Był piękny słoneczny dzień.
Radek właśnie się obudził w swoim nowym domu, do którego wczoraj się przeprowadził razem z rodzicami i swoim młodszą siostrą Perą.
Radek miał tam jednego przyjaciela który nazywał się Arroz i był jego sąsiadem. Obaj mieli 13 lat.
Pewnego dnia zaczepiła ich grupka młodzieży która chciała ich pobić.
-Hej wy, młodzi.
-Co chcesz? - zapytał Arroz
-Co tutaj robicie? - zapytał jeden z młodzieży - To nasza dzielnica, rozkazujemy wam odejść.
-A co jeśli nie?
-To wam nakopiemy!
-Hahaha!! - zaśmiał się głośno Radek.
-Nie chcecie iść? Dobrze, więc wam nakopiemy!- odpowiedział najstarszy z grupy, śmiejąc się.
I walną Arroza z całej siły w brzuch. Radek widząc to uderzył w nos chłopaka i tamten odleciał na dwa metry.
-To bolało!!-krzyknął chłopak
-Chcesz jeszcze raz??- zapytał Radek zdenerwowany.
-Nie, nie chce.
-Więc nas zostawcie.
-No dobra, odpuścimy wam tym razem, ale następnym to wy dostaniecie w łeb.
Całej tej sprawie przyglądał się starszy pan który był bardzo dziwnie ubrany. Chciał porozmawiać z Radkiem i Arrozem.
-Hej chłopcy, czekajcie.
-Tak?
-Chciałbym z wami porozmawiać.
-A o czym??
-O was
-O nas?- zapytali zdziwieni chłopcy
-Tak. Mam pytanie. Skąd macie te naszyjniki??- zapytał starszy pan pokazując na naszyjniki chłopców.
-Dostaliśmy je od pewnego tajemniczego chłopaka.
-Jakiego chłopca? Nie nazywał się przypadkiem Artic??
-Tak, nazywał się Artic, Zna go pan??
-Znam, macie czas na mały spacer??
-Jasne, mamy jeszcze godzine.
-A więc chodźcie ze mną. - odrzekł nieznajomy człowiek zabierając ich do parku.
W parku rozmawiali pół godziny.
-Więc o co chodzi z tymi naszyjnikami - zapytał Radek bardzo zaciekawiony.
-Artic dał wam te naszyjniki żebym potem mógł prościej was znaleźć. One nie mają nic specjalnego. Ale wy jesteście specjalni.
-Co??- zapytał ździwiny Arroz.
-Macie w sobie ukrytą moc, a ja chce was nauczyć walczyć.
-Nas??
-Tak, będziecie się uczyć w mojej szkole.
-Ale rodzice nam nie pozwolą.
-Ja już się o to postaram.
-Aha, coś jeszcze?
-Narazie nic, za tydzień jeszcze się spotkamy.
Starszy pan się oddalił. Chłopcy rozmawiali o tym wracając do domu.
-No i co robimy??- zapytał Arroz
-Hmmm... nie wiem. Wierzysz temu człowiekowi.
-Skoro zna Artica to może być prawda co on mówił.
-Może, narazie nic nie wiemy, przekonamy się za tydzień.
-OK, ja lecę do domu, nara.
-Narazie.
Radek myślał o tym przez cały dzień.
.......
Minął tydzień. Do Radka przyszedł list z jakiejś dziwnej szkoły.
-To napewno wezwanie do szkoły tego kolesia - mówił sam do siebie - ciekawe czy Arroz też to dostał.
Radek bardzo się cieszył. Po południu przyszedł do niego Arroz żeby omówić sprawę.
-No i co robimy?
-Ja bym poszedł, a ty??
-Jasne że tak.
-To super.
Potem obaj poszli na spacer i spotkali znowu nieznajomego człowieka.
-Witajcie chłopcy.
-Dzień Dobry.
-Co słychać?
-Wszystko super.
-Zastanowiliście się nad moją propozycją?
-Tak.
-I co?
-Wchodzimy w to.
-To super, umawiamy się na jutro w tym miejscu, macie się spakować.
-Na jutro?
-Tak, nie pasuje coś?
-Daj nam 3 dni.
-No dobra a więc za 3 dni się tutaj spotykamy, macie być spakowani.
-Dobrze, ale mam pytanie.
-Jakie?
-Daleko jest ta szkoła?
-Znajduje się na pewnej wyspie na Oceanie Spokojnym
-Na oceanie spokojnym??
-Tak.
-To strasznie daleko, ile się tam leci.
-My bedziemy płynąć statkiem zajmie nam to 2 dni.
-Tylko dwa dni?
-To będzie szybki statek.
-Fajnie.
-Ja musze was pożegnać.
-Dobrze, Do Zobaczenia.
-Żegnajcie.
I tak starszy pan pożegnał chłopców. A nasi bohaterowie poszli do domów.
To mój pierwszy Fan Fick więc nie piszcie że jest beznadziejny


