych zamiarach Daegurth'a i Brolyego - "Mamy uciec? Dlaczego? Dlaczego ta planeta...? Co się z nią stanie!?!".
- Ehhh, głupoty gadają, nie ma czegoś takiego, planety nie znikają - powiedział Dyninio - Nie ma czegoś takiego jak "koniec świata"...
Spojrzał na Daegurth'a, a potem na Brolyego Darkness. Ich twarze mówiły same za siebie - nie masz racji.
- Prawda...? - dodał niepewnie
- Wolałbyś nie wiedzieć - odpowiedział Daegurth - Bart, prowadź do domu...


[center]***[/center]

W mieście jeszcze do niedawna panował chaos. Do niedawna, gdy nastąpiła kolejna eksplozja. Wszystko nagle się uspokoiło. Został tylko ten czarny ogień po środku miasta. I masa popiołu ciągnącego się zarówno wzdłóż podłoża, jak i w powietrzu, poprzez wiatr.
Chłopak podszedł bliżej czarnego ognia wciąż patrząc na niego swoimi unikalnymi oczyma. Wokół czuł pełno energii, jednak sam ogień najbardziej przyciągnął jego uwagę. Mimo, że wciąż używał senshinken'u, wciąż ledwie widział ten ogień. Jakby wokóle nie powinno go tam być, jakby tu nie pasował, nie istniał. Spojrzał na normalny płomień, nieco dalej. Widział go dobrze, rzucał jasne światło i pełno energii wokół. A ten czarny? Nic, nawet troche energii nie wyrzucał na zewnątrz, cała zostawała w środku.
Starał się nie skupiać na ogniu, który całyszas przyciągał jego uwagę, jakby chciał go wciągnąć do środka. Wtedy właśnie zrozumiał zasadę jego działania. On chce wciągnąć wszystko do środka. On tutaj nie pasuje, bo nie ma energii, nie ma jej wogóle, ma ujemną wartość energii. Nigdy o tym nawet nie słyszał, by coś mogło mieć ujemną energię, ale nie słyszał i nie widział jeszcze wielu rzeczy.
Jedynym sposobem na zgaszenie tego ognia śmierci jest zapełnienie go energią, jednak jak to zrobić, gdy ten nawet nie stara się pobierać energii z otoczenia? Honou zdecydowanie za mało wiedział o tym dziwnym płomieniu, żeby zrobić cokolwiek.

Wtedy zobaczył jego. Szedł powoli w stronę dziwnego płomienia. Wyglądał na przerażonego, jednak nie cofnął się i nie zwolnił ani na chwilę. Zatrzymał się dwa, może trzy metry od dziwnego ognia. Nagle na jego plecach pokazał się dwustronny topór. Szybko złapał go w ręke, po czym zaczął kręcić przed sobą.
Nagle ogień zniknął. Po prostu rozpłynął się w powietrzu, tak samo jak dziwna postać.

Honou potrząsł głową z wrażenia. Podbiegł bliżej. Jedyne co zobaczył to głęboki na kilkanaście metrów w dół krater, na dnie którego znajdował się mały, czerwony płomyczek. Zawiał wiatr, a ten zgasł...

[center]***[center]

- Bobercik - zawołał Daegurth wspierając się na bracie
- Tak? - zapytał nie wiedząc o co chodzi Bobercik. Nie był w najlepszym nastroju po tym, jak dowiedział się o nadchodzących wydarzeniach
- Czy masz jeszcze swój statek?
- Mam, ale... Czy to nim mamy odlecieć?
- Nie widzę innego wyjścia. Albo stąd odlecimy jak jeszcze możemy, albo nigdy...
Od domu w którym tymczasowo zamieszkiwali dzieliło ich kilkanaście kroków. Jeszcze troche i znajdą się u Hebrida, który z pewnością poda im coś ciepłego do jedzenia, a potem... Muszą uciekać, jak najszybciej, jak najdalej. Ale dlaczego? Co się stanie?
- Mam przygotować statek - powiedział nieco do siebie Bobercik, po czym obrócił się do Daegurth'a - Ale na co? Muszę wiedzieć co nas czeka, żebym przygotował odpowiedni sprzęt. Znasz się na elektronice, o ile się nie mylę? Jaką prędkość musimy osiągnąć?
Daegurth spojrzał dziwnie na Bobercik'a, po czym pomyślał "Oj, Daegurth, ty to jednak jesteś mądry, bardzo, bardzo mądry. Gdyby nie ty, to byłoby po nich... Na szczęście przewidziałeś tyle wyjść, że i w plan ucieczki wbudowałeś ulepszenie statku Bobercik'a...". Saiyan sięgnął pod płaszcz. Wyciągnął spod niego płytkę krzemową, szeroką, pełną przewodów, pokrytą dziwną mazią. Rzucił ją do Bobercik'a, który natychmiast ją złapał i zaczął oglądać.
- Co to jest? - zapytał nie będąc pewnym - Wygląda na dopalacz, ale bez silnika?
- To akcelerator mocy. Wmontuj w silniki, a otrzymasz maksimum mocy i minimum strat. Instrukcje masz tutaj - Daegurth rzucił do ucznia małą dyskietkę - Powinniśmy osiągnąć nadświetlną, nawet podwójną, wtedy będziemy bezpieczni.
Bobercik na moment zatrzymał się, tuż przed naciśnięciem klamki do rezydencji Hebrid'a. "Podwójną nadświetlną?" - zdziwił się. Wiedział, że jest to naprawde ogromna prędkość, w praktyce nigdy nie osiągnięta, jedynie w teorii. Osiągnięto półtora nadświetlnej, po czym statek rozpłynął się przez przegrzanie rdzenia i silników. Nie zostało po nim za wiele, a załoga...
- Jak to, podwójną nadświetlną!?! - zawołał - Przecież...
- Spokój Bobercik - przerwał mu Saiyan - Z tym urządzeniem możemy osiągnąć nawet potrójną, jednak wtedy nanoboty nie zreperowałyby żadnych szkód. Dlatego mówię o podwójnej. A jak masz jakieś pytania, to wpisz w komputer, nanoboty posiadają jednostki informacyjne, przynajmniej moje.
Daegurth przechylił się wyrywając się Bart'owi, po czym stawił kilka niepewnych kroków. Odsunął ręke Bobercika znad klamki i sam ją nacisnął wchodząc do środka. Do jego nozdrzy dotarły momentalnie dwa rodzaje zapachu. Dwa, jeden tak dobrze znany i kochany, a drugi... Wzbudzający strach.
Zapach krwi był ledwie wyczuwalny, jednak nie ten przykuł jego uwagę. Nieczysta krew - to coś kompletnie innego. Dodatnia energia z nieczystą krwią: tuż przed nim, kilka metrów, obok Hebrida, siedziała Terenis. Zacisnął zęby i przełknął śline. Zrobił to bardzo szybko, spieszył się, sam dobrze wiedział dlaczego. Potem rozluźnił się całkowicie, jak zwykle.
Bart patrzył na przechodzącego przez drzwi brata. Czas dla niego spowolniał, wydawałoby się jakby szedł tam w nieskończoność. Nawet się nie obejrzał do tyłu. Czuł jak jego brat się od niego oddala... Poczuł w swojej głowie jakiś szum, który zagłuszał wszystko co się działo.
- ... zabij mnie... - usłyszał nagle w swojej głowie - ... teraz... nie spodziewam się... zrób to...
Wszystko nagle wróciło do normalności. "Co to było!?!" - zastanawiał się Bart stawiając krok do przodu, potem następny.
- Hej, Bart, wszystko ok? - zapytał Dyninio zauważywszy chwilowe zachwianie przy stawianiu kroku kolegi
- Nie wiem - odpowiedział Bart - Nie wiem, nie mam pojęcia...
Zatrzymał się. Zacisnął zęby i zrobił pięści.
- Od niedawna - ciągnął - Coś mnie prześladuje... Ale... Nieważne.
Obrócił głowę, zobaczył jak Dyninio mówi "To dobrze, już myślałem, że coś się stało...". Spojrzał przed siebie. Zobaczył jakby swoje odbicie. "Chyba za mało śpie" - powiedziało - "Nieważne...". Zaczął wbiegać do domu Hebrida, gdzie weszli już wszyscy, jednak drzwi nagle przed nim się zamknęły. Zobaczył tuż przed sobą Daegurth'a.
- Welcome - powiedział okropnie ochrypłym głosem który obił się echem w jego głowie
- Daegurth, co się dzieje!?! - zapytał Bart
Jego brat zaczął się śmiać iście diabolicznym śmiechem. Odchylił się lekko do tyłu, podniósł głowę, zamknął oczy i otworzył szeroko usta. Wydał z siebie głęboki krzyk, który stopniowo zmieniał się w śmiech. Trwało to dosyć długo, dopiero po chwili śmiech ucichł, powoli, stopniowo.
- Jednak jesteś głupi - odezwał się demonicznym głosem patrząc Bart'owi w oczy. Źrenice Daegurth'a były czerwone, a pośrodku znajdowała się tylko niedługa czarna kreska.
- D...Drake! - zawołał Bart, po czym poczuł ucisk na karku. Nagle niewidzialna siła go uniosła i potrząsła. Saiyan zakrzyczał z bólu.
- Mimo, że jesteś głupi, to powoli dowiadywałeś się kim jestem naprawde - powiedział Drake w ciele Daegurth'a - Ach, ten twój brat, mimo, że wygrałem z nim pojedynek o moc, to wciąż starał się cie ostrzec... Ale nie będzie to już potrzebne, zaraz się ciebie pozbęde.
Bart najwidoczniej chciał coś powiedzieć, jednak wtedy niewidzialna siła zacisnęła się mocniej na jego gardle.
- A to ty miałeś mi pomóc w zrealizowaniu planu przejęcia tego wszystkiego - powiedział Drake, jakby oburzony - Masz w sobie moc, której nie widzi nikt, nikt prócz twojego brata. Ale on się jej boi, bo wiesz co się stało jak odkrył ją w sobie?
Wiszący w powietrzu Bart znów usłyszał diabelski śmiech poprzedzony dziwnym krzykiem. Tym razem jednak nagle ucichł, a Drake kontynuował swoją przemowę.
- Jednak musiałeś nabierać podejrzeń - powiedział Drake - Cóż, poradze sobie bez ciebie, zostaniesz na Ziemi, a my z niej uciekniemy. Nawet teraz nie mogę cie zabić, bo ciało Daegurth'a odmawia takiej akcji. Widzisz, on jest tak jakby zaprogramowany, dlatego trzeba uważać. Jak to się mówi "Baw się z ogniem, a się poparzysz", dlatego nie zaryzykuje łamania wpisanych instynktów. Poobijać cię jednak mogę.
Saiyan poczuł nagle ból. Początkowo tylko w prawym ramieniu, potem nagle w lewym, na łydce, na biodrze. Stopniowo się nasilał, wzrastała ilość obolałych punktów. A on nie mógł nawet krzyknąć by ostrzec innych. "Muszę" - pomyślał.
- Oooo, chcesz krzyknąć? Zawiadomić innych? Ułatwię ci to - powiedział Drake
Nagle niewidzialna siła gniotąca krtań Bart'a poluzowała się a ten wydał z siebie okropnie głośny krzyk. Fala energii starała się wydostać spod skóry chłopaka, z jego ciała, jednak zatrzymała się tuż obok.
- Heh, już po tobie - powiedział Bart dysząc, nie zwracając uwagi na ból - Zaraz... Tutaj przyjdą i cię... Zabiją... Ostatecznie...
- Ała, aż mnie to boli! - zawołał śmiejąc się Drake wciąż ukrywając się w ciele Daegurth'a, po chwili spoważniał i wbił swój smoczy wzrok w wiszącego przed nim w powietrzu - Nawet nie wiesz w jakiej beznadziejnej jesteś sytuacji. Nikt, zupełnie nikt ci nie pomoże... Pokażę ci, niech to będzie dla ciebie jasne.
Bartem nagle rzuciło w prawo podleciał do okna domu Hebrid'a i zaczął patrzyć do środka. Zobaczył tam drugiego siebie pomagającego wstać Daegurthowi. O czymś rozmawiali, chociaż ciężko było usłyszeć co.
- Chcesz usłyszeć? Dobra, na życzenie! - zawołał Drake uśmiechając się
Nagle Bart wbił się przez okno do mieszkania. Nikt nawet nie obrócił głowy w jego stronę, jakby go nie usłyszeli, nie zobaczyli. Chociaż krew spływała po jego ciele i ubraniach, a kawałki szkła wbite w jego ciało zmusiły go do wydania cichego krzyku, nikt nawet nie drgnął.

- Więc mamy stąd uciekać? - zapytał Rauko - Ale przecież musi być jakiś sposób...
Daegurth podniógł głowę w stronę Rauko i zaczął się śmiać.
- Ty i te twoje teorie...
- Grozisz mi? - zapytał Rauko
- Yes, I'am threating to you! - zawołał w żarcie Daegurth

"Oni nawet nie wiedzą co się dzieje... Nie, to jakaś paranoia! To się nie dzieje naprawdę!" - pomyślał Bart

Hebrid jeszcze raz włączył płytę z nagraniem. Wszyscy przyjrzeli się niesamowitemu wybuchowi na spowolnionym tempie, gdzie dokładnie widać jak wszystko się na początku zapala.

- Oj, ale było fajnie... - powiedział Drake uśmiechając się - Naprawde, czasami zadziwiam sam siebie...
Do Bart'a dotarło dopiero teraz. Ten cały wybuch to sprawka Drake. Kto inny potrafiłby stworzyć taki ogień, jak nie smok?
- Dlaczego? - zapytał Bart resztkami sił - Dlaczego!?! - zakrzyczał - Dlaczego to robisz... - powiedział ciszej
- Mam bardzo prosty powód: Bo mogę - odpowiedział szybko Drake - Mogę i dlatego to robię. To jest coś, czego nigdy, twój sukinsyn brat, by nie zrobił. "Nie wolno" zawsze sobie wmawiał, "skrzywdzisz innych", "musisz uważać". Głupoty pier*olił! Teraz pokaże to co on tak ukrywał. Sam widzisz, taką iluzję... Idealna, nikt nawet nie nabrał podejrzeń... I pomyśleć, że to tylko 5% mocy Daegurth'a... Aż nie chce mi się używać całej na raz, chcę się nią rozkoszować!
"Pięć procent?" - zdziwił się Bart - "Jak to pięć procent? Taka iluzja, to pięć procent?". Drake dostrzegł zdziwioną minę Bart'a i natychmiast udzielił mu odpowiedzi.

- Moc tego Saiyana dzieli się. Dziesięć procent to iluzja, dziesięć procent to walka przy użyciu przedmiotów, dwadzieścia procent to wszelkiego rodzaju energia, dwadzieścia procent walka wręcz, pozostała dwudziestka to instynkt i intuicja - powiedział Drake - Zwyczajnie jedno nie ma wpływu na drugie, jednak on nauczył się łączyć, wszystko na raz. Dlatego go szanuję. Jest wspaniały jeżeli chodzi o znajdowanie wyjść z niesamowitych sytuacji lub sposobów na cokolwiek... Nawet miał kilka sposobów na ocalenie planety, ale to już przeszłość...

Bart kątem oka zobaczył czarną energię wydobywającą się z jego pokoju. Nie miał pojęcia co to jest, ale wiedział, że gorzej już być nie może...
Szukał wyjścia, jakiegokolwiek. Jednak nawet nie wiedział w jaki sposób trzymał go Drake w powietrzu. Czy to jest telekineza, czy jakaś dziwna energia, czy bóg jeden wie co...
Ta czarna energia wciąż nie dawała mu spokoju. "Co to cholera jest!?!" - zadał sobie pytanie wciąż wbijając w nią wzrok kątem oka.
- Ale jeszcze nie jest za późno - powiedział Drake - Jeżeli chcesz, mogę podzielić się z tobą tym wszystkim... Wszystkim, tak, dobrze powiedziane! Wszystko będzie należeć do nas! Więc jak?
- Co jeśli powiem nie? - zapytał Bart sprawdzając jak zareaguje na to Drake
Kontrolowane ciało Daegurth'a zaczęło się śmiać tuż po wydaniu charakterystycznego dla Drake krzyku ciągnącego się daleko echem.
- Wrzuce cie w takie miejsce, z którego nawet Daegurth nie mógł się wydostać, a zaraz po tym wskoczę tam. Opuszczę ciało Daegurth'a, wezwę swoje, wyrwę ci wnętrzności i będe cie utrzymywał przy życiu, będziesz patrzył jak je pożeram. W końcu zobaczysz jak wszystkich twoich przyjaciół przeciągam na swoją stronę, a następnie zabijam, po kolei. Na początku niech to będzie... Roksia, tak mało przeżyła, jest jeszcze mała. Nie należy jej dłużej męczyć, widzisz, szanuje też jakieś prawa...
- Ty skur*ysynie! Bestio! Ch*ju! Myślisz, że ujdzie ci to na sucho!?! - zapytał Bart po czym posmutniał. "Tak, ciekawe kto go powstrzyma" pomyślał patrząc w podłogę
- Jaka jest twoja odpowiedź? - zapytał Drake - Życie w męczarniach, czy w luksusach?
"Daegurth, co ty byś zrobił..." - zaczął zastanawiać się Bart zamykając oczy. Nagle przypomniał sobie słowa Drake'a "nauczył się łączyć, wszystko na raz. Dlatego go szanuję. Jest wspaniały jeżeli chodzi o znajdowanie wyjść z niesamowitych sytuacji lub sposobów na cokolwiek...". Te słowa utkwiły mu w pamięci, nie wiedział dlaczego. Narzuciło się pytanie: "To też przewidziałeś?".

Dyninio się rozciągnął ziewając.
- Wiecie co? Zmęczony jestem... A skoro mamy stąd odlecieć, to spadam się dobrze wyspać! - powiedział po czym poszedł do swojego pokoju
- Jak wolisz, ja tam chce się porozkoszować ostatnimi chwilami tutaj... - powiedział Adrian - To co, robimy sex party?
Na twarzy Adriana pojawiły się niewielkie rumieńce.
- No, zamówimy panienki, trunki... Wszystko! - zawołał - I będziemy się bawić!
- Przynajmniej jeden normalnie myśli - powiedział Daegurth - Bawmy się, bo być może to ostatni raz, kiedy możemy...
Nagle umilkł, a cisza ogarnęła cały pokój. Na moment. Później znów zaczęły się rozmowy, żarty na wszystkie tematy i inne głośne rzeczy. Jak się później okazało wcale nie było żadnego "sex party".

"Co robić...?" - zastanawiał się Bart
- Możesz się pospieszyć? - zapytał Drake - Nudzi mi się... A z chęcią bym się nad tobą poznęcał!
"Ehhh, niecierpliwi się... Ała, wszystko mnie boli, nawet ruszyć się nie mogę..." - Bart przestał tracić jakąkolwiek nadzieję
- Wiesz, Drake, ta twoja propozycja... - ciągnął powoli - Nawet nie jest najgorsza, chociaż nie wiem... Nie jestem pewien, potrzebuje czasu...
- Masz pół godziny - powiedział Drake - Później uznaję, że się nie zgodziłeś i będe miał chociaż ubaw.
- Może chociaż postaw mnie na ziemię? - zapytał Bart
Nagle uderzył bardzo mocno o podłogę, aż się w nią wbił. Poczuł ból we wszystkich mięśniach.
- Nasz klient, nasz pan - powiedział beznamiętnie Drake - Leż sobie, jak wolisz

Wcześniej Bart nie mógł tego zobaczyć. Teraz miał lepszy kąt widzenia. Z niewielkiej szczeliny pod drzwiami do jego pokoju wydobywała się czarna aura. To widział tez wcześniej, ale teraz zobaczył też pełno błysków, które teraz odbywają się w pokoju. Nie działo się jednak nic więcej. "Co tam się dzieje...?" - zastanawiał się Bart - "Co jest w tym pokoju!?!". Z pewnością dałby wiele, żeby się tam znaleźć.

- Cholera jasna! - nagle rozległ się dźwięk obijający się echem. Dźwięk, dopiero po chwili Bart rozpoznał ten zdeformowany głos. Głos Dyninia

- No, ciekawe co się temu dzieje... - powiedział jakby sam do siebie Drake - Sprawdzimy...

Otworzył drzwi, Bart znów podniósł się w powietrzu i zaczął latać. Oczywiście nie z własnej woli. Wleciał do pokoju Dyninia, gdzie stał już Drake.
- No nie, uderzył się o łóżko i go boli - zachichotał Drake - Ale tu ma kurzu... I jaki bajzel, wszędzie dziadostwo... Idę stąd, ty też, niech śpi...

Wrócili do salonu, gdzie wszyscy rozmawiali o takich nieważnych sprawach.
- Jeszcze dwadzieścia pięć minut i trzy sekundy - powiedział Drake - Czas tyka...

[center]***[/center]

- Musimy stąd uciekać - powiedział Acer do Kris'a, tak nagle, po takim długim czasie milczenia - Idziemy na mój statek
- Ale dokąd? - zapytał Kris - Dlaczego?
- To długa historia, nie chce mi się opowiadać - powiedział Acer
- Mistrzu, proszę, skróć
"Z tym mistrzem to przesadza... Ale podoba mi się to, chociaż wie kto tu jest szefem. Dobra, niech mu będzie, tylko krótko" - pomyślał mężczyzna wzdychając.
- Nie będe się plątał w niemoje sprawy - powiedział Acer - A tam się dzieje coś złego
- Tam? - zapytał Kris - Gdzie, mistrzu?
"No nie... Dobra, ostatnie informacje jakich potrzebujesz, jeszcze by ci coś odbiło i być tu został..." - pomyślał Acer
- W tym domu jest coś źle, ale nie ważne - powiedział Acer - Teraz uciekamy z tej planety, w locie otrzymasz trening...
- Ale nawet nie mamy statku, mistrzu - powiedział Kris
Acer zatrzymał się patrząc na polankę przed sobą. Sięgnął po coś pod płaszcz, po czym wyciągnął ręke. Nagle Kris zobaczył jak powoli odsłania się przed nim ogromy statek do podróży kosmicznych. Był większy od statku Bobercika i z pewnością bardziej nowoczesny, pewnie przygotowany na wszystko... Niemalże wszystko.
Mężczyzna natychmiast zbliżył się do statku i zaczął wszedł na windę, która miała zabrać go na pokład. Kris się ociągał rozglądając się na boki. Acer bez słowa włączył windę, a ta zacząła wjeżdżać do góry, na pokład.
- Hej, mistrzu! - zawołał Kris - Czekaj na mnie!
Gdyby nie wskoczył na windę, to by nie dostał się na statek. Nie, to złe okreśenie dla tej ogromnej machiny. Gdyby nie zdążył to nie zobaczyłby znajdujących się w środku ogromów pustej przestrzeni i paczek w różnych miejscach.
- Łał... - powiedział cicho Kris("WoW" dla tych którzy wolą wersję ang. tego zwrotu)
Obrazek

Obrazek
Dołącz do gry! Naruto-Arena.com

Obrazek

http://www.daegurth.blog.onet.pl

Słowo "siła" ma wiele znaczeń.
Awatar użytkownika
Dae
Zasłużony
Posty: 1200
Rejestracja: śr gru 22, 2004 1:26 pm
Lokalizacja: Bukowno

Post autor: Dae »

- Hej! - zawołał Daegurth widząc zbliżającego się Honou
Chłopak natychmiast podbiegł do rudowłosego, zatrzymał się przed nim i zaczął powoli wyjaśniać co widział.
- Ktoś przyszedł tam, na miejsce tego wybuchu i pozbył się tego czarnego ognia - powiedział Honou - Jak on to zrobił?
- Naprawdę? - zdziwił się Daegurth - Cóż, nie ma co przed tobą ukrywać, dowiesz się, teraz, czy za minutę...
- Czego ukrywać? - zapytał Honou
- Wszystkiego - nagle głos Daegurth'a stał się demoniczny, a jego oczy stały się krwistoczerwone - Honou, jesteś słaby, bardzo słaby. Ledwie udało ci się pokonać Daegurth'a, teraz zobaczysz prawdziwą potęge Drake'a!
- Drake'a? - zdziwił się chłopak. To imie było mu obce - O czym ty mówisz?
- Pamiętasz tą dziwną, czerwoną energię? - zapytał demonicznym głosem Daegurth - Ona należała właśnie do mnie. Pamiętasz co się stało zaraz po tym, jak Daegurth jej użył?

Do pamięci Honou wrócił moment walki. Daegurth'a pokrywała czerwona aura, która okryła go nadając mu kształt małej, skrzydlatej bestii. Rozpłynął się w powietrzu. Chłopak poczuł na sobie kilka uderzeń i okropny ból. A zaraz potem... Daegurth zablokował energię. Mimo to Honou wciąż czuł jak miejsca, które trafił Saiyan bolą. Spojrzał na klatkę piersiową, która zaczęła się czerwienić, bardziej i bardziej, aż zaczęła krwawić. Natychmiast chwycił się za twarz, ta się nie zaczerwieniła.

Honou nie przejmując się tym co mówi Daegurth włączył swój Bloodline limit. W jego gałkach ocznych pojawiła się niewielka czerwona kulka. Ustawił się w pozycji bojowej, luźno stanął na nogach, podniósł ręce nieco do góry.
Drake zaczął śmiać się poprzedzając swój diabelski śmiech rykiem, czy krzykiem - jak zwał, tak zwał. Obie części były jednakowo przerażające. Honou głośno połknął ślinę i zaczął lekko się trząść.
- Też bym się bał - powiedział Drake - Gdybym spotkał drugiego siebie, bałbym się, kur*wsko!
- Kto mówi, że się boję? - zapytał chłopak - Po prostu się rozgrzewam
Drake wnikliwie wbił oczy w chłopaka i nastawił uszu. Faktycznie dostrzegł, że energia Honou była teraz bardziej stabilna, a jego mięśnie bardziej nagrzane. Kto, jak kto, ale smok taki jak Drake wyczuwał nawet najmniejszą zmianę temperatury. "Szybko się rozgrzał, silny jest. Ale Daegurth musiał się nawygłupiać, żeby z nim przegrać... Żenada..." - pomyślał Drake

Chłopak nawet nie zobaczył ruchu bestii w ciele Daegurth'a. Nagle opadł na kolana, a przeciwnik stał już za nim. Zaczął ciężko dyszyć, poczuł ból na całym ciele. Spojrzał na swoje ręce, które zaczęły się czerwienić, a po chwili i krwawić. Wypluł krew, która nagromadziła mu się nagle w ustach.
"Cholera, co to było!?!" - zdziwił się - "Kiedy zaatakował...?"

- Naprawde, żeby Daegurth dał się pokonać takiemu złamasowi jak ty... - powiedział Drake po czym zaczął się śmiać

"Czy ja naprawde mogę wygrać z takim kimś... Z takim czymś?" - zadał sobie w myślach pytanie Honou - "Nigdy nie walczyłem z czymś takim... Nigdy... Dlatego tym razem muszę użyć całej mocy, wszystkiego co mam... Nie tak, jak w walce z Daegurthem przedtem!".
- Chou... Senshinken! - zawołał Honou

Kulka w jego gałkach ocznych zaczęła się poszerzać tworząc źrenicę wypełnioną kolorem bordowo-czerwonym. Pięknie lśniła z każdej strony, zewsząd była otoczona bielą gałki ocznej chłopaka. Honou zamknął oczy. Wtedy zobaczył wszystko dokładnie. Energia ziemi, wcześniej tak ledwie wykrywalna, wydawała się teraz przeolbrzymia. Wyczuwał energię głazów, świerszczy, mrówek, drzew, kwiatków... I tą najolbrzymiejszą ze wszystkich, energię Drake, która latała wokół ciała Daegurth'a, jak i w jego wnętrzu.
Iluzja przestała działać na Honou. Ta umiejętność wykrywa iluzje, nawet na takim wysokim poziomie. Zobaczył jak miasto leży w ruinach. Jedynym budynkiem, który trzymał się kupy, był oddalony od niego dom Hebrid'a.
"Ty cenzura!" - pomyślał Honou dowiadując się, że to wszystko było jedną, wielką iluzją - "Zapłacisz za to!".
- Shinkensho: gojuhachi kendan! - zawołał Honou, a z jego ciała na moment wyleciała duża dawka energii. Podniósł się szybko. Patrzył na śmiejącego się Drake. Skoczył w jego stronę z ogromną prędkością. W praktyce znalazł się przy nim w ułamku sekundy, nie zajęło mu też więcej niż ćwierć sekundy przygotowanie się do ataku i uderzenie. Jednak to wciąż było za wolno...
Zobaczył jak Daegurth rozpływa mu się przed oczyma i niczym chmura przelatuje obok niego, pojawiając się ostatecznie za nim. Uderzył go w głowę, a ten wbił się w ziemię. Była zimna i twarda. Honou poczuł znów ten okropny ból. Na jego oczy zaczęła zlewać się krew z pękniętej czaszki...

"Teraz to mnie wkurzyłeś..." - pomyślał Honou - "Naprawde mnie wkurzyłeś... Zniszczyłeś całe miasto, a teraz znęcasz się nade mną... Nie wiem jaki masz plan, ale..."
- Twój plan legnie w gruzach właśnie teraz! - zawołał Honou, po czym woskoczył z dołu - Shinkensho...
Nagle poczuł ból, zobaczył jak Daegurth materializuje się przed nim wbijając w niego pięść.
- Nie jestem taki głupi, jak Daegurth, żeby czekać aż się przygotujesz - powiedział Drake
Saiyan skoczył z ogromną prędkością w stronę oddalającego się Honou i uderzył go w żołądek pięścią, potem uderzył drugi raz, drugą ręką. Wciąż nabierając prędkości uderzał, po raz kolejny i kolejny. Na sam koniec kopnął Honou z półobrotu prawą nogą.
Chłopak nawet nie wiedział co się dzieje. Przez gruzy trzydziestu siedmiu budynków przeleciał w ułamku sekundy. Nie czuł bólu, jego organizm był już na to za słaby. Nie zemdlał tylko dlatego, bo w jego klanie uczono jak wytrzymać długo przy świadomości.
- Ała... - powiedział wygrzebując się z gruzów, odruchowo, nie czuł bólu - Senshinken: sanhya...

Nagle niewidzialna siła wgniotła go w ziemię, zobaczył nad sobą lewitującego Daegurth'a, który ziewał przeciągając się.
- Wiesz co? - zapytał Drake demonicznym głosem - Nudzisz mnie, bardzo mnie nudzisz...
Honou zawrzeszczał. Jego ciało wracało do zmysłów, umysł zaczął normalnie funkcjonować. Poczuł cały zadany wcześniej ból jednocześnie.
- Shinkensho: sanhyaku yonjukachi kendan! - zawołał nie przestając krzyczeć
"Cholera, tego się nie spodziewałem" - pomyślał Drake - "Ale to nic ci nie da, jakiś niskoklasowy atak..."

Nagle z ciała Honou wyleciała duża część energii, tym razem była większa od tej poprzedniej. Zaczęła krążyć wokół ciała chłopaka, tak jak ta poprzednia. Jednak wtedy nie było jej widać, było jej zbyt mało. Energia urosła do większych rozmiarów i nagle zniknęła...

- To już koniec - powiedział Honou leżąc pod gruzami - Nie ważne, czy to Daegurth, czy ktoś inny. Nikt teraz... nie może...
Chłopak zniknął, pojawił się tuż za Drake'm.
- Dorównać mi prędkością - dokończył chłopak
Drake nagle uniknął okropnie szybkiego ataku Honou jednocześnie łapiąc ręke chłopaka i łamiąc ją spokojnym, pewnym i mocnym, szybkim zaciśnięciem palców. Chłopak zgiął się w grymasie bólu. Dziwiło go jedno, jak dotąd nikt nie mógł mu dorównać prędkością przy tej technice... Nie licząc członków klanu, którzy jej używali.
Przypomniał sobie teraz słowa Koratha, jego nauczyciela, który przekazywał mu swoje tajniki na temat walki i sposobu życia. Jego słowa, zanim umarł. "Senshinken jest jedną z wielu technik... Które mają swoje słabości. Dopóki ktoś ich nie zna, jesteś niepokonany, jeżeli ktoś je zna... Nie masz szans... Dopóki... Nie użyjesz..." Reszty nie słyszał, gdyż mężczyzna skonał na jego kolanach. Wrócił niewiadomo skąd, niewiadomo jak, jednak wciąż żył, gdy był w jego wiosce. Honou wstydził się siebie, płakał gdy widział umierającego nauczyciela. Miał zaledwie osiem i pół roku.
Teraz jednak zdał sobie sprawę z tego co miał mu do przekazania jego mistrz. Dopóki nie użyjesz...
- Daisen! - zawołał Honou, po czym zaczął krzyczeć - Daisen bakuha!
Nagle całe ciało Honou pokryła czerwona aura. Drake otworzył szeroko oczy. Złamana ręke Honou, którą trzymał jeszcze Drake, też pokryła się czerwoną aurą. Ręka Drake nagle wybuchła rozwalając się na kawałki, a sam Honou zaczął spadać wgłąb ziemi. Natychmiast wyłączył Daisen, by nie wpaść w jądro ziemi. Tego nawet on by nie przeżył. Jedyne co zobaczył zanim zapadł się pod ziemię to... Nagle klon Daegurth'a zniknął, zostało po nim tylko troszke pyłu i niewielka chmurka, która po chwili też znikła.
"To był tylko klon cienia... Mniej niż 10% mocy prawdziwej postaci..." - pomyślał Honou wygrzebując się spod ziemi - "A niemal mnie zabił... Przy użyciu maksymalnej mocy".
Poczuł ból prawej ręki, która była złamana. Nastawił sobie ją drugą ręką, po czym wyskoczył z dziury w której był. "Teraz to by mnie zabił w ciągu chwili" - pomyślał Honou - "Muszę uciekać, znam zasadę działania klonów... Teraz Drake wie, że pokonałem jego klona..."

[center]***[/center]

Dyninio wyszedł z pokoju ziewając. Zasłonił usta ręką zbliżając się do reszty osób będących w salonie, po czym spojrzał w stronę Bart'a.
- Hej, gdzie moja empetrójka? - zapytał Dyninio - Nie mogę zasnąć, tak głośno gadać, wolę posłuchać muzyki...
- Twoja empetrójka... Miałeś wogóle? - zapytał Bart
- No jasne, że miałem! - zawołał Dyninio - Gdzie ona jest?
- Aaaa, pewnie w moim pokoju - powiedział jakby z ulgą Bart - Idź po nią jak chcesz
- Dzięki, narazie wszystkim - powiedział Dyninio
- Narazie - usłyszał kolejne odpowiedzi na swoje pożegnanie

Otworzył drzwi do pokoju Bart'a i Daegurth'a. W oddali, na półce, zobaczył empetrójkę. Tylko był jeden problem. Jak sięgał pamięcią: nie miał nigdy empetrójki, po prostu nie zdążył sobie jeszcze kupić. Teraz właśnie upewnił się, że coś jest nie tak, wcześniej tylko podejrzewał...

Dyninio się rozciągnął ziewając.
- Wiecie co? Zmęczony jestem... A skoro mamy stąd odlecieć, to spadam się dobrze wyspać! - powiedział po czym poszedł do swojego pokoju.

Zaraz po tym jak zamknął drzwi odetchnął z ulgą, poczuł jakby mniej oczu na niego spoglądało.
"Coś mi tutaj nie pasuje" - pomyślał - "Bart... Tak dziwnie się zachowywał, przez moment, przed wejściem do domu... On się czymś martwił, a nagle... Usłyszałem głos Daegurth'a"
- ... zabij mnie... - usłyszał nagle w swojej głowie - ... teraz... nie spodziewam się... zrób to...
"Bart pewnie zatrzymał się z tego powodu" - domyślił się Dyninio - "To nie był pierwszy raz, kiedy coś takiego usłyszał... Ale to znaczy... Że Drake wcale nie przegrał z Daegurth'em w tamtej walce i gdybym nie otrzymał, zapewne przypadkiem, tego przekazu, to byłoby źle. Nikt nie wiedziałby o tej jakże pięknej iluzji... Nawet stworzyła mi empetrójkę, gdy wmówiłem sobie i innym, że taką posiadałem... Ale co by było, gdybym wtedy czegoś nie wymyślił..."
Dyninio zorientował się, że coś jest nie tak. Nie tylko Bart słyszał przekaz mówiący "zabij mnie".
- Cholera jasna! - zawołał Dyninio ze zdenerwowania. Natychmiast zakrył sobie usta, po czym skoczył na łóżko. Uderzył się o ścianę i o kant łóżka, gdzie była drewniana deska. Rzucił papierkiem pod same drzwi obracając się.
Nic, cisza mu odpowiedziała. Jednak zobaczył jak papierek zniknął na ułamek sekundy. To mu wystarczyło. Wiedział, że Daegurth nigdy nie pokazywał im całej swojej siły, wszystkich technik. Teraz wiedział dlaczego. Nawet nie wiedzieliby co się dzieje. Chciał ich do tego przygotować... Teraz było na to zdecydowanie za późno. Musiał działać, natychmiast. I co najważniejsze, upewnić się, czy to prawda. Założył więc teorię: Wszystko co widzi, jest takie jakie on chce widzieć i widzą to inni mieszkańcy tego domu. Wystarczy więc wyobrazić sobie coś i wmówić to innym... "Zobaczymy co ty na to, Drake" - pomyślał Dyninio przewracając się na lewy bok


"Tylko co teraz robić?" - zastanawiał się Dyninio. Nie mógł przecież wybiec i zawołać "Hej, to wszystko iluzja, uciekajmy!". Nie był na tyle głupi, by coś takiego zrobić.
"Musi tutaj być coś, co pozwoli mi ostrzec innych... albo wogóle zniwelować plany Drake'a, jakiekolwiek są!" - pomyślał rozglądając się po pokoju. Kilka razy spojrzał wzdłuż i wszerz. Nic. Parę obrazków na ścianach, zamknięte okno, dwa łóżka, szafa i kilka innych, mało ważnych rzeczy. Jego wzrok wreszcie zatrzymał się na mieczu.
Szerokie ostrze miecza było pokryte specjalnym pancerzem, pochwą, którą założył Daegurth na niego zaraz po tym jak się przebudził. Dyninio otwarł szeroko oczy przypominając sobie ledwo widoczny wcześniej gest.
Ryurya zobaczyła jak miecz Daegurth'a leży na podłodze. Podeszła do niego, podniosła go powoli. Przetarła ręką jedno nieco brudne miejsce, po czym podała właścicielowi. Przez moment na jego twarzy pojawił się dziwny grymas. Dopiero po chwili chwycił rękojeść i wsadził miecz do specjalnej pochwy, której zazwyczaj nie używał, po czym położył obok łóżka.
"Więc ten miecz już od samego początku denerwował Drake'a. Pewnie nie ma na niego wpływu, bo jest to broń tylko i wyłącznie Daegurth'a. Może dzięki niemu coś zdziałam..." - pomyślał stawiając kroki w stronę miecza.
Przełknął głośno ślinę gdy stanął tuż przed bronią. Poczuł dziwną aurę, która zaczęła go otaczać, krążyć wokół niego, przestrzegać przed dotknięciem rękojeści, czy głowicy miecza. Dyninio jednak się przełamał i - początkowo niepewnie - złapał rękojeść broni.
Poczuł nagły przypływ energii, ogromnej ilości energii. Była tak duża, że jego serce zaczęło szybciej bić, szybciej i szybciej. Puścił miecz odskakując do tyłu. Zorientował się, że nie może używać tej broni, chociaż była taka niesamowita, może mógłby przy jej pomocy nawet pokonać Drake'a. Jednak była dla niego zbyt potężna, wolał nie ryzykować. Jeszcze nie.
"Daegurth chyba nazywał tę broń Sewtir" - pomyślał Dyninio - "Lepiej zapamiętać tą nazwę, gdyby coś poszło nie tak można spróbować przyzwać ten miecz. Może się posłucha."

[center]***[/center]

Drake nagle obrócił głowę. Bart dokładnie się przyglądał smokowi w ciele brata. Ten zaczął chichotać.
- Super - powiedział Drake - Jeden niezdolny do walki
Obok Drake pojawił się klon cienia. Bez żadnych znaków, bez żadnych słów. Po prostu się pojawił, po czym wybiegł przez... Ścianę, miażdżąc ją.
- Co... Co się stało? - zapytał ciekawski Bart
- Nie twój interes - powiedział Drake - Chyba, że przyjmujesz propozycję... Wtedy to co innego
Na twarzy Daegurth'a pojawił się szyderczy uśmiech. Drake chyba nawet nie zdawał sobie sprawy, że opadła mu powieka u lewego oka i brew u prawego. Jeszcze nie potrafił do końca kontrolować ciała osoby, w której teraz był.
- Trzynaście minut i trzynaście sekund - powiedział nagle Drake - Już niedługo dasz mi odpowiedź lub umrzesz, jak wolisz

Dyninio wyszedł z pokoju Daegurth'a z empetrójką. Usiadł na kanapie obok Bobercik'a i luźno się rozłożył. W końcu Bobercik i Dyninio mieli całą kanapę dla siebie, miejsca było pełno.

"Nie znam żadnego obcego języka" - pomyślał Dyninio - "Mogłem słuchać rodziców, jak mówili, żebym uczył się w szkole... Ale ja głupi byłem, gdybym teraz napisał coś w języku, jakiego nie zna Drake byłoby po sprawie. Pokazałbym to innym i coś by się wymyśliło". Rozejrzał się po wszystkich w pokoju, po czym podsumował w myślach "Ale oni ledwie znają jeden język, co dopiero jakiś inny...".

- Ryurya, a dlaczego świeci się ten twój medalion? - zapytał Mark widząc jak medalion na szyi księżniczki świeci jasnym światłem
- Świeci? - zdziwiła się kobieta patrząc nieco nad swój biust.
Faktycznie, niewielki medalion wystrzeliwywał we wszystkie strony jasne, złote światło. Ryurya bez pośpiechu podniosła ręke i złapała świecący się amulet, przetarła go dwa razy palcami, a ten zgasł.
- Nic takiego - powiedziała Ryurya - Czasem świeci
Kobieta zobaczyła wtedy wzrok Dyninia. Wiedziała, że medalion wykrywa wszelkiego rodzaju moc i w zależności od tego jak duża jest jej intensywność, tak mocno świeci. Zorientowała się patrząc Dyniniowi przez ułamek sekundy w oczy, że on coś wie.
Była nie tylko piękną, ale i mądrą kobietą. Nic dziwnego, wywodziła się z rodu Tshitsu. Był to ród magów o ogromnej mocy. Fakt, że była piękna zawdzięczała matce, kolor włosów ojcu. Jednak przeżyła ich obu. Widziała tyle rzeczy, okropnych rzeczy, że teraz była gotowa na to by stawić im czoła.
Przypomniała sobie dawne czasy, wiele lat wstecz. Gdy dostała prezent od Vinida, który wielokrotnie uratował jej życie.
Osoba w czarnym płaszczu z kapturem podeszła do Ryuryi. Znajdowali się w niewielkiej fortacy, w sali tronowej na zamku Eerith. Był to niewielki zamek z zaledwie jedną wieżyczką strażniczą. Ryurya przebywała właśnie w takim zamku, bo było ich pełno w całym jej królestwie, dlatego ciężko było ją znaleźć. A trafiło jej się znaleźć w takim nieodpowiednim czasie - czasie zdrady i wojen, gdzie strach było kłaść się spać, nieważne kim się było i gdzie mieszkało.
- Droga księżniczko - Ryurya usłyszała głos mężczyzny
Stojący obok Ryuryi strażnik podniósł ręke, co znaczyło, że Ryurya chce coś powiedzieć.
- Witam Cie - powiedziała księżniczka - Moge chociaż ujrzeć twoją twarz i obdarować cię czymś za twe czyny?
- Jakie czyny!?! - rozległ się głos na sali
- Cóż on zrobił!?! - zawołał ktoś inny
Nagle tłum gapiów zebrał się wokół zakapturzonej osoby. Każdy chciał zobaczyć jej twarz
- Nie - odparł głos mężczyzny spod płaszcza - Chcę być anonimowy i nie chcę niczego od księżniczki
- W takim razie dlaczego tutaj przyszedłeś? - zapytała kobieta podchodząc parę kroków bliżej
- Pani, proszę nie podchodzić - powiedział strażnik przyboczny kobiety - To niebezpieczne, nawet go nie znamy...
- Jekht - uciszyła strażnika jednym słowem, po czym obróciła się w stronę osoby w płaszczu - Więc?
Niemalże widziała jego twarz. Stała kilka, może kilkanaście centymetrów od zakapturzonej osoby. Zobaczyła jak drżą jej ręce. Natychmiast, bez większego przemyślenia, złapała drzącą ręke zakapturzonej osoby.
Mężczyzna natychmiast przestał drżeć i wyprostował się całkowicie, kompletnie zdziwiony zachowaniem księżniczki.
- Tutaj nie mogę swobodnie rozmawiać - odezwał się głos spod kaptura - Jekht, za chwilę zwrócę księżniczkę, nie musisz się obawiać

Nagle na oczach wszystkich osób zgromadzonych w sali, księżniczka i dziwna, nieznana nikomu osoba zniknęli. Wydawało się im to niemożliwe.
- To magia! - zawołał któryś
- Ale nie było żadnych znaków i zaklęć! - zawołał mag obecny na sali
Jekht zaczął rozglądać się wokół, po czym gdzieś pobiegł.

Księżniczka przeraziła się, gdy nagle znalazła się w ciemnym pokoju.
- Gdzie ja jestem... Jak? - zapytała cofając się
Potknęła się, jednak zanim upadła osoba w płaszczu zdążyła ją złapać i postawić na nogi.
- Proszę uważać - odezwał się inny głos spod płaszcza.
W głosie osoby było teraz słychać spokój. Był też nieco wyższy niż poprzednio.
- Kim jesteś!?! - zawołała księżniczka
- Ciii... Proszę, cicho i spokojnie, naprawde nic drogiej księżniczce nie zrobię
- W takim razie po co mnie tutaj zabrałeś?

Osoba w płaszczu podniosła prawą ręke do góry i pstryknęła palcami. Nagle w całym pokoju zapaliły się pochodnie, zaczęły płonąć kolorem jasno-niebieskim. Cały pokój nagle ogarnęło jasne światło. Ryurya zobaczyła, że stoi przy czterech wygodnych fotelach.

- Proszę usiąść - odezwała się zakapturzona osoba
Księżniczka niepewnie spojrzała na fotel, potem na osobę stojącą przed nią. Powoli i niepewnie usiadła.
- Słucham - powiedziała - Po co mnie pan tutaj przyprowadził?

Nieznajomy sięgnął pod połę płaszcza i wyciągnął spod niej niewielki medalion.
- To prezent - powiedział - Ma właściwości magiczne, z pewnością będzie użyteczny
- Jakie właściwości? - zapytała konkretnie księżniczka
- Potrafi wykrywać moc z otoczenia.
- Jak to wykrywać moc?
- Gdy ktoś nie używa energii, wtedy nic się nie dzieje. Gdy jednak w jakikolwiek sposób zaczyna się uwalniać, medalion zaczyna świecić i zależne od tego w jakim kolorze, to dzieją się różne rzeczy. Pokażę.

Nagle wystrój pokoju się zmienił. Wydawałoby się, że Ryurya siedzi na jakimś drewnianym krześle w stajni. Słychać było rżenie koni i było czuć zapach siana, a raczej ten niewątpliwie zabójczy smród.
Uwagę księżniczki jednak przyciągnął medalion. Wcześniej miał kolor srebrny, teraz zmienił kolor na złoty i otoczyła go jasna poświata.
- Iluzja - odezwał się nieznajomy trzymając amulet
Fałszywy obraz stajni nagle zniknął. Nieznajomy uniósł lewą ręke, pojawiła się w nim niewielka kula czystej energii ki. Księżniczka pierwszy raz spotkała się z taką rzeczą, dlatego była bardzo zdziwiona.
- Energia ki, kolor błękitny - powiedział mężczyzna
Faktycznie. Wcześniej Ryurya nie spostrzegła, że medalion zmienił kolor.
Kula z ręki nieznajomego zniknęła, amulet zmienił kolor...

"Faktycznie, gdybym wtedy tego nie dostała, to pare razy miałabym problemy" - pomyślała Ryurya - "Teraz trzeba coś wymyślić, jakiś sposób na przedarcie się przez iluzję. Mogę spróbować ją wyłączyć, ale to zajmie trochę czasu. I tu jest problem, bo sama nie wiem ile go mam"

[center]***[/center]

- Hej, co tu się stało!?! - zawrzeszczał mężczyzna zatrzymując samochód
Zatrzymał się tuż przed końcem drogi, gdzie na wszystkich mapach droga ciągła się dalej. Jednak tutaj była tak wypalona, że nie można było nazwać tego jezdnią, a jedynie stopionym asfaltem.
Relena i Małgorzata siedzące z tyłu, na siedzeniach pasażerskich, zapiszczały gdy samochód gwałtownie zahamował. Ledwie co wyjechali zza zakrętu, a tu nagle - koniec jezdni.
- Hej, co robisz!?! - zakrzyczała Relena zanim spojrzała do przodu, przez okno
- Właś... nie? - Małgorzata też zdziwiła się obrazem, jaki się przed nimi ciągnął
Stopiony asfalt, kupa złomu, która jeszcze niedawno mogła być nazwana "samochodami". Czerwone plamy w wielu miejscach, pełno pyłu, spalonych budynków i drzew. Każdy podmuch wiatru przynosił masę dymu, który z pewnością był trujący.
Wszystko spalone, jak po wybuchu napalmu, czy innego ładunku o wysokiej mocy.
Drzwi samochodu osobowego marki opel otwarły się. Pierwszy wyszedł mężczyzna, kierowca. Później, po momencie szarpania się z pasami, pasażerki.
- O mój... - powiedział mężczyzna patrząc przed siebie
Obie dziewczyny dziwiły się tym, co widzą. Cały obszar przed nimi, jak okiem sięgnąć, kompletnie zniszczony. Faktycznie, przez moment widzieli jakiś błysk, ale to było dawno temu... Godzinę, może dwie. Czyżby to było to?
- Wiktor, co...? - zapytała powoli Małgorzata
- Wsiadajcie - powiedział mężczyzna, po czym powtórzył - Szybko, wsiadać!
Natychmiast wskoczyli do samochodu.
"Zapal, proszę, od razu zapal i dawaj ile masz!" - pomyślał mężczyzna nazwany Wiktorem
- Co jest? - zapytała zdziwiona Relena
- Właśnie! - zawołała Małgorzata
Mężczyzna bez słowa obrócił głowę zaczynając wycofywać. Dopiero wtedy obie dziewczyny patrząc przed siebie zobaczyły zbliżający się smóg.
- Co to jest!?! - zapytała Małgorzata
Wiktor nie był zwyczajnym mężczyzną. Kiedyś należał do oddziałów specjalnych, dlatego potrafił wiele rzeczy dla normalnych ludzi nadzwyczajnych. Międzyinnymi niezwykle jeździł pojazdami mechanicznymi.
Nacisnął lekko hamulec, przekręcił kierownicę i zmienił bieg. W ten sposób nawrócił nie zatrzymując się nawet na sekundę, po czym dał gazu do dechy.
- Zapnijcie pasy - powiedział spokojnie - I módlcie się, by samochód osiągnął co najmniej 200 kilometrów na godzinę... I utrzymał tą prędkość...
- Jak to, co się dzieje? - zapytałą Relena
- Zaraz, wszystko po kolei! - zawołał najwyraźniej rozwścieczony Wiktor - Kto potrafi się posługiwać dobrze i szybko mapą?
- Ja - powiedziała szybko Małgorzata - Podobno jestem w tym dobra, wogóle z geografii...
Nagle mapa drogowa spadła dziewczynie na nogi. Ta ją podniosła
- Szukaj najkrótszej drogi w stronę miasta Teraith - powiedział Wiktor - Będziesz pilotem, masz mówić gdzie skręcać i kiedy.
Relena obejrzała się do tyłu. Zobaczyła, że smuga jest jeszcze bliżej. Miała taki brązowo-czerwony kolor.
- To wybuch - powiedział Wiktor - Widziałem taki tylko parę razy, ale sądząc po tej fali uderzeniowej, jest bardzo mocny. Jedyną przewagą jaką mamy jest to, że jest cholernie daleko.
- Jak daleko? - zapytała Relena, Małgorzata szukała dróg, które mogliby pokonać by dostać się do tego miasta, Teraith
- Maksymalnie pięć kilometrów stąd - powiedział mężczyzna - Chyba, że to jakaś bomba z "efektem", wtedy może być nawet dwadzieścia kilometrów stąd.
- Teraz w prawo, a potem szybko w lewo - powiedziała Małgorzata - Później prosto i ostry zakręt w lewo, a potem lżejszy w prawo0
- Trzymać się, proszę - poprosił cicho i spokojnie Wiktor
Manewr był szybki. Lekkie naciśnięcie hamulca, nie puszczanie gazu nawet na moment. Obrót kierownicą, błyskawiczne wykonanie skrętu przy prędkości 180 km/h. Teraz droga wydawała się w miarę prosta, ale już w oddali widać było dosyć ostry zakręt w lewo. Silnik warczał nieziemsko, "naprawde pięknie" - powiedziałby fan motoryzacji.
- Gdzieś ty się uczył jeździć!?! - zapytała Relena
- Obrzeża Takio - powiedział mężczyzna - Tam nauczyłem się wszystkiego o jeździe samochodem
- Ty masz wogóle prawo jazdy? - zapytała Małgorzata wciąż patrząc w mapę
- Jasne, jak mógłbym nie mieć? - zadał pytanie - Ale teraz jest wyjątkowa sytuacja, uwaga, zaraz podryftujemy...
Wiktor nagle zmienił bieg, nacisnął pedał hamulca i lekko poluzował gaz, jednocześnie powoli obracając kierownicę. Samochód zaczął się obracać, powoli zmieniać kierunek. Zostawiał za sobą ciemne ślady po palącej się gumie.
Mężczyzna uśmiechnął się, gdy Relena i Małgorzata patrzyły jakie ślady i ile dymu zostawia samochód. Najgorszy jednak był ten pisk.
Nagły obrót kierownicy, dociśnięcie gazu, poluzowanie hamulca i zmiana biegu. Samochód obraca się w drugą stronę. Wykonuje obrót. Nagle Relena poczuła się niedobrze, jednak wytrzymała, nie zwymiotowała. Zaczęła ją boleć głowa.
Samochód jednak za chwilkę normalnie jechał po prawym pasie jezdni.
- Ahhhh, dawno nie dryftowałem... - powiedział Wiktor, gdy dostał nagle czymś w głowę - Awwww.... Co jest!?!
- Co to miało być? - zapytała Relena - Niemal zawału nie dostałam!
- Lepiej powiedz gdzie jest ta fala uderzeniowa - powiedział Wiktor masując się lewą ręką po głowie
Relena spojrzała przez tylnią szybę i zobaczyła jak ta się zbliża. Była już naprawde blisko i jakby jeszcze przyspieszyła. Może kilkadziesiąt metrów od samochodu.
- Zaraz nas... - nie zdążyła dokończyć Relena, gdyż fala uderzeniowa...
Jednak Wiktor powiedział to tylko po to, żeby Relena na moment się zamknęła. Widział gdzie jest fala w lusterku. W międzyczasie zdążył założyć blokadę na kierownicę.
- Zasłonić twarz! - zawołał
Wszyscy nagle zasłonili twarze rękami. Fala przeleciała przez samochód, jednak widocznie był to już sam koniec fali. Gdyby nie, to od razu wywołałby eksplozję, wysadziłby cały samochód w powietrze. Jednak nie znaczy to, że fala była niegroźna.
Boom. Wszystkie okna nagle pękają, jedna z opon się przebiła. Samochód zaczyna się kręcić w koło.
Zakrwawiony Wiktor złapał blokadę na kierownicę i ją ściągną, a po tym zaczął obracać nią. Samochód zaczął dachować i się obracać(koziołkować lub jak kto woli).
- Aaaaaaaa! - krzyknęli wszyscy na raz

Zatrzymał się kilkadziesiąt metrów dalej, po wielu obrotach. Nie wyglądał za pięknie, a osoby wewnątrz nie wyglądały na całe...

[center]***[/center]

- Zostały ci jeszcze trzy minuty - odezwał się Drake patrząc na Bart'a
Chłopak przełknął ślinę. "Chyba nie mam wyjścia... Muszę się zgodzić, inaczej mnie zabije" - pomyślał Bart - "Zawsze mogę później od niego odejść, tylko poczekać na odpowiedni moment..."
Zobaczył jak smok w ciele jego brata wyciąga jakiś kawałek papieru i zaczyna coś na nim pisać. Własną krwią, przebił sobie palca i teraz nim pisał.
- Co to jest? - zapytał Bart
- Kontrakt, który musisz podpisać - powiedział Drake - A co, myślałeś, że na słowo cie przyjmę? W każdej chwili mógłbyś wbić mi nóż w plecy
- Kontrakt? - cicho powiedział Bart
"Też mi coś, podpiszę, a później i tak zrobię co chcę..." - pomyślał
- A, bo ty jesteś "stąd"... - powiedział Drake, cokolwiek to miało znaczyć - Wyjaśnie ci na jakiej zasadzie działa "kontrakt". Podpisujesz go, z własnej woli. Gdyby była wymuszona, wtedy automatycznie przestaje działać, od razu. Znika. Ale gdybyś się zgodził, z własnej woli, to już nie ma odwrotu. Choćbyś chciał, zmienia cie w sposób opisany w "kontrakcie".
"Coś jak kontrakt z diabłem" - skojarzył Bart - "Więc, jeżeli to podpiszę, nie ma odwrotu... Albo dowie się co chce zrobić, albo nie będe mógł go zabić, jeżeli naprawde mnie zmieni. Sytuacja była zła i z minuty na minutę się pogarsza"

Dyninio ziewając podszedł w stronę okna. Ryurya zrozumiała o co mu chodzi, natychmiast. Chłopak przez moment wyglądał przez okno, po czym obrócił głowę w lewo.

- Hej! - zakrzyczał
Wszyscy na niego spojrzeli ze zdziwieniem. O co mu chodzi, czemu tak nagle zakrzyczał? Czyżby coś zobaczył za oknem.
Drake zaczął dokładnie mu się przyglądać. "Wie?" - zastanawiał się
- Ale ładna pogoda, co my tu jeszcze robimy!?! - zawołał Dyninio
"Świetnie to wymyśliłeś" - przyznała w myślach Ryurya kończąc rzucać ciche zaklęcia obronne.
Były kompletnie bez słów. Jedynie ruchy rąk, nieduże, małowidoczne. Jednak przez to musiała je nieco dłużej wykonywać.
- Idziemy na jakieś piwo? - zaproponował Dyninio - Albo na Cole, jak już kto woli
Uśmiechnął się i zaczął śmiać. Miał szczęście, że zawsze potrafił słuchać, gdyby nie to, nie wpadłby na taki plan...

- Co z nim zrobiłam? Wyleczyłam przy pomocy magii - powiedziała Ryurya

Dyninio zapamiętał jej słowa. "Używa magii" - pomyślał - "więc z pewnością potrafi przełamać tą iluzję, potrzebuje tylko czasu... Odwrócę więc uwagę i będzie po wszystkim. Na szczęście się udało".

Drake zaczął znów się śmiać poprzednio wykonując swój krzyk, jak zwykle. Krzyk, który przeradza się powoli w szyderczy śmiech. "Nawet nie zdają sobie sprawy" - pomyślał.
Jego śmiech naprawde był przerażający. Bart'a przeszły ciarki.
Nagle Daegurth obrócił głowę w stronę Ryuryi. Ruszyła się, nagle, stawiła krok do tyłu. W momencie gdy się śmiał. "Wie" - pomyślał od razu

Drake wystawił ręke w stronę księżniczki i machnął nią bardzo szybko w stronę ściany. Z pewnością używał telekinezy. Był tylko jeden problem - nie zadziałała.
Ryurya natychmiast zaczęła wykonywać jakieś gesty. Podniosła obie ręce i robiła nimi dziwne znaki jednocześnie mówiąc nikomu niezrozumiałe słowa. Wokół jej rąk zaczęła krążyć energia magiczna, mana, jak kto woli. W każdym razie to "coś" krążyło i było widoczne. Dla Ryuryi i Bart'a, inni wciąż byli pod działaniem iluzji.
Smok jednak nie był na tyle głupi, żeby stać i się patrzeć. Natychmiast podleciał do niebieskowłosej chcąc ją uderzyć. Nagle jego ręka się zatrzymała, tuż przed nią, po czym odleciała do tyłu z ogromną siłą. Aż Drake wbił się w ścianę.
- Zobaczymy co twoja magia na to - powiedział Drake nabierając powietrza w płuca
Zrobił to spokojnie stanął wyprostowany, po czym nosem zaczął nabierać powietrza. Jego klatka piersiowa zaczęła rosnąć.
Nagle wypuścił powietrze ustami, a z niego wyleciał kompletnie czarny ogień. "O nie!" - pomyślał Bart domyślając się co się stanie
- Reflect! - zawołała Ryurya, a wokół niej pojawiła się fioletowa aura
Gdy ogień zbliżył się do księżniczki wpadł w aurę kompletnie znikając. Wtedy pojawił się tuż przed Drake'm i wleciał mu prosto na twarz.

- Pięknie, naprawde pięknie - powiedział Drake płonąc czarnym ogniem - Tylko, że w tym momencie ogień na mnie nie działa
- Change attitude: Opposite! - zawołała księżniczka prostując ręce w stronę Drake'a.

Ten otworzył szeroko oczy, gdy nagle zaczął rzucać się na boki i tarzać. Jednak czarny ogień nie schodził z jego ubrań, wciąż płonął i płonął.

- AAaaaaaaaaaaa! - zakrzyczał Drake głosem Daegurth'a
Ryurya szeroko otworzyła oczy. "Vinid?" - pomyślała - "On umrze...!"
Zrobiła kilka znaków, powiedziała jakieś dziwne słowa przygotowując zaklęcie. "Dispell" - powiedziała cicho podnosząc ręke do góry, na wysokość głowy. Pstrykła palcami, a Daegurth wygasł i przestał wrzeszczeć z bólu.
Leżał na ziemi i ciężko oddychał, wciąż kaszląc. Powoli zaczął się podnosić, stał już na "czworakach".
- Ryurya... - powiedział Daegurth, po czym znów było słychać głos Drake'a - Dzięki

Nagle zniknął, pojawił się tuż za kobietą. Wyciągnął w jej stronę ręke. Niewidzialna bariera chciała ją odepchnąć, jednak wysłał nieco swojej energii w jej stronę przebijając ją. Złapał księżniczkę za szyję, od tyłu, po czym obrócił ją w swoją stronę.

- Prawie mnie miałaś - powiedział Drake - Jak to Daegurth zwykł mawiać...
Głos Drake zmienił się spowrotem na głos Daegurth'a.
- Prawie robi wielką różnicę. Teraz ja Sprite, a ty pragnienie - powiedział
- Vinid... Ty... - starała się powiedzieć coś Ryurya

Nagle Daegurth otworzył szerzej oczy, puścił Ryurye i Bart'a(telepatycznie, moc przestała działać). Jednak iluzja wciąż działała. Obrócił się do tyłu, wtedy księżniczka zobaczyła na jego plecach ranę ciętą, która powoli już się zrastała.
Drake patrzył w oczy Jekht'a uważnie, ten zaś wodził wzrokiem w prawo i lewo. Nie widział Drake'a, wciąż był pod działaniem iluzji.
Szybkie uderzenie, Jekht wylądował w ścianie. Budynek ledwie się trzyma, powoli zaczyna cały spadać, kawałek po kawałku. Deski i kawałki różnego rodzaju brył skalnych uderzały co chwilę w ziemię.
- Jekht! - zawołała Ryurya, a Drake już obrócił się w jej stronę
- Za wolno - usłyszała głos Ryurya i Drake, który już sięgał by znów złapać kobietę za szyję

Bart potężnym kopniakiem z całego obrotu w poziomie wysłał Drake'a w powietrze.
Ryurya mimo, że często walczyła, była bardzo łagodna i łatwo było ją uszkodzić. Teraz z trudem oddychała po tym mocnym chwyceniu za kark.
- Ba..rt... - starała się coś powiedzieć - Sewtir...
- Sewtir? - zapytał cicho Bart

Nagle fala czarnej energii z pokoju Bart'a zbliżyła się w jego stronę, otwarła drzwi z hukiem.
- Co to jest!?! - zapytał Bart - Jaka moc...
Drake pojawił się przy chłopaku uderzając go pięścią. Teraz Bart zaczął lecieć. Jednak to nie był koniec. Smok w ciele jego brata zaczął strzelać w jego stronę kulami ognia. Z jaką łatwością przychodziło mu wypuszczanie tych niewielkich dawek powietrza z ust, które momentalnie zmieniało się w płonące kule ognia, może nawet w kule magmy.
Ryurya odzyskała zdolność normalnego mówienia i oddychania. Nabrała głęboko powietrza.
- Zawołaj głośno Sewtir, wezwij go! - zawołała zanim Drake uderzył ją w twarz
Księżniczka straciła przytomność i wylądowała na podłodze.
Bart w powietrzu wymanewrował unikając przed jedną kulą, potem przed drugą. Jednak zobaczył, że zbliża się jeszcze kilkanaście. Wtedy, nieświadomy tego co robi, odskoczył w lewo. Zawisł w powietrzu, wszystkie kule go minęły, jednak już leciały następne.
Spojrzał w dół i zaczął spadać. To był pierwszy raz kiedy poleciał. Nabrał powietrza i starał się sobie przypomnieć jak to robił.
Zatrzymał się. Znów wisiał w jednym miejscu na niebie, a przez to, że spadł nieco w dół wszystkie kule go minęły.
- Ahhh, to tak - powiedział sobie cicho uśmiechając się - Takie proste, a nie mogłem tego się nauczyć

Nagle otoczyła go aura. Jego włosy zmieniły kolor na srebrny, mięśnie nieco urosły i napięły się bardziej. Zamknął oczy, gdy je otworzył były niebieskie. Włosy powoli się wydłużyły.
To wyglądało jakby Bart stał w powietrzu. Otaczała go srebrna aura, duża srebrna aura. Mocny wiatr nie miał na niego wpływu, gdyż aura niemalże kompletnie niwelowała jego siłę.

Drake uśmiechnął się do Bart'a. Stanął wyprostowany i nosem zaczął wciągać powietrze. Jego klatka piersiowa rosła do ogromnych rozmiarów, wreszcie wypuścił z ust czarny ogień w stronę Bart'a.
"Może bym się na to nabrał" - pomyślał Super Saiyan - "Gdybym był na tyle głupi, ale nie jestem!"
Ruszył w stronę ognia. Jego prędkość była ogromna. Zbliżał się z taką prędkością do tego niezwykłego płomienia, w ciągu ułamka sekundy znalazł się przy jego końcu. Wtedy rozpłynął się w powietrzu i pojawił tuż obok płomienia, nieco bliżej. Znów zniknął, pojawił się z drugiej strony, bliżej Drake'a.

Smok przestał wypuszczać z ust ogień. Wiedział, że to nie ma sensu. Zamiast tego skoczył do przodu, Bart nie pomyślał o takim manewrze przeciwnika. Dlatego lecąc z dość dużą prędkością wleciał prosto w pułapkę. Zatrzymał się tuż przed ziemią, gdy Drake stał już za nim i łapał mu szyję telekinezą.
Wtedy Bart nagle wyrwał się niewidzialnej sile i zostawiając smugę za sobą pojawił się za Drake'm. Ślad długo znikał, niewiadomo dlaczego.
Gdy już zniknął ostatni fałszywy Bart, a raczej ślad po nim, to stał on za Drake z rękami wyciągniętymi na bok. Szybko je złączył wystawiając do przodu, a między nimi pojawiła się kula ki. Srebrna kula ki wokół której krążyły wyładowania elektryczne.
- Final Flash! - zawołał Bart(wersja czytana: "Fajnaru frasz")

Początkowo nic się nie stało, jednak po chwili kula w rękach Saiyana zamieniła się w falę uderzeniową i zaczęła lecieć do przodu, prosto w stronę Drake'a. Z daleka wyglądało to jak laser - ogromny promień wylatujący z ziemi i zmierzający w nieskończoną przestrzeń kosmiczną.

Bart stał, tuż przed nim znajdował się ogromny krater powstały przez wystrzelenietej okropnie silnej fali uderzeniowej. Cały teren zakrywała mgła i pełno dymu. Widoczność była zerowa, jednak Bart wyczuwał moc Drake'a w pobliżu. Obrócił głowę, w lewo, w prawo. Nagle odskoczył.
Drake pojawił się tuż za nim, jednak nie trafił w chłopaka. Za pierwszym razem. Tuż po nieudanym ataku wykonał kopniak z półobrotu.
- Haha, prawie mnie pokonałeś - powiedział Drake - Jednak na szczęście tam był tylko klon
"Klon?" - zdziwił się Bart lecąc z ogromną prędkością. Zrobił szybko salto w tył będąc w powietrzu i zawrócił w stronę Drake'a.

Szybka wymiana uderzeń. Dziesiątki uderzeń w ciągu paru chwil. Bart nagle znika, pojawia się za Daegurth'em.
- Hej - powiedział Drake głosem Daegurth'a, zamykając oczy i podnosząc ręke
Na moment Bart zatrzymał się, zawachał. Wtedy Drake szybko uderzył go w żołądek prawą ręką, a następnie gdy ten się skulił, oburącz w kręgosłup.

Super saiyan spadał w stronę ziemi. Bolały go wszystkie mięśnie i kręgosłup. Nie przejmował tym się jednak. Myślał całkiem o czymś innym.
"Drake to faktycznie bestia" - pomyślał - "Wykorzystywać wszystkie słabości innych... Ale już z tym koniec"
W momencie, gdy miał uderzyć w powierzchnię ziemi nagle rozpłynął się w powietrzu.

Drake zdziwił się kompletnie... Gdyż poczuł energię Bart'a tuż za sobą, a gdy się obrócił - cisza. Ani widu, ani słychu. Bart'a nie ma, po prostu rozpłynął się w powietrzu.
Daegurth skulił się, podniósł nogi do klatki piersiowej i ręce złożył na niej krzyżnie. Głowę też pochylił do przodu.
"Pięknie" - pomyślał - "Może nie wiem gdzie jesteś, ale cie dopadne"
Nagle wyprostował się, a z jego ciała wyleciała ogromna fala energii we wszystkie strony. Do tego po chwili zapłonęła. Z ogromną prędkością, zmiatając wszystko po drodze, mknęła we wszystkie strony.
Przesuwała chmury, wbijała się w ziemię. Zbliżała się do domu Hebrida, gdzie znajdowali się ci wszyscy bezbronni przez działanie iluzji...
Bart właśnie pojawił się w powietrzu tuż przy tym budynku. Spojrzał w dół, zobaczył leżącą na ziemi Ryuryę i wszystkich innych będących w iluzji. Budynek nie miał już dachy, więc nie miał problemów z przyglądaniem się im.
"Oni na mnie liczą, nie chce ich zawieść" - pomyślał patrząc w ich stronę, po czym po chwili spojrzał w stronę Drake'a - "Nie. Ja ich po prostu nie zawiodę!"
Nabrał powietrza w usta i w płuca, po czym krzyknął z całych sił w stronę wiszącego na niebie Daegurth'a. W jego ust wydostała się potężna fala uderzeniowa, podobna do tej którą wypuścił przed chwilą Daegurth, jednak wciąż była za słaba. Bart jednak o tym nie wiedział.
Przy zderzeniu obu fal na moment ogniowa fala Drake'a się zatrzymała. Zderzenie wywołało podmuch wiatru we wszystkie strony. Jednak po chwili tylko w jedym miejsu fala Drake'a się nie rozprzestrzeniała, gdzie indziej leciała spokojnie we wszystkie strony odsuwając chmury, przebijając ziemię i paląc wszystko po drodze.
W tym momencie fala którą wypuścił z ust Bart pękła jak bańka mydlana, a ta druga z podwojoną siłą leciała w stronę Super Saiyana.
"To nie koniec" - pomyślał Bart przypominając sobie drobny fakt. Czas jakby stanął dla niego w miejscu na moment.

- Zawołaj głośno Sewtir, wezwij go! - zawołała księżniczka Ryurya, zanim Drake uderzył ją w twarz

"Muszę ich obronić, bo jeśli nie ja, to kto?" - zadał sobie pytanie w myślach Bart widząc zbliżającą się falę uderzeniową przypominającą wybuch jakiejś bomby - "Obronię was! Muszę!"

- Sewtir! - zawołał na cały głos Bart
Drake nagle jakby się przestraszył. Zawsze bał się tego miecza. Był wyjątkowy, naprawde wyjątkowy. Wiedział o uwięzionej w nim bestii, wiedział jaka jest potężna i dlatego mógł się jej bać. Przez moment się wystraszył, wisiał w powietrzu nie robiąc nic. To właśnie nieco go zgubiło.

Nagle w domu Hebrida coś jakby eksplodowało energią. Czarna energia wyleciała we wszystkie strony, a ogromny miecz natychmiast, w ułamku sekundy znalazł się przy Super Saiyanie. Ten go złapał oburącz i robiąc półobrót ciął w stronę Drake'a.

Ogniowa fala uderzeniowa Drake'a pękła jak bańka mydlana ustępujac miejsca innej, znacznie potężniejszej, czarnej fali uderzeniowej.
Drake dopiero teraz odzyskał przytomność. Machnął prawą i lewą ręką wysyłając w stronę fali dwie ogromne, czerwone fale.
Niesamowite siły zderzyły się ze sobą. Dwie czerwone fale i jedna ogromna czarna. Ogromny wybuch, eksplozja. Energia leci we wszystkie strony, fale się ze sobą zderzyły.

Bart odleciał do tyłu i wbił się w ziemię od potężnej mocy, jaką miały obie fale. Wciąż trzymał w prawej ręce miecz. Zaś Drake zastawiał się obiema rękami, aby nie otrzymać zbyt dużo obrażeń, a po chwili wyprostował się i zaczął śmiać. Wystawił prawą ręke w stronę walczących ze sobą fal i tak jakby popchnął swoje fale jeszcze dalej, mocniej, przy pomocy telekinezy.

Czerwone fale ruszyły się nieco do przodu, jednak wciąż nie mogły przebić ogromnej czarnej fali. We wszystkie strony wystrzeliły wiązki energii, które zatrzymały się dopiero na ziemi, gdzie eksplodowały. Iluzja Drake'a jednak wciąż była całkowicie stabilna, jakby całyczas się bawił, wygłupiał. Wiele osób nie wiedziało nawet co się dzieje. To jest najgorsze co może być. Niewiedza i bezsilność.

Bart powoli wstał. Próbował podnieść miecz, jednak był taki ciężki. Musiał to zrobić obiema rękami, powoli podniósł miecz, chcąc ciąć od góry, jednak wtedy broń go przeważyła i przewrócił się do tyłu.
"Bart" - usłyszał nagle głos w swojej głowie - "Możesz mnie używać tak jak na to pozwolił Vinid Frethar, aka Daegurth. Wykorzystaj to"
- Jak to, ty... Mówisz? - zdziwił się Bart obracając się i patrząc na ostrze.
"Nie przejmuj się niczym" - odezwał się znów ten sam głos w głowie Bart'a - "Gdy chcesz uniknąć ataku - nie daj się uderzyć. Gdy chcesz coś chronić - nie pozwól tego zniszczyć. A gdy atakujesz, to nie próbuj atakować - po prostu tnij".
Bart nie wiedział o co chodziło jego broni. Nawet nie był do końca przekonany, że cokolwiek stąd ma jakiś sens. Jednak wstał. Z trudem podniósł miecz oburącz i trzymał go blisko siebie, ostrze opierało się o ziemię.
Saiyan ciężko dyszał. Spojrzał w górę, gdzie niemal co chwilę pod wpływem walki dwóch potężnych fal wylatywało tyle energii, gdzie błyskało światłem na całe niebo co parę sekund.

Nagle czerwona fala przebiła się przez czarną i zmierzała z ogromną prędkością w stronę Bart'a i domu Hebrid'a. Czarna fala zniknęła gdzieś w powietrzu chwilę po tym jak została przebita.
Drake śmiał się w swoim stylu. Pierw krzyknął z całych sił, a potem ten krzyk przerowdził się w szyderczy, demoniczny śmiech. Machnął rękami jeszcze sześć razy, a więcej czerwonych fal dołączyło do tej na dole, w ciągu paru sekund. Przyspieszając ją i zwiększajac jej siłę.
"Czy to wogóle jest realne?" - zapytał się w myślach Bart.
Zaczął podnosić miecz do góry.
- AAaaaaaaaaaaaaaaaaaa! - krzyknął starając się ze wszystkich sił
Miecz powoli uniósł się do góry. Bart wyczuł odpowiedni moment. Machnął mieczem, a z jego ostrza znów wyleciała czarna fala. O wiele większa i znacznie szybsza od poprzedniej.
Ostrze miecza znów dotknęło ziemi, a Bart niemal się przewrócił.
Czarna fala, która była co najmniej dziesięć razy szybsza od tej, która leciała przed nią, kompletnie rozśmieszyła Drake'a.
Teraz zaczął się śmiać inaczej. Wrócił mu głos Daegurth'a i zaczął się śmiać łapiąc się za żołądek i trzęsąc się ze śmiechu.

Dwie fale uderzeniowe się zderzyły i nagle czarna się rozprysła... Po prostu zniknęła rozpływając się na tej czerwonej, ogromnej fali. Bart otwarł szeroko oczy ze zdziwienia.

[center]***[/center]

Wiktor leżał obok samochodu ciężko dysząc. Stało się coś, czego by się nie spodziewał wogóle. Pod wpływem ciepła samochód nie eksplodować, a jedynie cała beznyna spaliła się w jednym momencie i wyschła, bez żadnej eksplozji. Większego szczęścia mieć chyba nie mógł.
Obok niego, nieco dalej, leżała Relena. Była nieprzytomna. Miała zakrwawioną niemalże całą twarz i dużą część ubrania. W samochodzie była jeszcze Małgorzata, chyba była przytomna, ale nie do końca wiedziała co się dzieje. Jakby dopiero teraz się obudziła.
Mężczyzna powoli, z ogromnym trudem wstał. Miał chyba złamaną prawą nogę, a lewą mocno potłuczoną. Do tego jego lewa ręka nie wyglądała najlepiej, chyba skręcona.
Powoli podszedł do samochodu. Na szczęście nie musiał otwierać drzwi, gdyż wyrwało je gdy dachowali. Wyciągnął zza pasa nóż i przeciął pasy bezpieczeństwa trzymające Małgorzatę. Ta runęła w dół na podłożony tam przez wiktora koc. Nie mógł jej złapać, bo lewa ręka była zbyt niepewna. Do niedawna miał też telefon komórkowy, jednak pękł wyświetlacz i mimo, że jeszcze działał, to wogóle nie miał zasięgu.
Powoli i łagodnie zaczął wyciągać dziewczynę z samochodu jęcząc przy tym z bólu. Gdy tylko ją wyciągnął położył ją na prawym ramieniu i zaczął powoli, bardzo wolno, iść z nią w stronę Releny. Po kilku minutach położył ją obok niej.
Natychmiast sprawdził, czy wszystko z nią w porządku, a zaraz potem sprawdził co z Releną.
Małgorzata miała się lepiej. Wiktor wykrył swym bystrym wzrokiem tylko złamanie nogi. Relena nie miała tak dobrze. Leżała kompletnie nieprzytomna, miała chyba przebitą czymś lewą ręke i z głowy lała jej się krew. W tym momencie i Wiktor padł. Zemdlał, nie miał już siły.
Bezwładnie upadł na nieprzytomną Relenę. Jedynie Małgorzata była nieco przytomna, ale chyba nie była w stanie nic zrobić tylko leżała i nie wiedziała co się dzieje.

[center]***[/center]

Honou zatrzymał się przy jakimś budynku, a raczej przy ruinach tego budynku. Oparł się o niego plecami i siedział odpoczywając. Całyczas trzymał swoją prawą ręke, która była z pewnością złamana. Szybko oddychał, z pewnością odczuwał ból, malowało mu się to na twarzy.
"Nie mam już siły" - pomyślał i poczuł się bardzo senny. Wtedy zacisnął lekko lewą ręke na złamaniu. Czując ból natychmiast się przebudził. Wiedział, że nie może zasnąć. Gdyby zasnął... To byłby koniec, nie mógłby się przed czymkolwiek obronić.
Zrobiło mu się zimno, zaczął się trząść. Skulił się wciąż podpierając się o ścianę. Wtedy zobaczył jak ogromna fala leci w jego stronę.
"No nie..." - pomyślał.
Wiedział, co zrobi, ale czekał na odpowiedni moment. Nie mógł użyć techniki Kazeshidu, bo jego ręka nie była na to gotowa, mógłby się cały połamać. Musiał dlatego wyczekać na odpowiedni moment, bo gdy się pomyli o moment, wtedy będzie miał ogromny problem.
Wstał, dokładnie przyglądał się nadlatującej z oddali fali. Gdy była w odpowiedniej dla niego odległości wybił się w powietrze i zawołał: "Daisen bakuha!". Jego całe ciało pokryła czerwona aura.
Fala uderzeniowa nagle przeleciała przez niego, a on nawet nie zareagował na nią. Po prostu się przez nią przebił, w ciągu chwili znalazł się po drugiej strony, bardziej bezpieczny.
Wyłączył technikę Daisen, zanim zbliżył się do powierzchni ziemi. Wtedy upadł twardo na ziemię i zajęczał z bólu, gdy uderzył sobie lekko złamaną ręką w żołądek.
Nie miał już siły. Tym razem zużył niemalże całą energię. Zemdlał licząc na to, że wreszcie będzie mu sprzyjać szczęście.

[center]***[/center]

Bart trząsł się widząc jak ogromna czerwona fala zbliża się w jego stronę. "Czy to strach?" - pomyślał patrząc na lekko uniesioną lewą ręke. Nagle przestał się trząść.
"Nie ma co się bać" - pomyślał - "Jeżeli dane jest mi tu umrzeć, to nic nie zrobię. Dlatego nie zaszkodzi spróbować..."
Nagle oczy Super Saiyana zacząły wodzić po całym terenie wokół. W skutek nadlatywania tej ogromnej fali kawałki ziemi, części budynków, woda, gałęzie, zwłoki martwych ludzi i inne rzeczy zaczęły się unosić w powietrzu. Dość niewysoko, na dziesięć, może dwadzieścia centymetrów. W końcu nawet na pół metra wysokości.
Chłopak przełknął głośno ślinę. Wciąż się trząsł, choć już dawno wydawało mu się, że to powstrzymał.

Nagle obok Bart'a stanął Dyninio dysząc.
- Hej, jak ty...? - zdziwił się Bart
Wtedy zobaczył zakrwawioną lewą ręke chłopaka. Najwidoczniej się przeciął, żeby wydostać się z iluzji. Tylko, że naprawde dużo bólu musiał sobie zadać - była to potężna iluzja, iście mistrzowska.
- Nie wiem jak ty, ale ja się cholernie boję - powiedział Dyninio uśmiechając się - Dawaj, pomogę ci podnieść miecz, wtedy zaatakujesz, tylko porządnie, dobra?
Bart spojrzał na Dyninia ze zdziwieniem. "Boi się? A tak spokojnie o tym mówi? Jak on to robi?" - zadawał sobie w myśli pytania na które nie mógł znaleźć odpowiedzi.
Dynino podszedł bliżej, złapał rękojeść miecza i zaczął z trudem podnosić miecz do góry. Bart też podnosił miecz, wyżej i wyżej. Wreszcie znalazł się nad głową Super Saiyan'a. Wtedy naokoło chłopaka pojawiła się ogromna srebrna aura.
Potężnym machnięciem wyrwał miecz z rąc Dyninia, jednocześnie tnąc przed siebie.

Ogromna czarna fala powstała w wyniku cięcia i w ciągu sekundy zderzyła się z czerwoną falą zaczynając się z nią siłować. Ogromna fala powietrza poleciała we wszystkie strony, wgniotła Bart'a i Dyninia w ziemię po kostki. Iluzja jednak wciąż działała, nikt inny nie wyszedł z niej, prócz Dyninia, Ryuryi i Bart'a. No i częściowo Jekht'a, ale on tylko zareagował na to, że Ryurya czuła ból.

Drake przestał się śmiać, spojrzał przed siebie i zobaczył jak fale się ze sobą siłują. Popatrzał na to nieco z niedowierzaniem. Czarna fala na moment zatrzymała falę Drake'a, który wbijał teraz w nią wzrok
- Hej, co wy... Wy... - mówił Drake głosem Daegurth'a - Błagam, przestańcie już!
Znów zaczął się śmiać tym razem kompletnie zwinął się w kłębek w powietrzu i zaczął się tarzać trzymając za brzuch. Nie mógł już wytrzymać ze śmiechu.

- O co mu chodzi? - zapytał Bart wyciągając bez problemu nogi z ziemi
- Nie wiem - odpowiedział Dyninio męcząc się z wyciągnięciem nóg. Pomógł sobie rękoma i dopiero mu się udało. Wkońcu był wbity w asfalt, a nie osiągnął wcześniej, jak Bart, stadium Super Saiyan'a - Pewnie nie może się pogodzić z tym, że przegrywa
- Ta... - potwierdził Bart
"Chciałbym, żeby tak było" - pomyślał zaczynając się denerwować. Nagle jego ręce przestały drżeć, zamknął oczy i czekał.

Czarna fala znikła... Dyninio zajęczał ze zdziwienia.

[center]***[/center]

"Nareszcie" - pomyślał mężczyzna mijając kompletnie zrujnowane miasto - "Daegurth, ide po ciebie. Pokonam cie, ja, Shakashi Erabumare. To już twój koniec, dla dobra ogółu, wypełnie swoją misję". Mężczyzna w nieco szpiczastych uszach, dłuższych od uszu zwyczajnego człowieka, szedł powoli. Nie spieszył się. Wiedział, że jego cel mu nie ucieknie.
Jego jeansy były nieco zakurzone, jednak tym się nie przejmował. Powoli poprawił sobie czarne rękawice zawierające niewielkie, dziwne znaczki.
Na czole miał czarną opaskę, na której był wymalowany na biało znak błyskawicy. Jego usta i nos były przysłonięte przez przedłużony, obcisły podkoszulek, tworząc swego rodzaju maskę. Płaszcz powoli skakał na wietrze, wciąż mocno przypięty do jego szyi. Miał założone czarne gogle, przez które spokojnie i tak wszystko widział. Zaś na pasie miał opaskę z metalowym protektorem, na którym są wyryte różne znaki. Jeden z nich przypominał piorun, inny liść, jeszcze inny jakieś fale, kolejny nutkę. Było ich naprawde wiele.
"Początkowo nie byłem pewien, ale widząc to co zrobiłeś z tym miastem..." - pomyślał, gdy powiew wiatru zarzucił jego długie, biało-srebrne włosy w lewą stronę.
Stawił kolejny, pewny krok przed siebie miażdżąc gumową podeszwą swoich wysokich skórzanych butów kamień.

[center]***[/center]

- Bart! - zawołał Dyninio - Bart! Uciekajmy...?
Spojrzał w stronę Saiyana, który stał w bezruchu z lekko wbitym w ziemię mieczem. Miał zamknięte oczy, oddychał powoli i spokojnie.
"Śpi?" - zdziwił się Dyninio doskakując do kolegi
Zaczął nim trząść, ten jednak po chwili złapał jego ręke.
- Wiem - powiedział otwierając oczy
Odepchnął kolegę do tyłu, ten się przewrócił. Spojrzał na Bart'a leżąc.
"Nie ma sensu uciekać" - pomyślał Bart - "On nas znajdzie, prędzej czy później. Jedynym wyjściem jest stawić mu czoła"
Nagle Bart zaczął chichotać, a po chwili najnormalniej się śmiać. Jednak uśmiech szybko zrzedł z jego twarzy, która nabrała powagi.
"Oszalał!" - pomyślał Dyninio - "Stracił rozum... Muszę go stąd zabrać, szybko!".

Zbliżająca się fala uderzała w kilku fazach. W tym momencie nastąpiła pierwsza. Bardzo słaba, w porównaniu do pozostałych, fala powietrza uderzyła nagle w ziemię wgniatając w nią Dyninia. Bart jednak ani drgnął.
"Sewtir" - pomyślał Bart - "Za chwilę"
"Nareszcie" - odezwał się głos w głowie Super Saiyan'a. Brzmiał nieco innaczej, jakby mu było lepiej, poczuł ulgę.

- Bart, uciekaj póki możesz! - zawołał Dyninio - Dokończysz to jak będziesz gotów!
- Jestem gotów - powiedział nagle Bart - Jak nigdy przedtem. Odpoczywaj, zrobiłeś swoje

Druga faza uderzenia fali rozpoczęta. Nagle, niewiadomo skąd, pojawiło się kilkanaście takich fal powietrza jak w fazie pierwszej. Wokół Bart'a jednak po prostu znikała, jakby coś go broniło, niewidzialna aura.
Podniósł miecz oburącz, obrócił go i wbił w ziemię. Wciąż go trzymał, gdy podskoczył. Przeleciał nad bronią zyskując prędkości, impetu. Wyrwał zza siebie miecz z ziemi tnąc powietrze przed sobą.
- Kurae! - zawołał odruchowo Bart
"...tha... Kagemai" - odezwał się głos w głowie Bart'a
- Tha Kagemai! - zawołał Bart lądując na ziemi
Podniósł miecz, z trudem tnąc powietrze. Wyleciała kolejna fala, która złamała się na potężnej fali Drake'a, tak jak ta poprzednia.

Bart zaczął się śmiać, tym razem nie z tego powodu, że był pewien swojego ataku. Po prostu już nie miał żadnych asów w rękawie. Nie wiedział co zrobić. Opuścił miecz, jednak wciąż trzymał go jedną ręką. Upadł na kolana patrząc jak zbliża się powoli śmierć.
Fala była na tyle blisko, że zaczęła zmiatać budynki, bez najmniejszego oporu. Saiyan został wbity w ziemię, jedyne co czuł to ból. Ból i gniew, na to, że nie był wstanie nic zrobić...

[center]***[/center]

Nie przyspieszył, ani nie zwolnił. Bez pośpiechu szedł przez gruzy miasta, gdzieniegdzie coś płonęło. Spojrzał przed siebie, w jego goglach odbijały się miliony refleksów świetlnych.
Fala zbliżała się do ziemi. Była już niemal przy jej powierzchni. "Ktoś tam jeszcze jest" - pomyślał przekraczając coś, co kiedyś było człowiekiem. Teraz zostało po nim tylko troche popiołu.
Zatrzymał się, nagle, patrząc przed siebie. Westchnął, cicho i powoli. "Zaraz wszyscy umrą, jeżeli tam się nie ruszę" - pomyślał zamykając oczy - "Jednak wtedy zostanę wykryty i troszkę się zmęcze".
Znów spojrzał przed siebie, po czym nagle odwrócił wzrok nieco niżej, pod falę. "Może jednak wszystko będzie w porządku" - pomyślał, po czym lekko się uśmiechnął i zaczął iść przed siebie.
Obrazek

Obrazek
Dołącz do gry! Naruto-Arena.com

Obrazek

http://www.daegurth.blog.onet.pl

Słowo "siła" ma wiele znaczeń.
Awatar użytkownika
Dae
Zasłużony
Posty: 1200
Rejestracja: śr gru 22, 2004 1:26 pm
Lokalizacja: Bukowno

Post autor: Dae »

Bart zobaczył jak fala zbliża się do niego, była już kilka metrów od niego. Spojrzał na miecz, potem przed siebie. "Co robić...?" - pomyślał mocno ściskając rękojeść.
Nagle zrobiło mu się ciemno przed oczyma. Nie wiedział, gdzie jest. Zaczął się rozglądać, było kompletnie ciemno.
- Co jest, gdzie ja jestem? - myślał, a jego myśli ciągły się echem we wszystkie strony
Nagle niedaleko uderzyła błyskawica na moment rozjaśniając całe czarne niebo, czarne chmury i deszcz, którego dotąd nie czuł.
Obrócił głowę w prawo, potem w lewo. Zewsząd otaczała go ulewa, ciągłe błyski rozświetlające niebo szły w parze z potężnymi, głośnymi hukami.
Usłyszał swoje bicie serca, bardzo szybkie i nie stałe, raz przyspieszało, raz zwalniało. Chwycił się za klatkę piersiową czując okropny ból.
- Co się dzieje!?! - zadał sobie w myślach pytanie, które znów zabrzmiało echem we wszystkie strony
Zawiał mocny wiatr, niemal porywający Bart'a w powietrze. Ku swojemu zdziwieniu nie był już w stadium Super Saiyan'a, a przecież się nie odmieniał. Mimo woli upadł na kolana i zaparł się rękoma, żeby nie upaść na twarz.

Usłyszał kroki. Ktoś lub coś się bliżało, powoli, bez pośpiechu. Stałym tempem, dźwięk pluskającej wody i uderzającego o twarde podłoże metalu wciąż się powtarzał. Saiyan nie miał nawet na tyle siły i odwagi, by podnieść wzrok.
Bart wyczuł czyjąś obecność obok siebie. Czuł na sobie czyjść wzrok, przeszły go ciarki.
- Co teraz zrobisz? - usłyszał niosący się we wszystkie strony głos. Był spokojny i opanowany, a jednocześnie dziwnie straszny - Będziesz próbować dalej? A może się poddasz?
Saiyan próbował wstać, jednak nie mógł się podnieść. Czuł jak jego ciało zaczyna odmawiać mu posłuszeństwa. Zmuszał się do wykonania choć najmniejszego ruchu palcem, jednak był niemal kompletnie sparaliżowany.
Postać stojąca obok niego spokojnie czekała na odpowiedź. Bart jednak nie wiedział co powiedzieć, nie mógł wykrztusić z siebie żadnego słowa, jedynie jęczał wypuszczając z siebie powietrze. Czuł, że nie może złapać ponownego oddechu.
- Więc się poddajesz? - usłyszał głos postaci obok
"Nie poddam się!" - pomyślał Bart - "Nie mogę... Oni na mnie liczą... Dalej, cholera, ruszaj się! No dalej! Niech moja noga... Moja ręka... AAaaaaaa!". Myśli Bart'a cicho i chaotycznie niosły się przez niekończący się mrok wokół niego. Mimo tego co myślał, nawet nie drgnął, nie ruszył się w najmniejszym stopniu.
- On jednak ma gust - usłyszał znów słowa osoby stojącej obok - Jeżeli teraz się nie podniesiesz, to nie tylko ty umrzesz. To będzie początek, bo umrze i cała reszta. Jesteś żałosny, nawet nie możesz się ruszyć...
"A właśnie, że mogę!" - pomyślał starając się doskoczyć nieznanej mu postaci do gardła, jednak nic z tego. Zaczął się trząść i opadać na brzuch, jego ręce powoli się uginały, a nogi zaczęły zsuwać do tyłu.
- Jeszcze raz zadam pytanie - odezwał się nieznajomy - Poddajesz się, czy będziesz dalej próbować?
"Niczego nie będe próbować..." - pomyślał Bart - "Ja muszę wstać, musi mi się udać! Samo próbowanie nic nie zmieni!". Jednak mimo twardych myśli nawet nie mógł przerwać wolnego procesu opadania. Nic nie mógł zrobić, mimo, że starał się z całych sił.
- Więc tak... - usłyszał głos obok siebie - Czemu przestałeś oddychać? Chcesz się udusić? Martwy nikomu nie pomożesz
Bart dopiero teraz zorientował się, że wogóle nie oddycha. Powoli starał się nabrać powietrza, które w ciągu ułamka sekundy znalazło się w jego płucach.
Natychmiast przestał opadać, choć jego ręce jeszcze się trzęsły. Otworzył szybko usta nabierając powietrza i zaczynając dyszeć.
- Oddychaj powoli i głęboko - dał kolejną radę nieznajomy - Nie spiesz się, rozluźnij. Daj opaść swobodnie ciału, by móc wstać na nowo.
Saiyan początkowo oddychał bardzo szybko i chaotycznie, co chwila krztusząc się połykaną przez siebie deszczówką. Jednak po kilkudziesięciu sekundach zaczął nabierać nieco wolniej powietrze. Wtedy przestał kaszleć, a woda sama wypłynęła mu z ust.
Zaczął się podnosić, wyprostował ręce, przybliżył nogi. Wciąż cały się trząsł, odruchowo, nie tylko z zimna - dopiero teraz poczuł, że ten deszcz jest bardzo chłodny.
- Rozluźnij się, połóż na chwilę - odezwał się znów nieznajomy - Przymknij nieco oczy, daj im odpocząć. Skup się. Połóż i zacznij myśleć, spokojnie, powoli.
Chłopak nagle rozluźnił się. Uderzył twarzą w mokrą, pełną wody ziemię. Nie czuł zimna, jego ciało nie trzęsło się. Oddychał powoli, z przymkniętymi oczyma. Czuł jak powoli robi się cieplej. Otwarł oczy, zobaczył przed sobą kwiatka. Różę, czerwoną. Natychmiast wstał, odbijając się od ziemi. Rozejrzał się wokół. Było kompletnie jasno, choć na niebie wciąż widniały ciemne chmury. Stał na polance pełnej różnego rodzaju kwiatów. Oddychał powoli i spokojnie.
- Gdzie ja jestem? - zapytał na głos, nie jak poprzednio w myślach
Zaczął szukać wzrokiem swojego niedoszłego pomocnika, którego jednak nie mógł nigdzie zobaczyć.
- To jest twoja podświadomość - odezwał się echem głos
"Podświadomość?" - zdziwił się Bart, jednak jego myśli teraz znacznie spokojniej i ciszej rozeszły się wokół. Powoli z nieba znikały ciemne chmury.
- Kim jesteś? - zapytał Bart nie wiedząc z kim ma do czynienie - I dlaczego mi pomagasz?
- Kto powiedział, że ci pomagam? - zadał pytanie dziwny głos - Po prostu dbam o własne interesy
- W takim razie, kim jesteś? - zapytał Bart
- ...tha..., cień prawdy, prawdziwe odbicie - odezwał się dziwny głos
"Cień?" - zadał sobie w myślach pytanie, które już wogóle nie rozległo się w żadną stronę. Zostało tylko w myślach Saiyana, który spojrzał nieco niżej.
Zobaczył tam swój cień, a obok niego drugi, nie przyczepiony do żadnego obiektu, po prostu był. I z jego głowy patrzyły na Bart'a dziwne, czarne oczy.
- Oddychaj jeszcze nieco wolniej - odezwał się głos. Bart widział jak dziwny cień drga - Nie lubie, jak ktoś ciągle się boi.
- Boję się? - zadał pytanie na głos Bart, kojarząc, że przecież dlatego tak nieustannie się trząsł. To było ze strachu, zwykłego uczucia Saiyanów, czy ludzi. Posiadał je tak jak każdy, strach, strach przed zniszeniem czyichś nadziei, strach przed śmiercią, przed zawiedzeniem innych.
Przymknął na moment oczy, po chwili je otwarł. Gdy to zrobił wokół było już spokojnie. Tylko jedna, czy dwie niewielkie czarne chmurki przemykały przez niebo, reszta była kompletnie biała. Wiatr był słaby i w miarę ciepły. Saiyan się lekko uśmiechnął.
- Może być? - zapytał Bart - Mam nadzieję...
- Nie miej żadnych nadziei - przerwał chłopakowi dziwny głos - Musisz tam wrócić, musisz to wszystko zmienić, nie tak miało być.
Bart kiwnął głową na tak, jednak wciąż nie miał pojęcia jak to zrobić. "Nieważne, zrobię co będe musiał". Spojrzał wysoko w niebo, na słońce.
Potem jego wzrok przyciągnął ruch, nieco niżej. Wyczuł go od razu. Cień zaczął się ruszać. Wyglądało to tak, jakby sięgał po coś za plecami, po chwili wyciągnął coś i trzymał w jednej ręce. Wyglądało to jak cień miecza, bardzo szerokiego miecza. Bart natychmiast rozpoznał ten kształt - wiedział, że to musiał być Sewtir, miecz Daegurth'a, który niedawno gdzieś zniknął.
Cień z mieczem powoli wszedł w cień Bart'a, kompletnie się z nim łącząc. Ustawił się tak jak Bart, wciąż trzymając w ręku cień miecza. Nagle w ręce Bart'a pojawił się Sewtir. Chłopak otwarł szeroko oczy ze zdziwienia, po czym uśmiechnął się stanowczo.
- Jestem gotów! - powiedział, wciąż patrząc na swój cień, który kiwnął głową na "nie.
Zaczął się ruszać. Bart zobaczył, jak cień wyciąga miecz w bok i robi nim młynek, płynnie, bez żadnych problemów. Po tym rzucił delikatnie mieczem nad głowę i złapał go pewnie oburącz, po czym wbił go w ziemię. Nagle wszystkie kwiatki wokół zakrył ogromny cień. Bart spojrzał nad siebie i zobaczył półprzezroczystą kopułę.
- Invicible Aura - odezwał się głos w myślach Bart'a
- Rozumiem - powiedział Bart patrząc na swój cień - I dziękuję...

Bart otwarł nagle oczy. Nawet nie wiedział, że były zamknięte, aż do teraz. Zobaczył przed sobą ogromną falę, zaledwie kilkanaście metrów przed nim.
Natychmiast, z niesamowitą prędkością, wystawił prawą ręke z mieczem w bok. Nie ciążył mu tak jak poprzednio. Kątem oka zobaczył te dziwne czarne oczy na swoim cieniu.
Zrobił młynek w prawej ręce, po czym rzucił delikatnie miecz, który obracając się wleciał tuż nad jego głowę, ostrzem w dół. Wystawił obie rące do góry, a miecz tak jakby sam w nie wskoczył. Wtedy Bart mocno i pewnie wbił ostrze w ziemię.
- Invicible aura! - zawołał

Momentalnie ze wszystkich stron zaczęły zlatywać się czarne kawałki półprzezroczystej kopuły. Wylatywały dosłownie z eteru, ze wszystkąd, z każdego miejsca, jakby tam zawsze były. Gdy się łączyły pojawiała się między nimi jasna aura, która trzymała je ze sobą mocno. W ten sposób na jej powierzchni pojawiły się złote linie, które przypominały nieco łaty na piłce, jednak było ich znacznie więcej.
Bart spojrzał pod siebie, cień który widział w swojej podświadomości był identyczny. Ogromne koło, a nad nim dziwna kopuła. Spojrzał szybko do góry i zobaczył jak czerwona fala uderza w kopułę.

Saiyan patrzył jak wszystko poza kopułą eksploduje, znika. Złote linie łączące kawałki kopuły zaczęły powoli zanikać, a cała kopuła lekko drżała. Nagle wszystko się uspokoiło, wtedy kopuła nagle rozpadła się na kawałki i znikła w eterze.
Bart podniósł oburącz miecz, który znów był jednakowo ciężki jak poprzednio. Jednak teraz się tym nie przejmował, po prostu trzymał go w rękach.

"Ba... Bart!" - pomyślał Dyninio rozglądając się wokół - "Udało ci się!"
- Bart, udało ci się! - zawołał na głos chłopak
- Jeszcze nie - powiedział - On jeszcze jest tam, wysoko w powietrzu

"Zniszczył moją falę" - pomyślał Drake - "No, no... Ładnie, tylko, że ja się wygłupiałem. Mimo wszystko, on zyskuje siłę w zaskakującym tempie. Trzeba się go pozbyć, szybko".

Dyninio patrzał ze zdziwieniem na Bart'a, który pewnie postawił miecz na prawym ramieniu, żeby było mu lżej. "Ale on jest super..." - pomyślał patrząc na niego z profilu - "Myślałem, że już po mnie, a on...? Uratował mnie i wszystkich innych. Bart, naprawde ci dziękuję..."
- Przepraszam... - odezwał się Dyninio
Nagle dostał pięścią w twarz od Bart'a, który tylko wyprostował lewą ręke w bok.
- Ała! - zawrzeszczał Dyninio, po czym uspokoił się nieco - Należało mi się...
- Jeszcze raz mnie przeproś, a będziesz leżeć na ziemi - powiedział Bart - To ja powinienem cie przeprosić. Starałeś się jak mogłeś, a ja dopiero teraz przejrzałem na oczy.
"A to ja myślałem... Że ja nic nie robię" - pomyślał Dyninio szeroko otwierając oczy, wciąż trzymając się za bolący noc - "Przecież ja tylko tutaj siedzę, a Ty, Bart, odwalasz całą robotę... Ja nie mogę... Nie mogę tak tylko siedzieć bezczynnie!". Obrócił głowę w stronę Drake'a, potem spojrzał na Bart'a. "Od teraz też się będe starał!" - pomyślał jedną ręką ściągając sweter. Rzucił go gdzieś na bok.
- Atakujmy - powiedział Dyninio patrząc w stronę Drake'a
Bart spojrzał w stronę przyjaciela, jednak nie chciał wcale, żeby mu pomagał. Chciał sam wykończyć Drake'a, za to co zrobił jego bratu, za to co zrobił im wszystkim.
- Nie - nagle odezwał się Super Saiyan podnosząc oburęcz miecz - To moja walka, sam go pokonam
- Jasne, że go pokonasz - powiedział Dyninio kładąc ręke Bart'owi na ramieniu - Ale nie dam ci tej przyjemności zrobienia tego samemu. Sam muszę mu się odpłacić, a wiesz za co? Za to co zrobił tobie.
- Mniejsza o to co zrobił mnie - powiedział Bart - Ważne jest to, co zrobił innym
- Nie - Dyninio szarpnął ręke Bart'a - On skrzywdził ciebie, najbardziej z nas wszystkich, za to musi zapłacić.
Bart spojrzał na Dyninia, po czym się uśmiechnął.
- Wiesz co, takie to wzruszające, że chyba się rozpłaczę - zażartował Bart - Dzięki
- Nie dziękuj, jeszcze nic mu nie zrobiłem - odezwał się Dyninio

Chłopak z Olimpii wziął ręke z ramienia Bart'a i patrzył w stronę Drake'a uśmiechając się. Jego włosy zaczęły latać we wszystkie strony, zresztą tak jak ubranie. Nagle mięśnie się nieco napięły i urosły, a włosy stanęły dęba zmieniając kolor na złoty.

- Ty też możesz zamienić się w SSJ? - zapytał nieco zdziwiony Bart
- Od jakiegoś czasu - odezwał się Dyninio - Koniec gadki, ten gad coś szykuje

Dyninio miał rację. Drake nie wisiał spokojnie w powietrzu nic nie robiąc. Koncentrował swoją energię, dlatego nie mógł się wogóle ruszyć. Dlatego wciąż wisiał w jednym miejscu. Nagle otwrł usta wystrzeliwywując ogromny, potężny, czerwony promień który w mgnieniu oka znalazł się przy Dyniniu i Barcie.

Odruchowo Dyninio zastawił się rękami, nie miał jednak pojęcia jaki ten promień jest potężny. Zanim do niego doleciał już rozszarpał niemal całe jego ubranie. Zostały na nim jedynie ledwie trzymające się strzępy. A jeszcze nadlatywał sam promień.
Wtedy przed przyjaciela wskoczył Bart zastawiając się mieczem. Promień uderzył w miecz i zaczął się na nim rozbijać. Samo ostrze zmieniało powoli kolor na czerwony pod wpływem nagrzewania się. Bart czuł jak i sama rękojeść zaczyna się nagrzewać, widział też dym unoszący się z ostrza, które zaczęło powoli topnieć.
Chłopak usłyszał w głowie cichy jęk, wtedy odsunął miecz sprzed siebie i próbował złapać promień rękami.

- Kamehameha! - usłyszał nagle zza siebie i zobaczył jak w czerwony promień wbija się niebieski, nieco mniej szeroki od tamtego, jednak pełen skoncentrowanej energii.
Bart nie czekał na zbawienie. Natychmiast skoczył do tyłu robiąc salto i stanął obok Dyninia. Wbił miecz w ziemię, obok siebie, po czym wystawił obie ręce na bok, a po chwili przeciągnął je przed siebie.
- Final Flash! - zawołał, a z jego rąk wystrzeliła jasna, złota fala energii, która w locie połączyła się z niebieską falą Dyninia tworząc jasno-złotą falę o niebieskim odblasku.
Uformowana w ten sposób fala zaczęła przebijać się przez falę Drake'a. Jednak ten nagle ryknął, a jego promień momentalnie się powiększył i zaczął przebijać w mgnieniu oka jasno-złotą falę...

- Tsuyode - usłyszał nagle Bart i Dyninio zza siebie. Nagle poczuli ogromny przypływ sił, a ich fale same wzrosły. Obaj rozszerzyli oczy ze zdziwienia.(Jeżeli ktoś woli, to uważajcie że tam był jeden ze zwrotów: "Blessing", "Maximize strength", "Boska moc")
- Co to było? - zdziwił się Dyninio
- Nie wiem - odezwał się Bart nieco odchylając głowę do tyłu. Zobaczył ruszającą rękami Ryurye, która cicho szeptała jakieś dziwne słowa. Super Saiyan znów spojrzał w stronę Drake'a - Już wiem, nie przejmuj się
- Chi degenerator - odezwała się cicho Ryurya
Nagle oba walczące ze sobą promienie po prostu zniknęły rozpływając się w powietrzu.
Bart wyciągnął nieco ochłodzony miecz z ziemi i bez problemu podniósł go jedną ręką. Uśmiechnął się myśląc "Dzięki Ryurya", po czym skoczył w powietrze i zaczął latać.
Dyninio spojrzał na partnera, po czym westchnął. "I niby jak ja tam polecę?" - zastanawiał się chłopak, po czym pochylił się lekko i z całych sił wybił się do góry. Leciał naprawde szybko, nawet prześcignął Bart'a, który starał się dogonić Dyninia.
- Wings of heaven - usłyszeli cichy kobiecy głos z dołu
Dyninio nagle poczuł się lekki i w ciągu chwili skręcił nieco w prawo. Bez problemu leciał tam, gdzie chciał. Całe jego ciało pokrywała dziwna biała aura, która pozwalała mu latać bez największego trudu.

"Ryurya jest naprawde silna" - pomyślał Dyninio zrównując prędkość z Bart'em - "Bez niej byłoby nam o wiele trudniej".
- Dyninio, musimy mieć jakiś plan - powiedział Bart lecąc obok kolegi
- Ta - przytaknął Dyninio - Mam jeden, odwracam jego uwagę, a ty go po prostu tnij
- Może być, ale na pewno sobie poradzisz? - zapytał Bart
- Ja powinienem się pytać ciebie, czy go utniesz, bo ja na pewno sobie poradzę - odezwał się Dyninio


Drake nagle wystawił ręke w prawo. Powoli zaczął zbierać się w niej ogień, początkowo w samej dłoni, potem pojawiła się kule przed ręką. Z kuli, nieco do góry, na wysokość około metra i trzydziestu centymetrów wystrzelił płomień o szerokości mniej więcej trzydziestu centymetrów. Drake nagle złapał kulę, a ogień zgasł. W jego miejscu pojawił się dziwny, runiczny miecz, o niespotykanym kształcie.
Jego ostrze było wygięte, zupełnie jak u scimitarów. Od drugiej strony ostrza znajdowały się trzy łamacze ostrzy, czyli specjalne zagięcia, które podczas walki pozwalały na obronę przed ostrzem przeciwnika i, po odpowiednim manewrze, na złamanie go. Całe ostrze było mieszanką szkarłatu i czerni, zaś rękojeść była cała czarna. Z wyjątkiem gardy, która oprócz tego, że była czerwona, to płonęła czarnym ogniem.
Wystawił ręke w bok, po czym tak jakby chciał wbić trzymany w ręku miecz w ziemię.
- Dragon slash! - zawołał, a we wszystkie strony wystrzeliły z miecza czerwono-czarne znaki
Bart i Dyninio widzieli, jak dziwne znaki zajmują powierzchnię mniej więcej kuli wokół Drake'a, po czym zaczęły nieco świecić. Bardzo ich zdziwiły, gdy przeleciały tuż obok nich, ledwie je minęli lecąc przy tak wielkiej prędkości. Drake zaczął się głośno śmiać, mówiąc "Zobaczymy jak sobie z tym poradzicie!"
- Spell break! - zawołała z dołu Ryurya, a znaki nagle się rozpłynęły w powietrzu

Smok w ciele Daegurth'a zaczął powoli się denerwować na przeszkadzającą mu czarodziejkę. Wiedział, że nie może w tym momencie rzucić rzadnego zaklęcia, ani nawet użyć potężnej umiejętności. Nie, dopóki ona tutaj jest. Ale na szczęście był pewien, że siła fizyczna mu wystarczy.
Szybko doleciał do Dyninia i Bart'a. Zostawił za sobą długi i ledwie widoczny czerwony ślad. Super Saiyanie naprawde długo lecieli w stronę smoka, który w ułamku sekundy zdążył przelecieć tak dużą odległość. Natychmiast uderzył Bart'a pięścią w twarz, jednocześnie kopiąc Dyninia. Złapał chłopaka trzymającego w ręku miecz i rzucił w jego przyjaciela. Zaczęli teraz lecieć, a raczej spadać, w stronę ziemi patrząc do góry, na Drake'a, który nabierał w usta powoli powietrza. Nagle wystrzelił falę gorącego powietrza, które po drodze do Bart'a i Dyninia zamieniło się w ogień.
- Increase Agility - zawołała Ryurya
Na moment Dyninia i Bart'a pokryła niebieska aura, która jednak szybko przeniknęła wewnątrz ich ciała. Obaj poczuli, jak ich zmysły zaczęły się wyczulać. Wszystko wokół tak jakby zwolniło. Spojrzeli na siebie kątem oka, po czym jednocześnie kiwnęli głową. Obaj mieli niemal takie same myśli. "Ryuryi należy się piwo" - pomyśleli
Nagle obaj polecieli w różnych kierunkach zostawiając za sobą białą smugę. Dyninio pojawił się tuż obok Drake'a chcąc uderzyć go pięścią, jednak nic to nie dało. Smok bez najmniejszego problemu uniknął i złapał chciał złapać chłopaka za ręke, jednak ten rozpłynął się w powietrzu i pojawił za przeciwnikiem kopiąc go. Drake zablokował uderzenie ręką, po czym szybko machnął mieczem w stronę Dyninia. Ten uniknął moment przed tym, jak potężna ogniowa fala ruszyła daleko i wysoko w niebo, tnąc po drodze wszystkie chmury.
Nagle Drake odskoczył nieco w tył unikając czarnej fali energii wypuszczonej przez Bart'a, przy pomocy miecza.
- Spell chain - zaczęła Ryurya - Immobilize, Silent, Slow, Disease!
- Reflect - powiedział cicho Drake, a naokoło niego pojawiła się na krótką chwilę półprzezroczysta fioletowa kopuła
Kopuła znikła, jednak po chwili na moment zaświeciła, a Ryurya nagle upadła na ziemię łapiąc się za brzuch.

Bart wiedział, że teraz jest dobry moment na atak, jednak był pewien, że pierwszy lepszy atak nic nie da. Musiał zastosować coś innowacyjnego, coś czego przeciwnik się nie spodziewa. Wpadł na pomysł, nieco wymagający, jednak bardzo innowacyjny. Wyrzucił miecz nieco nad siebie, wtedy zaczął on powoli kręcić się powoli się wznosząc.
"Zaraz będzie ciął" - pomyślał Drake widząc jak miecz zaczyna opadać. W tym momencie nieco odskoczył i przygotował się do kontry, dokładniej kontr-cięcia.
Wtedy Super Saiyan wyprostował obie ręce przed siebie i wystrzelił kilka tysięcy bardzo cienkich promieni, które leciały w niewielkich odstępach od siebie. Z początku były bardzo blisko siebie, później coraz bardziej się oddalały, a na sam koniec znów się złączały. W ten sposób Bart stworzył atak przed którym było bardzo ciężko uniknąć, gdyż działał on na dużą powierzchnię.
Drake bardzo się zdziwił, gdy zobaczył jak cieniutkie promienie nadlatują ze wszystkich stron. Nagle zniknął, zostawiając za sobą czerwoną smugę odleciał nieco dalej, jednak tam też zobaczył masę promieni nadlatujących zewsząd. Wtedy wystawił przed siebie miecz, ostrzem do góry. Nagle czarny ogień z gardy pokrył cały miecz, a po chwili utworzył czarną kopułę wokół Drake'a, która za moment eksplodowała kompletnie niszcząc wszystkie promienie wokół.

Dyninio jednak nadlatywał już z niesamowitą prędkością zza pleców Drake'a, który jednak szybko się obrócił i ciął powietrze. Ogromna ogniowa fala leciała teraz w stronę Dyninia, który początkowo się przeraził jak ją zobaczył.
"Nie da rady" - pomyślał - "Trzeba użyć całej mocy, chociaż tego nie chciałem..."
- Kaiouken! - zawołał a wokół niego pojawiła się czerwona poświata, która zaczęła mieszać się ze złotą, którą uzyskał po zamianie w Super Saiyana.
Na moment zniknął kompletnie z widoku Drake'a i Bart'a, po czym pojawił się tuż za smokiem w nieswoim ciele. Chciał mu zadać cios, jednak zobaczył, jak ten już zaczyna się obracać machając mieczem. Wtedy znów zniknął i pojawił się nieco wyżej, za plecami Drake'a, jednak znów zmuszony był by nie zadać ataku, bo smok tym razem chciał go złapać lewą ręką, jakby przewidział, że Dyninio poleci mu za plecy. Znów rozpłynął się w powietrzu i gdy już miał uderzać, zobaczył przed sobą Bart'a. Natychmiast się zatrzymał, a wtedy on złapał go za szyję, kompletnie obezwałdniając.

- Chyba zapomniałeś, że wciąż mogę poddać was iluzji - powiedział Bart trzymając Dyninia za szyję

Prawdziwy Bart też poddany był iluzji. Wydawało mu się, że Dyninio atakował Drake'a i w pewnym momencie nieco odskoczył. Uznał to za dobry moment na atak, przeciął powietrze przy pomocy miecza, który trzymał w ręce, jednak z jego ostrza nie wyleciała czarna fala.
"Co jest!?!" - zdziwił się Bart
"Uważaj gdzie atakujesz" - usłyszał głos w umyśle - "Tam jest Dyninio, wciąż jesteś pod działaniem iluzji Drake'a, dlatego lepiej jeżeli ja zawalcze. Rozluźnij się i przestań kompletnie ruszać, ja pokieruję tobą, na moment".

Bart pojawił się obok Dyninia - ten prawdziwy. Drake wciąż trzymał go za szyję.
- No widzisz? Teraz cie potnie na plasterki - powiedział smok widząc jak Bart przymierza się do ataku
Jednak w ostatnim momencie Bart, którego widział Drake, zmienił się w czarną plamę i zniknął w eterze. Wtedy automatycznie garda u miecza Drake'a wysłała falę za smoka, blokując przed atakiem zza pleców. Wtedy Drake rzucił Dyniniem w dół, wiedział, że działa na niego iluzja i nie musiał się nim przejmować. Jego przeciwnikiem był Bart, który jakimś sposobem ją przełamał.

- Nie wiem jak to zrobiłeś - powiedział Drake - Ale przełamałeś iluzję, jednak iluzja to nie wszystko, za chwilę skończą się magiczne modyfikacje czarodziejki i nie będzie ci tak łatwo...
Gadaninę smoka przerwało cięcie, które z ledwością zablokował przy pomocy swojego unikalnego miecza. Zaraz potem nastąpiło kolejne uderzenie, od góry. Miecz Drake po zablokowaniu go zaczął się trząść, a po chwili jego właściciel musiał odskoczyć do tyłu.
Drake złapał miecz oburącz. Jego ostrze pokryło się czarnym ogniem z gardy, po czym ciął mieczem powietrze w stronę Bart'a, wołając "Kurokotetsu!". Przed Drake'm pojawiła się czerwona fala płonąca czarnym ogniem, która jeszcze zmierzała w stronę Bart'a. Ten wystawił miecz przed siebie i czekał. "Invicible Aura" powiedział w odpowiednim momencie, a z eteru wyskoczyły kawałki kopuły, która zaczęła otaczać Super Saiyan'a.
Fala Drake'a uderzyła w kopułę i przeleciała przez nią, jednak kompletnie nic nie zrobiła jej właścicielowi, który zniknął i pojawił się za Drake'm. Uderzył szybko mieczem w smoka, nie zwracając uwagi na obronę, zupełnie jaky oszalał.
Drake obronił się mieczem raz, potem drugi, a następnie uderzył z półobrotu w Bart'a. Ten jednak nie otrzymał ciosu, gdyż atak zatrzymał się na ledwie widocznej barierze przypominającą kopułę, pełną jasno-złotych linek łączących kawałki bariery.
Wtedy Drake był otwarty na ataki. Bart uderzył go mieczem z całych sił... A ostrze zatrzymało się na jego ciele, powoli zaczęła po nim płynąć posoka.
Bart widział jak Drake powoli łapie miecz za ostrze i wyciąga go z barku, na którym widniało niewielkie przecięcie, które po chwili się zagoiło.
- Ostatnia szansa - powiedział Drake - Dołączysz do mnie? Czy wolisz zginąć?
- Znasz moją odpowiedź - powiedział pewnie siebie Bart - Znasz ją bardzo dobrze!
- Więc wolisz umrzeć? Wedle życzenia... - powiedział smok podnosząc ręke z mieczem do góry. Nagle cała jego ręka i ostrze miecza zapłonęły czarnym ogniem.

Słychać było z dołu klaskanie w dłonie, powolne, spokojne. Normalne bicie braw, applauz.
- Brawo - odezwał się mężczyzna stojący na ziemi. Patrzył na Drake'a i Bart'a spod swoich gogli, które powoli ściągnął, a te poprostu znikły rozpływając się w powietrzu. Jego czarny płaszcz powiewał na wietrze - Należą ci się brawa Bart
- Nie rozmawiaj z nieboszczykami - odezwał się Drake chcąc ciąć Bart'a swoim mieczem. Zaczął przechylać ręke w stronę Saiyana, który już odmienił się ze stadium ssj.
Wtedy jego ręka nagle się zatrzymała, a raczej została zatrzymana. Obok niego wisiał w powietrzu mężczyzna, ten sam, który jeszcze przed chwilą stał na ziemi. Trzymał płonącą czarnym ogniem ręke Drake'a, który nie mógł się teraz wogóle ruszyć.

- Hej, co jest!?! - zawołał Bobercik z dołu - Co tu się stało!?!
Rauko natychmiast znalazł się na górze, tuż obok Drake'a. "Jak to, nawet nic nie poczułem!?!" - zdziwił się i nieco zdenerwował na siebie - "No nie! Jak to możliwe, że nawet nic nie poczułem!?!".
Terenis natychmiast poczuła głód krwi, gdyż tej było pełno wszędzie wokół. Mimowolnie wysunęły sie jej kły, wtedy ugryzła się lekko w ręke i powoli zaczęła się uspokajać.
Hebrid natychmiast podbiegł do leżącej na ziemi Ryuryi. Znalazło się tam też dużo innych osób, chcących jej pomóc, jednak nikt nawet nie wiedział co jej jest. Tylko leżała na ziemi, bez słowa, trzymając się za brzuch.

Broly Darkness i jego brat pojawili się tuż obok Rauko. Powoli ilość osób w powietrzu rosła. Za moment zjawił się tam i Radek.

- Kim jesteś? - zapytał Rauko patrząc na nieznajomego
- Shakashi. Shakashi Erabumare - powiedział młody mężczyzna - Przyszedłem po Daegurth'a
Zacisnął mocniej dłoń, wtedy Drake puścił miecz, a Bart mógł wtedy odskoczyć. Spadający miecz leciał szybko w dół, całyczas przyspieszając, gdy nagle spłonął.
- Jak to, przyszedłeś? - zapytał Bart
Shakashi zaczął przy pomocy jednej ręki kręcić Drake'm w powietrzu, żeby nie mógł uciec, ani nic zrobić.
- Teraz to już żadna tajemnica - odezwał się - Moim zadaniem jest unicestwić go. I właśnie tak zrobię.
Nagle poluzował ręke, a Drake się uwolnił. Groly natychmiast zamienił się w SSJ, a Broly Darkness w LSSJ. Rauko przyglądał się wszystkiemu wisząc w powietrzu, a Radek zupełnie nie miał pojęcia co się dzieje, jednak nie odzywał się ani słowem i był gotów by działać, gdyby była taka potrzeba. Tak jak go uczył Rauko.
- Nieźle - powiedział Drake zatrzymując się w powietrzu - Ale ja nawet nie pokazałem dziesiątej części swojej mocy, a nawet dwudziestej.
Odpowiedziała mu cisza. Nikt mu nic nie odpowiedział, jedynie Bart dziwił się, że Drake nawet się nie zmęczył. Nagle miecz trzymany w ręce zaczął mu ciążyć i ciągnąć go w dół. Wtedy Rauko złapał Bart'a za ramię, a on bez większego problemu trzymał miecz w powietrzu.
"Łał" - pomyślał - "Jak on to zrobił? Tylko złapał moje ramię i już mogę bez problemu trzymać ten bardzo ciężki miecz"

Dyninio i Adrian dobiegli do siebie na ziemi i zaczęli rozmawiać. Powoli chłopak z Olimpii wyjaśniał Adrianowi co się działo. Bobercik nie miał większego problemu, gdyż szybko wyczytał Dyniniowi z głowy co się stało.

Do leżącej na ziemi księżniczki dobiegł jej strażnik, Jekht, zaraz po tym jak się ocknął. Stracił przytomność uderzając w ścianę. Przyjrzał się dokładnie swojej pani, po czym wywnioskował co się stało. Niestety nie opanował na tyle zdolności magicznych, by zapobiec wszystkim efektom, jednak mógł zdezaktywować kilka z nich.
Pochylił się nad księżniczką i zaczął machać rękami mówiąc niezrozumiałe dla nikogo słowa. Na sam koniec wyciągnął przed siebie ręce, w stronę Ryuryi, mówiąc "Esuna".
Księżniczka natychmiast zaczęła kaszleć i jęczeć z bólu, powoli, bardzo wolno.
Zaczęła bardzo powoli wykonywać gesty rękami i mówić bardzo wolno słowa. Na sam koniec powiedziała powoli, przeciągle "Dispell" i nagle zaczęła normalnie, szybko się poruszać. Wstała i znów zaczęła rzucać jakieś zaklęcia, tym razem leczące, na tych którzy ucierpieli.
- Pani Ryuryo, wszystko w porządku? - zapytał Hebrid
- Pani jest teraz zajęta - odpowiedział w jej imieniu Jekht - Rzuca zaklęcia, proszę jej nie przerywać

Drake rozpłynął się w powietrzu. Rauko w tym samym momencie zniknął. Nagle obaj pojawili się przy Shakashi'm, najwidoczniej Drake chciał go uderzyć, jednak Rauko złapał jego ręke i zaczął wpatrywać mu się w oczy.

- Daj mi zabić tego mutanta - odezwał się Drake - Nie mogę znieść takich potworów w moim...
Nagle Drake zaczął z ogromną prędkością lecieć w tył. Jego oczy niemal wyskoczyły mu z oczodołów z bólu. Nawet nie jęknął za głośno.
Shakashi był obok Rauko z ręką wystawioną do przodu. Patrzył jak Daegurth oddala się coraz dalej i dalej.
- Nikt nie będzie mnie nazywać potworem - powiedział spokojnie i beznemiętnie - A w szczególności takie monstrum jak ty
"Kim on jest?" - zdziwił się Rauko - "Nawet nie widziałem jak się rusza... Co więcej, nawet nie wyczułem jego energii, gdy uderzał. Zrobił to tak szybko, że tego nie zobaczyłem? Ale to niemożliwe, bez problemu czytam nawet ruchy Brolyego Darkness. Kim on jest? Czyżby faktycznie był potworem? Albo, jak to nazwał Drake, 'Mutantem' ?"

Nagle Drake zatrzymał się w powietrzu i ryknął ze złości. Skóra Daegurth'a zaczęła robić się ciemniejsza, a później coraz bardziej czerwona. Naokoło niej pojawiła się czerwona energiia, która uformowała się w kształt miniaturowego smoka. Nawet uformowała skrzydła z czerwonej energii.
- Teraz dostaniesz mutancie! - zawołał Drake wystawiając ręke do przodu
Nagle energia otaczająca ręke wydłużyła się i zaczęła lecieć w stronę Shakashi'ego. W pewnym momencie się powiększyła tworząc ogromną łapę ze szponami. Łapa z ogromną prędkością uderzyła w Shakashi'ego. Ten jednak wisiał tylko w powietrzu z prawą ręką wyciągniętą do przodu.
Lewą ręką złapał płaszcz i płynnym ruchem ręki go zdjął, po czym rzucił go w lewo, a ten zniknął. Wtedy młody mężczyzna pojawił się tuż za Drake'm, w mgnieniu oka. Zadał mu cios łokciem w głowę, wtedy ten zaczął bardzo szybko spadać w dół. Jednak po chwili Shakashi był przy nim i chciał go mocno kopnąć, ten jednak zastawił się swoimi skrzydłami z czerwonej energii. Noga młodego mężczyzny zatrzymała się na skrzydłach z energii. Na moment. Po chwili Shakashi pochylił się do tyłu i pchnął nogę mocniej przebijając się przez energię i kopiąc Drake'a w twarz.

"Jeszcze przed chwilą ledwie z nim wygrywałem" - myślał Bart - "A on bez problemu go bije... Kim on jest?".
Jednocześnie Bobercik, Adrian i Dyninio żałowali, że nie mogli znaleźc się nieco bliżej, ale niestety nie potrafili latać. Wszystkiemu przyglądali się z dołu licząc na to, że akcja przeniesie się na ziemię.
Bobercik starał się dowiedzieć zamiarów przybysza, który teraz dawał naprawdę niezły wycisk Drake'owi. Uderzał go tak szybko i tak mocno, że tamten latał we wszystkie strony nie mogąc nawet zkontrować. Wyglądało na to, że przewyższał smoka o głowę, jeżeli chodzi o walkę. Jednak gdy próbował przeczytać myśli, to ukazała się przed nim pustka - jakby nie mógł dostać się do umysłu młodego mężczyzny.

Smok miał już dość ciągłych uderzeń. Zatrzymał się w powietrzu, gdy Shakashi pojawił się tuż przed nim.
- To już koniec - powiedział
- Tak... - odpowiedział powoli Drake
Chwycił nagle się za kostki i zrzucił coś w dół, potem złapał się za nadgarstki i też czegoś się pozbył, na sam koniec zrzucił w stronę ziemi swój pas. Odskoczył nieco w tył od wkurzającego go "mutanta" i uderzył w coś plecami. Gdy się obrócił zobaczył za sobą jego twarz.
- Powiedziałem, że to już koniec - powtórzył Shakashi - Zginiesz, za wszystko co zrobiłeś
Drake najwyraźniej się wkurzył, tym razem porządnie. Ryknął, a we wszystkie strony poleciała fala energetyczna.

Broly Darkness stworzył barierę, która obroniła wszystkich w powietrzu przed potężną falą, choć z ledwością ta bariera się utrzymała.
- Robi się niebezpiecznie - powiedział - Wolałbym nie stawać im na drodze
- Ta - przytaknął Rauko - Ale dopóki będą walczyć, nie będzie bezpiecznego miejsca

Energia otaczająca ciało Daegurth'a zaczęła zmieniać kolor, robić się ciemniejsza i zmniejszać. Skrzydła stały się bardziej twarde i nabrały czarnej barwy. Były teraz pełne bardzo skoncentrowanej energii, nie tak jak poprzednio.
Zniknął, pojawił się za Shakashim zadając uderzenie ręką. Jednocześnie energia otaczająca ręke wyleciała nieco do przodu łapiąc przeciwnika, który jednak wcale nie uciekał. Wtedy Drake wypluł z ust czarny ogień w stronę złapanego przy pomocy energii.
- Juukan - powiedział cicho Shakashi, a naokoło niego pojawiła się biała aura, która odepchnęła energię Drake'a tak, że mógł uniknąć ataku ogniem.
Pojawił się tuż za smokiem, gdzie zawisł w powietrzu i zamknął na moment oczy.
- Mangekyou Shakkugan - powiedział cicho otwierając je
Były inne niż poprzednio. Kompletnie inne. Źrenice znacznie się powiększyły i nabrały koloru czerwonego, a w samym środku znajdowało się coś na podobieństwo trzyramiennego shuriken'a, który kręcił się w koło. Takim wzrokiem patrzył w stronę Drake'a, który szybko się obrócił i odwzajemnił spojrzenie. W tym momencie obaj zniknęli, po prostu rozpłynęli się w powietrzu.

- Hej, co jest!?! - zawołał Adrian z ziemi
- Nie ma ich tu już - powiedział cicho Rauko wisząc w powietrzu

W międzyczasie Dyninio stanął bliżej Bobercik'a. Chciał z nim porozmawiać, na poważnie.
- Bobercik - powiedział cicho - Lepiej przygotuj statek
- Ta - przytaknął - Rozumiem, on w tej kwestii nie kłamał
Dyninio kiwnął głową

[center]***[/center]

Wiktor powoli otwarł oczy, jednak wciąż jeszcze wszystko widział jak przez mgłę. Wokół niego pełno bieli, strasznie jasno, dopiero po chwili wzrok zaczął mu się wyostrzać. Leżał w łóżku, przykryty białą, puchową kołdrą. Zobaczył zasłony wiszące obok uchylonego okna, zamknął na moment oczy, po czym je otworzył. Tuż przed nim stała jakaś dziwna postać, która tak jakby parowała, rozmazywała się jeszcze bardziej niż otoczenie. Zobaczył jak wyciąga w jego stronę ręke, wtedy nagle coś w nią tak jakby uderzyło.
Przerażony odskoczył do tyłu uderzając mocno plecami o ścianę. Rozejrzał się wokół - zobaczył Relenę i Małgorzatę leżące w łóżkach obok, jednak nie został ani ślad po tej dziwnej postaci. A może mu się przyśniło? "Tak, to z pewnością był sen" - pomyślał zeskakując z łóżka. Mimo obandażowanych nóg i rąk nie czuł bólu, co dosyć go zdziwiło.
Rozejrzał się dokładniej. Zobaczył małe szafki na ubrania i inne rzeczy, a także specyficzne stojaki. Domyślił się, że to jakiś szpital. Cieszył się, że tutaj trafił, jednak życie nauczyło go, że warto jeszcze upewnić się jak tutaj trafił i kim okazał się szczęśliwy ratownik. I po prostu miał złe przeczucie, dlatego natychmiast, bezszelestnie, wyszedł z pokoju.

[center]***[/center]

"Życie jest nieustanną walką" - pomyślał stojąc nad ruinami miasta - "Pełną zwrotów i upadków, gdzie dla szczęśliwców nie kończy się śmiercią. Niestety nawet ja nie jestem w stanie powstrzymać tego co się stanie. Choć do niedawna uważałem to za nie do przyjęcia, żal mi ich... Tych wszystkich którzy umrą tutaj już za niedługo."
Sesshomaru obrócił się, a łza z trudem przemknęła po jego policzku. Ruszył przed siebie, powoli i pewnie. "Wszyscy, którzy przeżyli w obrębie tego miasta umrą teraz na pewno. Wszyscy w obrębie tego państwa, planety... A wkrótce i wszechświata. Na mnie też kiedyś przyjdzie kolej... Żebym był tylko gotów stawić czoła śmierci i godnie wykonać rolę w tej grze zwanej życiem... Jeżeli istnieją bogowie, to musieli mieć ogromne poczucie humoru, stworzyli coś pięknego, a zarazem tak przerażającego..."
Zatrzymał się. Spojrzał wysoko nad siebie, na płynące po bezkresnym niebie chmury. Zamknął oczy i rozstawił ręce na boki. Usłyszał łagodny świergot ptaków i szum wiatru.
- Żegnajcie - powiedział
"Niestety nie mogę wam pomóc, chyba już nikt nie może. Nawet Youkai nie może na to nic poradzić, ani człowiek, ani saiyan... Może nawet bóg. Żegnajcie wszyscy, mam nadzieję, że jakoś sobie dacie radę... Ja muszę już teraz przeskoczyć, innaczej bym został schwytany przez wir czasu..."
Wokół youkai nagle zaczęła krążyć przezroczysta energia zrywająca trawę, wyrzucająca w powietrze kamienie i tnąca odzież Sesshomaru. Nagle jej ilość zgęstniała, ciężko byłoby cokolwiek przez nią zobaczyć, gdy niespodziewanie uderzyła w Sesshomaru, a ten zniknął, jakby nigdy go tutaj nie było.

[center]***[/center]

- Wszyscy już są na statku? - zapytał Bobercik przez mikrofon, który wywołał dźwięk na całym statku
- Tak, ruszaj tak szybko, jak to możliwe - powiedział Rauko kiwając głową - Nie ma czasu

Nagle statek kosmiczny zaczął się trząść. Było to coś naprawde poważnego, Bobercika rzuciło w prawo, a potem w lewo, zanim odpalił maszynę wrzeszcząc.
- Co jest!?! - zawołał Bart z trudem utrzymując równowagę.
Natychmiast podbiegł do okna. Tuż za nim zobaczył jak czarna plama spada na planetę. Jedna część tej plamy była na tyle blisko, że zdołał jej się przyjrzeć. To nie była wcale żadna plama, a setki-tysięcy czarnych sylwetek spadających gdzieś z nieba.
Cała reszta pasażerów natychmiast dobiegła do okien i bezradnie patrzyła jak miliardy dziwnych postaci zajmują powierzchnię ziemi. Nikt nie miał odwagi nic powiedzieć, wszyscy wiedzieli, że to nie miało sensu, było kompletnie bezcelowe. I tak nie byli w stanie nic zrobić, nie mogli nawet pomóc Daegurth'owi, a teraz chodziło o los całego świata...

Na niebie pojawiła się mała czarna kulka, niczym kropka, w którą z ogromną prędkością zaczęły wlatywać chmury i masy powietrza. Po chwilki zaczęła rosnąć wciągając wszystko.

Bobercik jak opentany sprawdzał wszystkie sensory i klikał przeróżne przyciski. Był w pełni skupiony, nie mógł pozwolić sobie na błąd. Do tego musiał zaufać Drake'owi, urządzenie które dostał było jedynym wyjściem z tej sytuacji, gdyż statek kosmiczny, mimo, że czarna dziura była jeszcze mała, to już spowolniła lot statku.
- Złapcie się czegoś, szybko! - zawołał naciskając przeróżne przyciski

Jedno naciśnięcie guzika zmieni wszystko. Bobercik o tym wiedział, jego ręka wisiała w powietrzu nad niedawno dodanym czerwonym przeciskiem, druga przy nidawno dodanej dźwigni. Przełknął głośno ślinę i pewnie nacisnął czerwony przycisk, po czym pociągnął dźwignię do połowy maksymalnego wychylenia i zablokował ją.

Nagle cały krajobraz wsysanej przez niewidzialną siłę planety zniknął gdzieś za ich plecami. Czuli okropną bezsilność, ledwie zdołali ocalić siebie, a nawet nie udało im się zabrać kilku osób... Wygląda na to, że ludzka rasa wymrze kompletnie, zostanie raz na zawsze unicestwiona.

Co po niektórzy cicho płakali żegnając się w myślach ze swoimi rodzinami na Ziemi, z przyjaciółmi, ze znajomymi, a nawet z wrogami... Wszystko działo się tak powoli, a oni byli skazani na ucieczke. Nawet woleli nie obracać się do tyłu, bo jeszcze coś kazałoby im wrócić... Tak było lepiej, o wiele lepiej...

Nagle na statku zrobiło się strasznie chłodno. Dokładnie w kabinie pilota, która była dosyć obszerna. Bobercik poczuł jak przechodzą go ciarki i usłyszał coś za sobą. Na krótki moment obrócił głowę do tyłu i zobaczył jak nagle na statku pojawia się niewielka czarna kropka. Wstrzymał oddech z wrażenia, był kompletnie przerażony gdy zobaczył jak ta zaczyna się powiększać. Jego serce biło tak szybko, mocno i gwałtownie, że prawie pękła mu klatka piersiowa.
Patrzył, nie mógł zrobić nic więcej. Otwór w przestrzeni miał rozmiar mniej więcej dwóch i pół metra wysokości i półtora szerokości. Z jego wnętrza nagle wyskoczyła jakaś czarna energia, która zaczęła rozchodzić się po pokoju. Po chwili jakaś postać wyszła powoli z dziwnego, nietypowego przejścia. Była cała pokryta czarną energią. Stała w miejscu, gdy przejście za nią powoli się zamykało. Gdy zamknęło się kompletnie, to nagle cała energia zniknęła.

Postać stała pewnie, westchnęła jednocześnie ziewając z przysłonięciem ust ręką. Był to młody mężczyzna, wyglądał zupełnie normalnie, jak człowiek, czy Saiyan.
- Nie jestem duchem, ani przywidzeniem - odezwał się spokojnym, pewnym chłopięcym głosem do Bobercika, po czym chwycił się za lewe ramię i nastawił je sobie - Nigdy się nie przyzwyczaję do tych skoków...
- Kim jesteś!?! - zapytał zdziwiony Bobercik jednocześnie nadając przez mikrofon na cały statek
- Nic nie może zostać wyjaśnione - powiedział - Gdzie jest Daegurth, to jest bardzo ważne, szybko, powiedz mi gdzie on...
- Nie twój interes - odezwał się Rauko, który niespodziewanie pojawił się przy nieznajomym
- Jeszcze nie jest za późno, można wszystko zmienić - powiedział - Ale tylko Daegurth może tego dokonać
- Czemu tylko on? Czemu właśnie on? Dlaczego wszystko co najgorsze trafia się zawsze jemu!?! - zapytał nieco zdenerwowany Rauko - Ty nawet nie wiesz co on czuje! Nikt stąd nie wie! On cholera cały czas stara się pogodzić z tym, że los szykuje mu te wszystkie niespodzianki, a tak naprawde to chce chociaż przez parę minut nacieszyć się normalnym życiem! Jego słowa, "Czasami zastanawiam się czy nie lepiej byłoby to wszystko skończyć...", mają głębokie znaczenie! On ma już po prostu dosyć, dosyć bycia tym, który wszystko zmienia, niech ktoś inny zajmie jego miejsce!
- Może ty? - zapytał nagle mężczyzna - No właśnie, nie chcesz, nie wiesz czego on chce, zaczynasz sam się we wszystkim gubić. Faktycznie, może znasz go najlepiej, ale nigdy nie będziesz wiedział co tak naprawde on czuje, tego nie wie nikt oprócz... Nikt tego nie wie, a teraz, gdzie on jest?
- Oprócz kogo? - zapytał Rauko - Kto zna na tyle Daegurth'a, że wie dokładnie co czuje!?!
- Gdzie on jest? - ponowił swoje pytanie - Proszę, powiedz
- Zabrał go jakiś facet - powiedział szybko Rauko, tym razem już spokojnie - Shakashi, czy jakoś tak mu leciało. Mówił, że chce go zniszczyć.
- Dzięki, teraz pewnie ty chcesz znać odpowiedź - domyślił się - Daegurth'a zna dokładnie tylko Daegurth, jeżeli rozumiesz, co to znaczy, to jesteś naprawde dobrze poinformowany i inteligentny, ale chyba do niczego cię to nie doprowadzi... Naprawde jesteście tchórzami...

Nagle za mężczyzną pojawiła się czarna kropka, która szybko urosła i tak jakby go połknęła, po czym najnormalniej znikła.

- Na co się tak gapisz? - zapytał Rauko siedzącego na stanowisku pilota Bobercik'a
- Na... Na... Na... Ni... nic... - powiedział jąkając się Bobercik

"Jego energia..." - pomyślał - "Rauko jej nie czuł? Była ogromna, mniej więcej taka jak Drake'a... On był tak potężny, że mnie sparaliżowało... Nigdy czegoś takiego nie czułem, w całym moim życiu... Nawet gdy Daegurth był przy mnie, poczułem jednakowo wielką moc, jednak ona była jakaś... inna, jakby łagodniejsza, czułem jakby należała do mnie, jakbym mógł jej używać, a ta była kompletnie inna".
Rauko wyszedł powoli z kabiny pilota. "Jesteśmy tchórzami, tak? On ma rację... Boimy się nawet zawalczyć stawiajac nasze życie na wodzy, ot tyle jesteśmy warci... Nie, on ma rację, trzeba walczyć, jeżeli nam się nie uda, to nie uda się nikomu."
Saiyan szybko zawrócił do kabiny pilota.
- Zmiana planów, Bobercik, zawróć - zawołał - Koniec zabawy, nie będziemy uciekać, czas walczyć o to co nam się należy!
"Poje**ło go, czy jak?" - pomyślał pilot robiąc dziwną minę
- Ale, przecież tam zginiemy! - zawołał
- Jak chcesz, to se tam zdychaj, ja tam chce polecieć by nie dać zginąć innym! Zawracaj! - powiedział Rauko - Pomyśl o Relenie którą tam zostawiłeś, co ona musi czuć w tym momencie!

Najwidoczniej ostatnie słowa Rauko powiedziane były z pełnym przemyślunkiem, gdyż Bobercik natychmiast, bez słowa, zawrócił i nieco przyspieszył. "On ma rację" - pomyślał - "Dam jej zginąć, tylko z tego powodu, że się boję? Przecież to ja kazałem jej tam zostać!"

[center]***[/center]

Honou z niedowierzaniem spoglądał w niebo, z którego spadał czarny deszcz. Miliony dziwnych sylwetek zaczęły kolejno uderzać w powierzchnię Ziemi i rozbiegać się we wszystkie strony. Każda z nich wyglądała bardzo dziwnie, miała ogromne, czarne szpony zamiast palców u rąk i nóg oraz szkarłatne owłosienie na głowie. Ciężko było odróżnić na ich twarzach nos, oczy czy usta. Rozmywały się w tym dziwnym mroku, jaki otaczał te postacie, krążył wokół nich niosąc chaos i śmierć.
- W imię klanu Rokuyu, przysięgam walczyć do końca - powiedział wstając, wciąż nie wypoczął i nie wyleczył ran z ostatniej walki, jednak nie miał zamiaru się poddać
Czuł dziwny wiatr i widział, jak wszystko powoli jest wciągane do niewielkiej czarnej dziury. Wszystko prócz tych czarnych sylwetek, które już zbliżały się do niego.
Doskoczył im na spotkanie, jednocześnie już robiąc unik, który najwyraźniej się opłacił, gdyż tuż obok niego przeleciały szpony jednej z bestii. Chciał zaatakować, ale zobaczył, że za chwilę może sam dostać, więc uniknął jednocześnie łapiąc powietrze wokół siebie i zaczynając się kręcić.
- Kazeshirdu! - zawołał, gdy bardzo twarde i ostre szpony obijały się o dziwną osłonę z energii i powietrza
Słychać było jakby setki tysięcy mieczy uderzały o siebie, jednak żadna z postaci nawet nie ucierpiała od ataku chłopaka. Wtedy zawołał: "Daisen!" i kulę zaczęła pokrywać czerwona energia.
Tym razem wszystkie postacie naokoło Honou eksplodowały wysyłając wokół falę czarno-czerwonej krwi. Wtedy jeszcze więcej potworów rzuciło się na chłopaka, to było typowe samobójstwo. Jednak ich było tak wiele, że mogli sobie na to pozwolić.

[center]***[/center]

Wiktor cicho zakradł się do jakiegoś pokoju, w którym było dość dużo ludzi. Mówili głośno i wyraźnie, a sala była na tyle dobrze zbudowana, że wszystko usłyszał.
- Nie ma czasu do stracenia! - odezwał się ktoś - To jest inwazja, najwyższy czas kontratakować!
- Możemy z łatwością zniszczyć te Venomoidy, ale co z tymi czarnymi dziurami? - zapytał ktoś inny - To dla nas kompletna nowość!
- Venomoidy? - zapytał cicho pod nosem Wiktor
"O co tu wogóle chodzi, jaka inwazja?" - jego głowę wciąż zapełniały pytania, jednak chcąc poznać odpowiedziedź wiedział, że musi czekać w ukryciu.

- Naukowcy już pracują nad tą, jak ją nazwałeś, "czarną dziurą" - odezwał się mężczyzna stojący na środku sali, miał na sobie okulary i biały płaszcz jak doktor - Gdy tylko się czegoś dowiedzą, dam znać
- Dobrze, Panowie i Panie, nie ma czasu - odezwał się jakiś facet - Musimy działać i liczyć na to, że bóg będzie na tyle łaskawy, że da nam wygrać tą bitwę.

Wszyscy natychmiast wstali i rozbiegli się w różne strony. Wiktor musiał wejść w niewielki, czarny kąt przy kwatku, żeby nie został zauważony. Po chwili dostał się do sali w której obradowali i zaczął przyglądać się wszystkiemu.
Po niedługiej chwili znalazł pilot, którym uruchomił przekaz. Trójwymiarowy przekaz hologramowy, nigdy nie wiedział, że coś takiego naprawde istnieje. Widział takie rzeczy tylko na filmach, a tu okazywały się one prawdą. Przyglądał się więc hologramowi dokładnie.

Był tam pokazany jakiś dziwny osobnik, nie był to człowiek, ani zwierze, jednak z pewnością istota myśląca. Została zamknięta w jakimś pomieszczeniu, wtedy zaczęła chodzić wokół i rozglądać się. W pewnym momencie podeszła do jednej ze ścian i zaczęła lekko stukać swoimi szponami w nią, a następnie kompletnie zniszczyła najsłabszą ze ścian. Gdy zobaczyła na zewnątrz chmarę ludzi z bronią natychmiast wskoczyła spowrotem do pokoju i stanęła jak najdalej od dziury którą zrobiła patrząc się w jej stronę.
Wtedy obróciła się i zaczęła wbijać swoje pazury-szpony w ściane sunąc po niej do góry, później po suficie, aż znalazła się nad ludźmi, których, opuszczając się przednimi łapami, rozszarpała, a następnie pomknęła w stronę wyjścia. Biegła niewiadomo gdzie, jednak kamery zarejestrowały jej ruch. Gdy mijała mapę ucieczki w razie awarii natychmiast się zatrzymała i zaczęła przyglądać się dokładnie dotykając lekko ją pazurami, po czym pewnie mknęła przy wyjściu.

Obraz się przełączył na inny. Ta sama bestia była przypięta stalowymi pasami, a przy niej stali naukowcy. Została postrzelona bronią palną, jednak za bardzo się nią nie przejęła, tylko troszeczkę się ugięła i cicho pisnęła. Po kilku strzałach z broni palnej rozerwała stalowe kajdany i rozszarpała wszystkich wokół. Wtedy do pokoju wbiegli strażnicy strzelając w jej stronę bronią elektryczną, która uziemiła potwora.

"Kur*a mać, co to jest?" - zastanawiał się wiktor oglądając dalej hologram, który pokazywał badania na dziwnym osobniku i powolne odkrywanie jego słabości.

[center]***[/center]

- Przygotować się, wlatujemy w atmosferę ziemi, za parę sekund będziemy już na jej powierzchni - powiedział Bobercik do mikrofonu
Wszyscy usiedli w specjalnych fotelach, które miały zapewnić im bezpieczeństwo w razie turbulencji i cierpliwie czekali aż wylądują. Nie trwało to długo, statek szybko wykonał całą serię poleceń lądując, stało się to w kilka sekund.
Natychmiast wszystkie pasy bezpieczeństwa się odpięły i wszyscy wybiegli na zewnątrz, zatrzymując się już przy samym wyjściu ze statku kosmicznego. Zobaczyli przed sobą tylko czarną powierzchnię pełną mrocznych sylwetek. Przełknęli ślinę i rzucili się do przodu.

Wtedy zobaczyli jak nadlatują ludzkie samoloty. Były całe biało-srebrne, miały kształt przybliżony do trójkąta i mknęły szybko po niebie. Uzbroiły broń i natychmiast wystrzeliły dziwne, błękitne pociski, które uderzyły w czarną od sylwetek ziemię. Natychmiast nastąpiła eksplozja i potężny impuls elektromagnetyczny wysłał falę we wszystkie strony. Potwory padały na ziemię sparaliżowane.

- Wyskakiwać ze statku! - zawołał Bobercik popychając wszystkich
Ledwie zdążył sam wyskoczyć, zanim impuls uderzył w statek zamieniając go w niewielką kupkę złomu. Dokładniej to stworzył z niego potężny magnes, który sam siebie zdeformował.

- No, nieźle - powiedział Dyninio - Nie sądziłem, że ludzie są w stanie bronić się przed takimi zagrożeniami, a tutaj niespodzianka
Natychmiast zamienił się w SSJ, tuż za nim zrobił to Bart, Groly i Broly Darkness. Po czym rzucili się, aby dobijać sparaliżowane potwory.
"To jest za proste..." - pomyślał Adrian patrząc się jak jego przyjaciele dobijają dziwne potwory - "To wszystko jest o wiele za proste, to ma być ta inwazja? Mi to wygląda na marną zabawę".

Niespodziewanie czarna dziura na niebie urosła do dość dużych rozmiarów i zaczęła wciągać pozostałości po drzewach i budynkach. Wszystko powoli zostało wciągane do jej środka.
Bart z łatwością utrzymywał się przy ziemi dzięki broni, którą miał na plecach. Jednak nie mógł tego samego powiedzieć Dyninio, który powoli zaczął się unosić, chociaż wcale tego nie chciał. Obrócił się w stronę ziemi i z całych sił starał się skupić, żeby chociaż zostać przy jej powierzchni, jednak nic to nie dawało.

Inne osoby też miały problemy. Adrian całyczas zamyślony stał twardo na ziemi, gdy nagle złapał małą Roksię wciąganą przez dziwny wir. Dociągnął ją do siebie i kazał trzymać mocno, natychmiast Bobercik doskoczył do Hebrid'a i Terenis, a następnie razem złapali się Adriana. Dzięki temu, że było ich więcej, łatwiej było utrzymać się przy ziemi.

Mark pewnie stał na ziemi, zaczął powoli iść przed siebie i nagle jego włosy nieco się uniosły i zamieniły w złote. "Mam już tego dość" - pomyślał idąc przed siebie w stronę dziwnych, czarnych stworzeń.

Radek i Rauko stali i przyglądali się wszystkiemu, i choć Radek nie chciał by było po nim widać, że ma problemy z utrzymaniem się przy ziemi, to nie udawało mu się to. Rauko pewnie złapał go za ramię, a ten natychmiast bez problemu utrzymywał się przy powierzchni ziemi.
- Co zrobimy? - zapytał Radek
- Jeszcze nie wiem, myślę - odpowiedział Rauko - Bo nie widzę żadnego wyjścia

Rayman miał najmniej problemów z utrzymaniem się gdzie chce. Czarna dziura wytwarzała dość mocny wiatr, a raczej wciągała duże masywy powietrza, dzięki temu mógł bez problemu zostać tam gdzie chce lub latać we wszystkie strony, unosząc się na wietrze.

Nagle na niebie pojawiły się dziesiątki czarnych kropek, potem setki. Wszystkie zacżęły się powiększać tworząc czarne dziury, jednak ten proces był znacznie szybszy w porównaniu z tą pierwszą. Niemal natychmiast dorównały jej rozmiarem i wszystko zaczęło być wciągane w dziwne dziury z ogromną siłą.

Nikt nie mógł czuć się pewnie, nawet Rauko, który wcześniej bez problemu stał na ziemi teraz z ogromną prędkością uniósł się w powietrze. Natychmiast zaczął strzelać pociskami Ki do środka tych kul, jednak to nic nie dawało.

Broly Darkness zamienił się w LSSJ, jednak wciąż nie mógł utrzymać się w jednym miejscu. Złapał za ręke swojego brata i przyciągnął go do ziemi, potem doleciał do Bart'a i też rzucił go w stronę ziemi, jednak on dziwnym sposobem łatwo utrzymywał się w miejscu, gorzej gdy chciał się ruszyć.
Wtedy legendarny super saiyan doskoczył do Dyninia, który miał dość duże problemy z utrzymaniem się i trzymał go jedną ręką.
- Nawet mi stąd nie odlatuj - powiedział uśmiechając się Broly

Na niebie pojawiła się jakaś postać. Była obrócona do wszystkich plecami, a wir jakby wogóle jej nie wciągał. Jej płaszcz powiewał na wietrze, tak jak dość długie czarne włosy.
Bart poznał naramienniki tej postaci, były to typowe, Saiyanskie naramienniki. Starego typu, jednak wyglądały na nieco zmodyfikowane. "Kto to jest?" - zastanawiał się wiedząc, że to jest Saiyan - "I co on tutaj robi?".

Wyciągnął coś spod płaszcza i wrzucił do środka jednej z czarnych dziur, a ta wciągła szybko przedmiot. Wtedy ze wszystkich mrocznych portali wystrzelił promień białego światła, a gdy zniknął, to już ich nie było. Znów można było z ulgą chodzić po ziemi nie obawiając się wciągnięcia.
Postać się obrócił'a i znów sięgnąła po coś pod płaszczem. Wyciągnęła małą fiolkę i rzuciła ją w stronę czarnej chmary dziwnych istot. Gdy ta pękła, to wszystkie zaczęły głośno wyć, a ich ciała topiły się, jakby wyżerał je jakiś kwas.

Saiyan wiszący na niebie znów wyciągnął coś spod płaszcza. Choć ciężko było to zobaczyć, Bart wiedział, że były to różne fiolki i kilka niewielkich urządzeń elektrycznych. Mężczyzna zaczął mieszać fiolki, powoli, nie spieszył się. Nacisnął jakieś przyciski i wtedy pojawił się za nim ogromny statek kosmiczny, jakby znikąd. Powoli wleciał na jego pokład zrzucając na ziemię fiolkę z wymieszanymi rzeczami. Gdy ta tylko uderzyła w powierzchnię ziemi, to natychmiast wszyscy poczuli się dziwnie. We wszystkie strony wyleciała dziwna fala energii.

Bart spojrzał sobie na nieco porozcinaną ręke, która momentalnie zaczęła się regenerować. Otworzył oczy szeroko ze zdziwnienia, po czym rozejrzał się w koło.
Naokoło niego, spod gruzów powoli wypełzali ludzie, kaszląc i płacząc, jednak żyli. Jeszcze niedawno byli tylko plamą krwi, teraz już byli normalnymi ludźmi.

Terenis zaczęła wrzeszczeć chwytając się za klatkę piersiową. Nikt nie wiedział co się dzieje, nikt nie wiedział jak jej pomóc. Ta po chwili przestała i powoli zaczynała się uspokajać. Wiedziała co się stało, już kiedyś się tak czuła. Już nie była wampirem, stała się człowiekiem.

- Kto to był? - zapytał Dyninio - Znasz go, Broly?
- Nie, pierwszy raz go widzę - odpowiedział legendarny super saiyan odmieniając się ze swej niesamowitej formy - Ale z pewnością to był Saiyan

Nagle statek rozpłynął się w powietrzu znikając na dobre.

[center]***[/center]

"Co się dzieje?" - zastanawiał się, patrząc jak krew krąży wokół niego, czując wszędzie ból - "Jak? Gdzie?".
Wszystko widział jeszcze jak przez mgłę, gdy nagle poczuł potężny ból głowy. Chciał wrzasnąć z bólu, ale nie mógł. Wstał powoli na kikutach, które kiedyś były nogami. Po chwili z kikutów zaczęły wyrastać kończyny. Nie minęło kilka minut, a Oren czuł się bardziej potężny niż kiedykolwiek.
"Daegurth, teraz nie pójdzie ci tak łatwo!" - pomyślał.

[center]***[/center]

[Tydzień później]

- Ahhhh, ale to męczące... - pomyślał Adrian niosąc belkę drewna
Nigdy nie myślał, że tak ciężka może być praca zwykłych ludzi.

Odbudowa miasta wciąż trwała, wszyscy znaleźli sobie jakieś zajęcie. Każdy pomagał, każdy starał się by to miejsce odzyskało swoją dawną świetność. Chyba najbardziej zadowoloną osobą w mieście był Hebrid...

- No, nareszcie ci kretyni sobie zbudują mieszkanie i nie będą u mnie przesiadywać! - zawołał w pełni podekscytowany, nieco się zapominając. Stał bowiem na niezbyt dobrze przymocowanej desce i upadł na ziemię, poprzednio krzycząc...
- Bez komentarza - powiedział powoli wstając

Dzieci biegały wokół tego pełnego pracy miejsca, nawet co jakiś czas z innych stron świata nadlatywały samoloty i helikoptery z zaopatrzeniem. Po tym, co się stało, ludzie wydawali się dla siebie bardziej mili. Najwidoczniej skupili się na wspólnych celach, chcieli być gotowi, gdyby miał nadejść czas kolejnej takiej tragedii.

Dyninio podrzucił deskę w powietrze, potem zrobił piruet wyjmując z pojemnika jedną ręką gwoździe. Szybko i pewnie wyrzucił je w stronę podrzuconej deski, a ta przyległa w miejsce, gdzie miał ją wbić.
- Yea! - zawołał podnosząc nieco prawą ręke
I zaraz po tym połowa gwoździ odpadła na ziemię, a deska zaczęła bujać się na wietrze. Nie minęło dużo czasu a i ta upadła...

- Hej, nie lepiej wbijać? - zapytał Mark z łatwością przymocowywując deskę w odpowiednie miejsce
- A tam, wbijać... Zero oryginalności! - odpowiedział Dyninio
- Jeżeli chodzi o oryginalność... Patrz na Bobercik'a - powiedział nieco ciszej chłopak

Bobercik stał obok jakiegoś chłopaka, który przystawiał mu gwóźdź do wbicia. Gdy ten go puścił, to Bobercik już go wbijał, jakby dokładnie wiedział kiedy jego kolega puści ten gwóźdź. Bo wiedział, bez problemu wyczytywał mu myśli.

- No, on to optymalizuje sobie prace... - powiedział Dyninio

Roksia przebiegła wokół Dyninia zabierając mu przypięty do pasa młotek, po czym zaczęła uciekać.
- Hej, Roksia, czekaj! - zawołał Dyninio goniąc za dziewczynką

Bart poprawiał dach jednego z niemal skończonych domów. Był upalny dzień, otarł pot z czoła i wbił jeszcze kilka gwoździ, po czym zaczął stawiać dachówki. Spojrzał wysoko w niebo i uśmiechnął się. "Za tym goniłeś przez całe życie, tak?" - cisnęło mu się pytanie na myśl - "Fakt, pięknie jest prowadzić normalne życie... Dziękuję i przepraszam..."
"Za co przepraszasz, głuptasie?" - usłyszał w myślach głos Daegurth'a
"Tak... Właśnie to byś powiedział, jestem pewien..." - domyślił się Bart
"I nie dziękuj, bo normalnie dostaniesz zaraz w twarz!" - w umyśle Bart'a pojawił się kolejny domysł tego, co powiedziałby Daegurth, którego znał
Opuścił głowę w dół, złożył jedną dachówkę do drugiej uśmiechając się lekko.
"Może tak jest lepiej, prawda?" - pomyślał Saiyan
- Ta... - wydawało mu się, że słyszał jak Daegurth mu odpowiada





Koniec Pierwszego tomu Saiyan Power Forces, teraz mogę mu nadać śmiało nazwę. Niech on się nazywa "Saiyan Power Forces: Tom I - Nieosiągalny pokój"

Już za niedługo pojawi się "Saiyan Power Forces: Tom II - Podróże". Należy się więc zapowiedź tego, co się stanie...


Wszyscy pewnie się głowią jaką niespodziankę im szykuję w kolejnej części? Mogę uchylić rąbki tajemnicy! Zapewniam, że wszystko co działo się w części pierwszej okaże się kompletnie inne, na wszystko zostanie rzucone inne światło. Dowiecie się więcej o wielu postaciach, a także o tym co się stało. Wszystko zostanie wyjaśnione, dokładniej niż poprzednio. Akcja w następnym tomie dzieje się rok po wydarzeniach z części pierwszej, więc wszyscy będą już o wiele silniejsi, zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie. Może nawet poznacie nowych partnerów naszych postaci? A to wszystko już w tomie drugim, który powstaje! Tak więc gorąco polecam.

Jego nazwa nie wzięła się znikąd, "Podróże" mają oznaczać to co się będzie działo. Tym razem nie będzie chodzić o zagrożenie świata, tylko konkretnych osób, w konkretnych wymiarach. Dlatego nasi bohaterowie będą wędrować między wszystkimi wymiarami starając się pomagać innym. Jednak czekają tam na nich wrogowie, o jakich nawet nie mogli marzyć, kto więc pomoże im? A może sami sobie dadzą radę?

Z pewnością następna część będzie okropnie skomplikowana, w porównaniu do poprzedniej. Będzie moment, gdy każdy z czytelników będzie wątpić w to, że coś stało się przypadkiem, a okaże się, że wszystko co się działo było ustalone z góry. Będzie strasznie namieszane, jednak pod sam koniec tomu wszystko zacznie nabierać sensu, zobaczycie!


W następnym odcinku:

- Ja wciąż nie jestem pewien kim on był i dlaczego nam pomógł? - zapytał Bart
***
Bobercik się śmiał w głos widząc jak Roksia wygrała nagrodę w konkursie na wiedzę, gdy wszyscy rodzice przechwalali się jakich oni to mądrych dzieci nie mieli. Nagle przeszedł go dreszcz, poczuł dziwną, znajomą energię. Obrócił się.
- Hej, kope lat Bobercik - odezwał się Kris stojąc dosyć daleko, w świetle zachodzącego słońca
- Huh? - zdziwiła się Roksia, po czym spojrzała w stronę Kris'a natychmiast go poznając - Kropek!
***
- Życie to ciągła walka - odezwał się mężczyzna w czarnych okularach patrząc na Bart'a z góry - I nie ważne jaki jesteś silny, zawsze znajdzie się ktoś silniejszy.
"Cholera, on ma rację, ale nie wie jednego..." - pomyślał Bart
- Byłoby po mnie, gdybym nie trenował przez ten rok, z pewnością - odezwał się pewien siebie Bart uśmiechając się - Shetar!
Nagle w ręku Bart'a pojawił się miecz. Była to standardowa katana, przynajmniej na taką wyglądała. Ciął przed siebie, szybko i pewnie, jednak jego przeciwnik zdążył odskoczyć.
- Shetar kagemaiyo - powiedział cicho i beznamiętnie Saiyan
Nagle naokoło mężczyzny pojawiły się setki...
***
- Co to było!?! - zawrzeszczał Dyninio - Wszyscy w porządku? Małgorzata, co u ciebie?
- Jestem cała! - zawołała dziewczyna dobiegając do swojego chłopaka, który pewnie przytulił ją do siebie lewą ręką.
- Nieważne co to jest, obronię cie - powiedział Dyninio
"Wiem" - pomyślała Małgorzata uśmiechając się
***
- Nie należysz do tego świata, musisz stąd iść - powiedział Pitti - Odesłać cie?
- Ale... Mój wymiar już nie istnieje! - powiedział Honou - Więc choćbym chciał, to...
- Skąd, istnieje - zaprzeczył wypowiedzi Honou młody mężczyzna - I ma się dobrze, bardzo dobrze
- Przecież sam widziałem jak...
- Mało widziałeś, ktoś był w stanie ocalić ten wymiar, wysłać mu twoje podziękowania, czy zrobisz to osobiście?
- Ja... Naprawde w to nie wierzę... Chciałbym...
- No cóż, mój błąd, nie wiem gdzie teraz jest, dlatego nie możesz mu podziękować, ale zrobię to w twoim imieniu
- Dziękuję - powiedział Honou - A teraz, jeśli możesz...
- Jasne, nie ruszaj się... - powiedział, gdy nad nimi pojawił się dwustronny topór, wyglądający jak patyk z podwójnymi ostrzami przy obu końcach. Zaczął wirować tworząc swego rodzaju wyrwę w powietrzu, za którą widać było zupełnie inny wymiar. Nagle ta wciągła ich obu i zniknęła, tak jak topór.
Obrazek

Obrazek
Dołącz do gry! Naruto-Arena.com

Obrazek

http://www.daegurth.blog.onet.pl

Słowo "siła" ma wiele znaczeń.
Awatar użytkownika
Kris
Avanger
Posty: 2254
Rejestracja: wt lis 22, 2005 11:33 pm
Lokalizacja: Poznań

Post autor: Kris »

Nagle za mężczyzną pojawiła się czarna kropka
Tak... Mam wszędzie wtyki ^_^.

Więc Jedyne co mi przychodiz do głowy po przeczytaniu tego odcinka to :
"ZA DŁUGIE !!" Nawet Przy Moim Błyskawicznym Czytaniu, zajeło to wieki...

Ale czekam na kolejne odcinki, troszkę krótsze Please ^^
Obrazek

Obrazek
1. Kris ma ZAWSZE racje
2. PP3088 ma prawie zawsze racje
3. : >
Awatar użytkownika
Pitti
SSJ 5
Posty: 2676
Rejestracja: wt kwie 24, 2007 11:05 am

Post autor: Pitti »

cenzura to jedyne co moge powiedzieć.. Rozbawiło mnie pare momentów ;p
Kris jak Ci długość nie pasuje to rozkładaj sobie czytanie ;p Było 6 postów mogłeś przeczytać dziś jeden pojutrze nastepny itd. xD

Ocena: Nie ma takiej oceny :D. Zarąbiste...

Pasuje, tylko i tak długie ^^//Kris
Ostatnio zmieniony śr sie 29, 2007 5:08 pm przez Pitti, łącznie zmieniany 1 raz.
Obrazek

I'll become The King of Pirates!
Awatar użytkownika
Dyninio
Wojownik z Kaioukenem
Posty: 34
Rejestracja: czw lut 15, 2007 2:33 pm
Lokalizacja: ZaDupia

Post autor: Dyninio »

O Dae 4 miechy pisales to i wyszlo Ci to wspaniale warto by czekac... akcja i zwroty sytuacji super :P
Ale troche czytania bylo osobiscie czytalem to 5h :D
I troche pikantnie bylo klnoles jak sie dalo ;] To mi sie podobało ...
I wreszcie dziewczyny dostaly troche czesci opowiadania :] i pokazały co umieja ( Kula KI )
Wreszcie Dyninio osiagnol poziom SSJ i odegral znaczaca role :wink: za co wielkie dzieki :P


1000/10 ;]



PS:Czekam juz na nowy tom ...
Awatar użytkownika
Dae
Zasłużony
Posty: 1200
Rejestracja: śr gru 22, 2004 1:26 pm
Lokalizacja: Bukowno

Post autor: Dae »

Już piszę nowy tom, mogę śmiało powiedzieć, że Barni w nim wreszcie wystąpi oraz Ikoden, którego miałem dodać dawno. Narazie mogę zdradzić tylko tyle: Nikt z was nie lubi się wyróżniać w nowym tomie, gdyż zrozumieliście jak ludzie się boją innych od siebie. Dlatego staracie się zachowywać jak inni, zresztą zobaczycie!

Do tego będziecie na to patrzeć jak na całkiem nowy Fanfick, wszystko będzie opisywane dosłownie od początku! I tym razem w bardziej należytym porządku.


Kris: Rozczaruję cie, teraz nie będzie krótkich odcinków ^^

Dae: Też dobrze, odcinki będą 5 postowe xD//Kris
Ostatnio zmieniony śr sie 29, 2007 6:11 pm przez Dae, łącznie zmieniany 1 raz.
Obrazek

Obrazek
Dołącz do gry! Naruto-Arena.com

Obrazek

http://www.daegurth.blog.onet.pl

Słowo "siła" ma wiele znaczeń.
Awatar użytkownika
Dyninio
Wojownik z Kaioukenem
Posty: 34
Rejestracja: czw lut 15, 2007 2:33 pm
Lokalizacja: ZaDupia

Post autor: Dyninio »

Dae pisze:Narazie mogę zdradzić tylko tyle: Nikt z was nie lubi się wyróżniać w nowym tomie, gdyż zrozumieliście jak ludzie się boją innych od siebie. Dlatego staracie się zachowywać jak inni, zresztą zobaczycie!

To jak w Heroes :D ale taki element jesli jest dobrze wykorzystany tez moze byc cenzura****, ale kolejny tom bedzie jeszcze lepszy mam nadzieje ;]
A wogole to ten fanfick mnie wciaga czego niezrobila jeszcze zadna szkolna lektura :p
Awatar użytkownika
Pitti
SSJ 5
Posty: 2676
Rejestracja: wt kwie 24, 2007 11:05 am

Post autor: Pitti »

Dyninio pisze:A wogole to ten fanfick mnie wciaga czego niezrobila jeszcze zadna szkolna lektura :p
Dokładnie. Ja sobie to musze wydrukować all i będe czytać jak mi się będzie nudzić albo jak jakiś wyjazd ;p. Musze przeczytać all od początku, ponieważ fajne, a już wiele szczegółów mi umkneło. Zreszta jak jakaś książka mi się podoba to też nawet przeczytam pare razy. :cool:
Obrazek

I'll become The King of Pirates!
Awatar użytkownika
Dyninio
Wojownik z Kaioukenem
Posty: 34
Rejestracja: czw lut 15, 2007 2:33 pm
Lokalizacja: ZaDupia

Post autor: Dyninio »

Zeby wydrukowac to wszystko to by trzeba bylo duzo papieru i tuszu :P i czasu !!!

Ja jak bym umial tworzyc fajne lay to zrobilbym strone dla tego ff i by byly tylko kategorie

1 Tom wchodzimy i wszystkie nazwy poszczegonym odcinkow klikamy na ktorys i jest odcinek w calosci :D

pozniej dodac odzielny dzial dla 2 Tomu i tak samo jak z pierwszym :D

I oczywiscie dzial Bohaterowie i opisy wszystkich bohaterow :D

A na stronie glownej info o nadchodzacych odcinkach itp.


Wtedy wszystko by sie lepiej czytalo niz na tutaj szukajac miedzy postami , ale oczywiscie odcinki by byly tez tutaj zamieszczane :D :wink:
Awatar użytkownika
Pitti
SSJ 5
Posty: 2676
Rejestracja: wt kwie 24, 2007 11:05 am

Post autor: Pitti »

Mhm dobry pomysl ale musialby prowadzic to Dae
Obrazek

I'll become The King of Pirates!
Awatar użytkownika
Kris
Avanger
Posty: 2254
Rejestracja: wt lis 22, 2005 11:33 pm
Lokalizacja: Poznań

Post autor: Kris »

Dyninio, ja umiem tworzyć, laye, tylko nie znam html xD| Jeśli ty znasz, może by się udało zrobić stronę.
Obrazek

Obrazek
1. Kris ma ZAWSZE racje
2. PP3088 ma prawie zawsze racje
3. : >
Awatar użytkownika
Dyninio
Wojownik z Kaioukenem
Posty: 34
Rejestracja: czw lut 15, 2007 2:33 pm
Lokalizacja: ZaDupia

Post autor: Dyninio »

No ja niestety nieznam html tak zeby zrobic fajna strone :???:
Awatar użytkownika
krova
SSJ 5
Posty: 1746
Rejestracja: pn sie 14, 2006 11:38 am
Lokalizacja: szczytno

Post autor: krova »

Dla takiego fanficku moge zrobic cms w php
Obrazek

-Jest jakaś miara szczęścia?
-Tak, promile.

Obrazek
Awatar użytkownika
Dyninio
Wojownik z Kaioukenem
Posty: 34
Rejestracja: czw lut 15, 2007 2:33 pm
Lokalizacja: ZaDupia

Post autor: Dyninio »

To sie zgraj z Krisem :d i zrubcie fajna strone :P , ja moge pomoc najwyzej w redakcji strony czy cos w tym stylu ;]

Tylko niech Dae da pozwolenie ;]
ODPOWIEDZ